Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Misie

piątek, 20 listopada 2009 0:09

W maju natkęłam się na blogu Goreti na takie schematy i zdjęcia przepięknych metryczek z misiami:



Na zdj.: Zdjęcie obrazków ze strony Goreti.


Oglądałam je i oglądałam bez końca i marzyło mi się je wyhaftować.
I co?
I jakieś dwa tygodnie później dowiaduję się, że moja kuzynka niebawem zostanie mamą bliźniąt właśnie.
Chłopczyka i dziewczynki!

Nie mogłam sobie poradzić ze ściągnięciem schematów z blogu, zostawiłam więc wiadomość Autorce z prośbą o kontak mailowy. Odpowiedź, ze schematami, dostałam błyskawicznie i zabrałam się za wyszywanie. 

Do rozwiązania było wprawdzie jeszcze sporo czasu, ale wyhaftowanie dwóch metryczek jednak zajmuje trochę czasu. Trochę się bałam, że okaże się w końcu, że będą dwie dziewczynki albo dwóch chłopców, ale dzieciaczki okazały się bardzo grzeczne i nie zmieniły płci - wiadomo jak to bywa z tym USG: niby wykazuje, że ma być Pawełek, a potem wyskakuje Julia.

Metryczki dotarły do Maluszków już jakiś czas temu, i do tego spodobały się rodzicom, więc spokojnie mogę zaprezentować zdjęcia.



Na zdj.: Haftowana metryczka dla Mikołaja.



Na zdj.: Haftowana metryczka dla Elizy.



Na zdj.: Oba obrazki.


Goreti - bardzo Ci dziękuję za pomoc!
Goreti - muchas gracias por su ayuda!


A tych, którzy rozczarowani są brakiem bucików czym prędzej uspakajam: butki też zrobiłam - pokażę następnym razem.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Podziękowanie

czwartek, 19 listopada 2009 18:15

Dziękuję wszystkim za życzenia urodzinowe dla Smyka, a także za życzenia powrotu do zdrowia, które właśnie się spełniły.
Hultajstwo już zdrowe rozrabia w przedszkolu.

Przez trzy dni miał gorączkę w porywach do 39 stopni i nic więcej. 
Tylko gorączkę, żadnego kaszlu, kataru, biegunki, wysypki.

Gorączka nie pozwalała mu spać, więc i ja sypiałam w nocy po pięć godzin. 
Od 5 rano byliśmy już na nogach. Dosłownie, bo gorączka nie pozbawiła Smyka energii i brykał na całego, tyle, że był marudny i ciągle się na mnie o coś obrażał.

Odetchnęłam z ulgą, kiedy temperatura zaczęła spadać. 
Zeszłej nocy spaliśmy dobrze a dzisiaj odpoczywamy nieco od siebie.
Wprawdzie Hultajstwo nie był zachwycony perspektywą pójścia do przedszkola, ale "trudno-darmo" jak mawiała moja ś.p. babcia. Mama też musi zadbać o swoje zdrowie ... psychiczne.







komentarze (1) | dodaj komentarz

Smyk ma 4 lata

wtorek, 17 listopada 2009 5:39


Dzisiaj Smyk kończy cztery lata.
W tym roku obchodziliśmy ten dzień po amerykańsku, czyli zaprosiliśmy gości do pizzerii.

Wybraliśmy miejsce uwielbiane przez Solenizanta, nie ze względu na pizzę, której Smyk nie jada, ale na wewnętrzny plac zabaw, na którym potrafi szaleć do upadłego.

Na przyjęcie przyszedł oczywiście najlepszy kumpel z przedszkola, T.J. i chłopaki dali z siebie wszystko w suchym basenie.





O godzinie piątej wszyscy goście mali i duzi zostali ponownie zagnani do stołu, i tak mniej więcej o 17.05 (czyli o godzinie, o której Hultajstwo przyszło na świat) zaśpiewaliśmy wszyscy Happy Birthday i Smyk zdmuchnął świeczki.





Tort z Ironmanem - to spełnienie marzenia Solenizanta. 
Zlizał ze swojego kawałka całą masę, a resztę zostawił.

Jeszcze tylko szybkie otwarcie prezentów i powrót na plac zabaw.



Wieczorem ledwie zdążyłam wykąpać Smyka - zasnął, zanim dotarł do łóżka, przytulony do tatusia w fotelu...


*          *          *

 

Smyk jednak chory - to nie nadmiar emocjii, niestety.
Dzien urodzin spedzamy w domu.

 

komentarze (7) | dodaj komentarz

Grypa czy nadmiar wrażeń?

poniedziałek, 16 listopada 2009 17:56

Weekend mieliśmy pełen emocji - dwie imprezy urodzinowe (dziecięce), w sobotę i w niedzielę.

Dziś w nocy Smyk obudził mnie około trzeciej nad ranem - miał gorączkę. 
Nie wiem czy to nadmiar emocji (wcześniej przez sen na zmianę płakał i śmiał się), czy to grypa, na którą zapadają po kolei wszyscy nasi znajomi - to się wyjaśni już wkrótce.

W nocy jednak chciałam sprawdzić czy poza gorączką coś jeszcze dziecku dolega, więc pytam:

- Czy coś Cię boli synku?
- Tak, klengosuw. 
- ??? Kręgosłup????
- Tak. - Z niezmąconym spokojem potwierdziło Hultajstwo.

Rano gorączki już nie było. Smyk z apetytem zjadł śniadanie a  w samochodzie "robił miny", między innymi "kaczy dzób", więc się nieźle uśmialiśmy oboje.
A co będzie dalej - zobaczymy.



komentarze (1) | dodaj komentarz

Implant

piątek, 13 listopada 2009 20:57

Tydzień temu wstawiono mi w miejsce wyrwanego rok temu zęba implant.

Na godzinę przed planowaną wizytą połknęłam otrzymaną wcześniej od dentysty tabletkę walium, więc kiedy mąż dowiózł mnie do gabinetu, było mi już wszystko jedno.

Potem popodłączano mnie do różnorakiej aparatury monitorującej co trzeba, wstrzyknięto w żyłę odpowiedni środek, a kiedy odzyskałam przytomność, było już po wszystkim. Nad moim bezpiecznym "snem" czuwały aż trzy pielęgniarki!

Pamiętam natomiast doskonale instrukcje, jakie otrzymał od dentysty mąż (w mojej obecności), że ma mi być tego dnia "pelęgniarką i rodzicem", nie pozwolić mi nic robić poza leżeniem na kanapie i otoczyć wszelką możliwą opieką.

Mąż bardzo się tym przejął, więc resztę dnia przeleniuchowałam. 
Obejrzałam film, a kiedy literki przestały mi się rozmazywać przed oczami, czytałam, czytałam i czytałam.

Niestety przez kilka dni chodziłam lekko opuchnięta i nieco obolała, ale dzisiaj już nic mi nie dolega. We wtorek idę do kontroli i na ściągnięcie szwów, a po upływie 120 dni będę mogła założyć koronkę.

Poniżej, dzielę się z Wami rysunkiem, który wykonał przy mnie odręcznie dentysta, wyjaśniając procedurę wstawiania implantu.

Kiedy zaczął tak równiutko rysować te wszystkie ząbki, poczynając od tego z numerem 20, to mi opadła szczena z podziwu  dla jego zdolności plastycznych i nie mogłam się skoncentrować na treści przekazu. Prawda, że rysunek wygląda jak rycina z książki?




komentarze (5) | dodaj komentarz

Łapki

czwartek, 12 listopada 2009 19:29

Smyk w końcu załapał na czym polega zabawa w łapki.
Usiłowałam Go nauczyć już wcześniej, ale widać był jeszcze za mały.
Wczoraj natomiast - pełen sukces!

Hultajstwu zabawa tak się spodobała, że przegraliśmy całe popołudnie, a dzisiaj zarówno mama jak i tata mają obolałe dłonie, bo graliśmy ze Smykiem na zmianę, dość często dając mu jednak fory symulując spóźniony refleks.

Do tego dochodzi jeszcze ból mięśni od nieustannego śmiechu przez cały czas zabawy, ale to akurat jest dobre dla zdrowia.





komentarze (0) | dodaj komentarz

Serce

środa, 11 listopada 2009 18:47

Vivi, wracaj szybko do zdrowia!





Posyłam Ci ciepłe myśli - niech Cię wspierają.


Serduszko wykonane przez Ewę - fotkę pożyczyłam sobie z Jej blogu.

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kogucik i kurka

wtorek, 10 listopada 2009 17:39

Jakiś czas temu kupiłam sobie książeczkę z różnymi wzorami do haftu krzyżykowego "Quick as a wink".
Przeglądałam ją już wielokrotnie - tyle tam pięknych schematów!
Niektóre z nich to dość spore projekty, inne to wpadające w oko drobiazgi.

Dzisiaj chcę Wam pokazać takie  właśnie maleństwo.



Na zdj.: Saszetka na baterie - strona z kogucikiem.


Schemat kogucika i kurki w zamyśle autorki zdobi ręczniczek do rąk. 
Ja wykorzystałam go do ozdobienia maleńkiej saszetki, wykonanej z resztki kanwy pozostałej po innych pracach.
Z jednej strony puszy się kogucik, z drugiej, kwoka pilnuje piskląt.



Na zdj.: Saszetka na baterie - strona z kurką.


Pierwotnie miała to być saszetka na ziółka, głównie miętę, której nie lubią zaglądające do nas od czasu do czasu mrówki.
Saszetka jest jednak zdecydowanie za mała do tego celu, za to idealnie mieszczą się do niej... baterie.

Na każdej wycieczce mam kłopot z bateriami. W kieszonkach plecaka mieszają się zapasowe i te już wyczerpane, "chowają się" pod resztą zawartości, jednym słowem, zawsze mnie irytuje ta sytuacja. Teraz mam saszetkę na baterie te naładowane, a już niebawem będzie też osobna saszetka na baterie wyczerpane (już jest wyhaftowana, tylko czeka na zszycie i wykończenie).

Na zdjęciach, saszetka pozuje jeszcze wypchana ziółkami.


komentarze (3) | dodaj komentarz

Protest

poniedziałek, 09 listopada 2009 20:03

Tydzień temu Smyk dostał nowy fotelik samochodowy. To już w zasadzie nie fotelik, tylko podkładka pod pupę, ostatni etap przed dorosłym podróżowaniem bez fotelika.

Taki ładny, czysty, nie oblany żadnym jogurtem, soczkiem czy też czymś innym...

Fotelik został z miejsca oprotestowany i strajk trwał cały tydzień.

Dlaczego?

Bo się w nim nie da "dziemnąć"!

Bo nie ma tych osłonek z boku, na których dziecko mogło sobie oprzeć główkę i zasnąć! 
A teraz trzeba używać mięśni i trzymać głowę prosto!

Ale jak się jest bardzo zmęczonym, to i w nowym foteliku da się zasnąć, tylko wtedy rodzice muszą podłożyć coś pod głowę, a w zasadzie między głowę i drzwi samochodu. 
Przetestowane wczoraj...






komentarze (4) | dodaj komentarz

Przejaśnienia

czwartek, 05 listopada 2009 21:06

Pada często, jak to jesienią, ale zdarzają się przejaśnienia.

Każdą słoneczną chwilę skrzętnie wykorzystujemy bądź jadąc do parku albo na plac zabaw, albo po prostu wychodząc do ogródka.



Na zdj.: Stół i krzesła na tarasie, pokryte liściami.


A w ogródku czeka na nas grabienie liści.
Lecą one nieprzerwanie z naszego dębu. 



Na zdj.: Nasz dąb w jesiennej krasie.


Jeszcze są w pięknych, żywych barwach, ale już niedługo zimno i plucha zrobią swoje i zostaną tylko nijakie odcienie szarości.

Grabimy, grabimy, a końca tej pracy nie widać. Póki co, jeszcze nam to sprawia przyjemność.



Na zdj.: Trawnik zasłany suchymi liściami.


Większość liści idzie na kompostownik, z części jednak robimy wielką stertę, w którą wskakuje Hultajstwo, zagrzebuje się, wyskakuje - jednym słowem ma wspaniałą zabawę!



Na zdj.: Smyk-Motylek kontempluje stertę suchych liści.


Zieleni w ogródku już niewiele. Te liście, które jeszcze nie opadły, już zmieniły kolor. Jagody już dawno zjedzone, ale za to krzewy cieszą oczy czerwienią liści.




Na zdj.: Krzak jagodowy w czerwieni.


Podobnie jest przed domem. Tam liście zgrabiamy na ulicę. Niedługo przyjadą odpowiednie służby i je zabiorą. Tak jest co roku według harmonogramu ogłaszanego w prasie i telewizji. Miasto podzielono na cztery rejony i co tydzień liście są zbierane w innym rejonie, a potem jest jeszcze druga runda. Aktualnie jedżą po centrum.



Na zdj.: Jesienny dereń.


A liście lecą z drzew nieprzerwanie.



Na zdj.: Czerwone liście derenia.


I jak tu nie kochać jesieni?


komentarze (3) | dodaj komentarz

A gdzie dziecko?

środa, 04 listopada 2009 19:08

Smyk ogląda "Film o pszczołach"
Scena w pokoju: Vanessa, Barry i Ken. Nagle Smyk pyta:

- A gdzie mają w tym filmie dziecko?

Bo przecież każda kobieta to nie pani, ale mama (ewentualnie babcia) a każdy mężczyzna to tata (lub dziadek). 
A wiadomo, że jak jest mama i tata to musi być i dziecko, prawda?





komentarze (3) | dodaj komentarz

Podkładki raz jeszcze

wtorek, 03 listopada 2009 18:13

Z resztek bawełny kupionej na garage sale, prezentowanej tutaj, zrobiłam dwie kolejne podkładki kuchenne.
Tym razem dla siebie i bardzo skromne w formie.


Na zdj.: Podkładki: kwadratowa i prostokątna.


Mam dwa naczynia żaroodporne, dość często używane. Jedno jest kwadratowe, drugie prostokątne, i za każdym razem, kiedy wyciągam je z piekarnika i chcę postawić na stole okazuje się, że nie mam odpowiedniej podkładki. 
Albo raczej nie miałam, bo teraz już mam.



Na zdj.: Podkładki i naczynia, pod które są przeznaczone.


Podkładki są zrobione podwójną nitką, żeby były grube i właściwie spełniały swoją rolę. Obie są już użytkowane i spisują się dobrze.


komentarze (3) | dodaj komentarz

Trick or treat?

poniedziałek, 02 listopada 2009 18:43

Sobotni wieczór, siąpi deszcz. 
Smyk w przebraniu pirata (w ostatniej chwili zmienił zdanie co do przebrania), i Patryk jako Piotruś Pan z obstawą, czyli mamusiami, grasują po okolicy żądając słodyczy, bo jak nie to... TRICK!

Za każdym razem Patryk woła "Trick or treat!" zaraz po zapukaniu do drzwi (przyciski dzwonków zostały zignorowane przez chłopaków), zanim je ktokolwiek otworzy, więc gospodarze nie mają szansy podziwiać jego melodyjnego głosu. Smyk milczy jak zaklęty.

Po kilku domach chłopaki zaczynają wykazywać oznaki przyuczenia, czyli wołają gromkim głosem "Thank you". Obdarowany cukierkami, nawet Smyk odważa się wydać z siebie głos. 

Do kolejnego domu chłopaki biegną. Nie z powodu cukierków, choć i ten aspekt wieczornej wycieczki ich cieszy. Główny powód jest taki, że każdy z nich musi iść pierwszy. Przynajmniej o pół kroku przed kolegą. I tak się to kończy: galopem. A mamusie - za pociechami, żeby ich przyhamować zanim wpadną na ulicę. 

Ruch kołowy zerowy. Wszyscy albo chodzą od domu do domu, albo siedzą w domu obdarowują łakociami. Sporo osób siedzi w domu i ogląda na żywo relację z meczu futbolowego naszej drużyny uniwersyteckiej z Południową Karoliną. Smaczku dodaje fakt, że transmisja leci na cały kraj a to wielki prestiż dla takiego zaścianka jak nasz. 
W świetle reflektorów i strugach deszczu Karolina dostaje baty jakich nie dostała od przynajmniej trzydziestu lat. 
Rozemocjonowani fani hojnie sypią cukierki i wracają szybko przed ekrany.

Nie wszyscy ulegli futbolowej gorączce. Niektórzy znajdują czas na przyjazne zagadywanie dzieci. Gospodyni w jednym z domów usiłuje wyciągnąć od chłopaków za kogo są przebrani:

- Who are you? - Dosłownie: "Kim jesteście?", ale tutaj ma znaczyć "Za kogo jesteście przebrani?" 

Pytanie jak najbardziej uzasadnione, bo nie dość, że ciemno choć oko wykol, to jeszcze przebranie schowane pod kurtkami przeciwdeszczowymi. 
Patryk nie traci refleksu i szybciutko odpowiada:

- Patryk and Krzyś!








komentarze (3) | dodaj komentarz

Pajampowy

piątek, 30 października 2009 17:12

Smyk nie potrafi powiedzieć poprawnie wyrazu "pomarańczowy". 
Zamiast tego mówi "pajampowy".

Dzisiejszy wpis jest pajampowy. Gdzie się człowiek nie obejrzy tam dynie, a większość z nich w tym właśnie kolorze.

I u nas na kominku zagościła kolekcja dyń (na zdjęciach poniżej):











Ta z lewj strony na pierwszym zdjęciu została wybrana przez Smyka na wycieczce na farmę, na którą pojechali z przedszkola jakieś dwa tygodnie temu. 
A te fikuśne na zdjęciu powyżej przywieźliśmy z  farmy w minioną niedzielę.

Dzisiaj w przedszkolu dzieci mają Harvest Party, czyli coś jakby bal dożynkowy.
Oczywiście, dzieci które chcą (czyli zdecydowana większość), mogły przyjść przebrane. Smyk wystąpił w stroju rycerza, tym samy co w zeszłym roku, choć już nieco ciasnawym. 
Przebranie nie dodało mu odwagi. "Napadnięty" przez Batmana, szybko schował się za mamę, ale od tyłu zaszedł go pirat...

Łakocie na jutro przygotowane, dynia nie wydrążona zdobi schodki do drzwi wejściowych, 
Smyk marudzi o pestki z dyni a ja zapomniałam je kupić będąc w środę w sklepie. 
Zdaje się, że jutro po zmroku, razem z Hultajstwem wypuścimy się dopełnić halołinowych tradycji.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Winorośl

czwartek, 29 października 2009 16:34

Owoce już dawno zjedzone, pozostało jedynie mgliste wspomnienie i apetyt na te przyszłoroczne.

Teraz pozostaje paść oczęta, a jest czym. 

Na zdjęciach poniżej - jesienna winorośl.









komentarze (3) | dodaj komentarz

Napiony

środa, 28 października 2009 18:00

Spragniony Smyk wypija duszkiem wodę, odstawia kubeczek i stwierdza:

- Telas jeciem napiony.


Skoro po zjedzeniu jest się najedzonym, to po wypiciu jest się napionym, prawda?






komentarze (4) | dodaj komentarz

Thistledown Farm

wtorek, 27 października 2009 17:49


W niedzielę wybraliśmy się na farmę Thistledown. 
Gospodarstwo to położone jest na opłotkach naszego miasta a tuż przed Halloween stanowi szczególną atrakcję dla dzieciaków, ponieważ można sobie pojechać wozem zaprzężonym w perszerony na pole pełne dyń i wybrać sobie którą się chce.



Na zdj.: Szopa na farmie Thistledown.

Tę część programu odpuściliśmy sobie, ponieważ było dość mokro i zimno i jakoś nie mieliśmy szczególnej ochoty taplać się w błocie. Oczywiście wyrażam tutaj zdanie swoje i męża. Przypuszczam, że Hultajsto byłoby innego zdania, ale przezornie nie pytaliśmy go.



Na zdj.: Dynie.


Najpierw załatwiliśmy zakupy. Dynię wybraliśmy spośród wielu wystawionych wzdłuż płotu przy parkingu - decyzję, która to ta właściwa podjęli mężczyźni czyli Smyk z tatą. 

Plan jest taki, że dynia ma zostać pozbawiona wnętrzności i wycięta w halołinowego duszka, pytanie tylko czy uda się to zrobić przed tegorocznym Halloween, czy dopiero na przyszły rok ...

Smyk nie emocjonuje się wycinaniem dyni, ale cały czas mówi o tym, że chce jeść nasionka dyni, a one są ciągle w środku, niedostępne dla niego.

Przy okazji kupiliśmy na farmie kilka malutkich dyń ozdobnych oraz kilka kilogramów pysznych organicznych jabłuszek, z których połowa już została zjedzona. Po takich sklepowych jabłkach człowiek zapomina, że te nie sypane chemią mogą być takie słodkie, soczyste i chrupiące.

Zakupy załadowaliśmy do bagażnika i poszliśmy zaliczać atrakcje.
Na pierwszy rzut poszedł labirynt z kostek siana i słomy. 



Na zdj.: W labiryncie z siana .


Tak się spodobał Hultajstwu, że spędziliśmy w nim przynajmniej godzinę goniąc się wokół kostek siana. Ja usiłowałam dziecku zrobić zdjęcie, a On uciekał z postanowieniem, że nie da się złapać w obiektyw aparatu. Zabawę mieliśmy pyszną, tylko potem ciężko było doczyścić kurtkę z polaru z tego siana.

W mnie odezwały się wspomnienia z dzeiciństwa, bo pachniało tam jak w stodole mioch dziadków.

W końcu udało nam się wywabić Smyka z siana i poszliśmy oglądać zwierzątka, które z anielską cierpliwością znosiły głaskanie małymi rączkami, targanie za uszy i łapanie za rogi.



Na zdj.: Zwierzątko do głaskania.


Jedynie kogut biegający po podwórzu odmawiał współpracy i nie pozwalał się złapać i pozbawić pięknych piór w ogonie.

Hultajstwo nie omieszkał spróbować go złapać. Biegał i gonił - pożytek taki, że się trochę rozgrzał. Koguta nie złapał.



Na zdj.: Koza.


Na koniec zmierzyliśmy się z labiryntem na polu kukurydzy. Ruszyliśmy błotnisą ścieżką przekonani, że labirynt jest krótki i niezbyt skomplikowyny tak, jak ten w sianie. Nieprawda. Ktoś, kto go wytyczał postarał się bardzo i dość szybko udało nam się zgubić. 



Na zdj.: Wejście do labiryntu na polu kukurydzy.


Chodziliśmy więc i szukaliśmy wyjścia ciesząc się, że do nocy jeszcze dość daleko. W końcu przyjęliśmy taktykę "na słuch" i wybieraliśmy kierunek w zależności od dobiegajłcych nas okrzyków radości lub rozczarowania innych zgubionych w labiryncie.
Zapewne wycieczka nie byłaby aż tak udana, gdyby Smyk nie zaliczył potknięcia zakończonego upadkiem w błotko tak, że z wyjątkiem buzi cały był upaprany niczym prosiaczek. Na szczęcie pralkę mamy sprawną.




komentarze (6) | dodaj komentarz

Skarpety

poniedziałek, 26 października 2009 16:57

Tematowi skarpet Antonina poświęciła ostatnio kilka wpisów.

Ja także uległam szaleństwu skarpetowemu, chociaż nieco przez przypadek.

Trafiłam na wyprzedaż w środku lipca i kupiłam włóczkę na skarpetki przecenioną z dziesięciu na dwa dolary za 100 gramowy motek. Kolory takie sobie (ten turkusowy wyjątkowo mi się  nie podoba), ale za taką cenę nie ma co kręcić nosem.



Na zdj.: Moje pierwsze skarpetki zrobione na drutach.


Skarpetki robiłam głównie na placach zabaw, kiedy pozwalała na to pogoda, więc zanim je skończyłam minęło półtora miesiąca.
Zapał miałam średni - nie robiłam jeszcze skarpetek i chciałam zobaczyć co mi z tego wyjdzie. A co wyszło, to widać.



Na zdj.: Skarpetki z melanżowej włóczki.


Wzór to jeden z prostszych  modeli Dropsa - szukałam według grubości włóczki, żeby dopasować ilość oczek. Zaczynałam robić od góry z 72 oczek na dwóch drutach 2 mm z żyłkł - obyło się bez prucia.



Na zdj.: Spód skarpet.


Trochę było kombinacji, kiedy zaczynałam drugą skarpetkę, ponieważ zależało mi, żeby na obu paski układały się tak samo - dwa czy trzy podejścia i udało się. 
Skarpetki są zrobione podwójnym ściągaczem (2 oczka prawe, 2 oczka lewe), jedynie pięta i "podeszwa" są zrobione zwykłym dżersejem.



Na zdj.: Zdjęcie skarpetk autorsta mojego męża..


Włóczka to Sockotta Sock Yarn z Plymouth Yarn (379 m/100gr). Skład: 45% bawełna, 40% wełna, 15% nylon.
Zużyłam 80 gram na niezbyt wysokie skarpetki, ale ja mam sporą stopę zakończoną długimi paluchami.



Na zdj.: Skarpetki z melanżowej włóczki.


Udało mi się namówić męża do zrobienia kilku zdjęć. Zazwyczaj kręci strasznie nosem w takich sytuacjach, ale chyba ładna, słoneczna pogoda dobrze na Niego wpłynęła i dał się uprosić i nawet się postarał, żeby zdjęcia były jak trzeba. Dwa pierwsze zdjęcia sama zrobiłam, trzy kolejne są autorstwa męża.

Na wspomnianej wyprzedaży kupiłam jeszcze jedną włóczkę, ale coś mi się wydaje, że trochę poleżakuje w motku zanim zostanie przerobiona na skarpetki.

komentarze (9) | dodaj komentarz

Miasto nocą

piątek, 23 października 2009 18:52

Wczoraj kolejny raz zepsuł się służbowy samochód męża, chociaż ma dopiero dwa lata.
Samochód został odholowany na autoryzowany warsztat, ale trochę potrwało zanim było po wszystkim, a męża trzeba było z warsztatu odebrać.

Jedyny problem tkwił w tym, że było już dość późno, bo po dziewiątej wieczorem.
Na szczęście akurat wczoraj Smyk spał w przedszkolu, więc pora spania nieco nam się przesunęła.

W obawie, że dziecko mogłoby mi zasnąć w samochodzie, zadbałam o umycie zębów przed wyjazdem, ale zaraz za pierwszym rogiem, kiedy tylko wjechaliśmy w strefę oświetloną nie tylko latarniami ale i innymi ciekawymi światełkami, okazało się, jaka naiwna byłam w kwestii spania w samochodzie.

Ponieważ dawno już Bąbel nie podróżował nigdzie nocą, więc na chwilkę oniemiał widząc te wszystkie kolory, ale tylko na momencik, a potem z ekscytacji buzia mu się nie zamykała. To nawet dobrze, bo dzięki temu ja nie zasnęłam za kierownicą...

Ponieważ wcześniej padało, światła odbijały się od mokrego asfaltu, jeszcze potęgując feerię barw wokół, a wypadło nam jechać ulicami, przy których jest sporo skrzyżowań (czyli sygnalizacji świetlnej), sklepów i restauracji hojnie reklamujących się neonami. 
Ach, jakże się Bąbel cieszył! I jak niewiele trzeba, żeby sprawić dziecku tyle radości!

Poczułam przedsmak nadchodzących świąt, kiedy to kto żyw, dekoruje obejście światełkami.
Oj szykuje się nam  kilka przejażdżek po mieście ze Smykiem...







komentarze (4) | dodaj komentarz

Z sennika Smyka

czwartek, 22 października 2009 19:25

Za oknem ciemno, budzik właśnie dał znać, że to już 6.30 rano.
Zaledwie przebrzmiał, odzywa się Smyk:

- Mama, ja mam ałi... 

Już miałam zerwać się, by w świetle lampy dociekać przyczyn boleści, kiedy Bąbel dodał:

- Klowa mi uglyzła noge...
- Zaraz to obejrzymy...  A dlaczego krowa ugryzła Cię w nogę?
- Bo ja nie ciałem jeść siana.

W ciągu dalszych dywagacji udało mi się ustalić co następuje:

Smyk był na placu zabaw, gdzie znajdowała się również krowa (czarno-biała), i jej łóżeczko z siana. Ponieważ Smyk nie chciał jeść siana to krowa ugryzła go w nogę.

Sen musiał być bardzo wyrazisty, ponieważ przez cały dzień Smyk był przekonany, że to mu się naprawdę prztrafiło. Przeżywał tę historię cały ranek. Kiedy dojechaliśmy pod przedszkole, oświadczył, że pokarze pani swoje ałi na nodze (to od ugryzienia przez krowę), zadarł spodnie i długo szukał rany najpierw na jednej, potem na drugiej nodze, zdziwiony, że niczego nie może tam dojrzeć...

W  końcu zarządał kija. Zapytany po co mu on, odpowiedział:

- Chce kija zieby zabić klowe!
- Kijem? Kijem to można krowę odgonić. Ale po co ją będziesz zabijał, przecież krowa daje mleko na twoją czekoladę na gorąco, to nie zabijaj jej może, co?

Stanęło na tym, że krowa jeszcze pożyje.

A wieczorem, po powrocie z pracy, tatuś usłyszał mrożącą krew w żyłach opowieść, jak to krowa ugryzła Hultajstwo w nogę...









komentarze (2) | dodaj komentarz

Słoneczniki

środa, 21 października 2009 17:43

Szewc bez butów ponoć chodzi, prawda?
Niestety nader częSto sprawdza się to porzekadło w praktyce.

Kilka zakładek dla innych wyhaftowałam, a sama ratuję się kartkami urodzinowymi bądź świątecznymi.

Chociaż właściwie powinnam użyć czasu przeszłego, bo w końcu postarałam się o zakładkę i dla siebie:



Na zdj.: Zakładka w słoneczniki.


Schemat słoneczników pochodzi z książki "Quick as a Wink", z której już wcześniej korzystałam - jeszcze kilka ładniutkich wzorków tam jest, więc zapewne tytuł ten będzie się od czasu do czasu pojawiał we wpisach robótkowych.

Zakładka wyszyta jest na pasie kanwy w kolorze ecru, z tyłu podszyta materiałem w tym samym kolorze. 
Przy haftowaniu wykorzystałam nieopisane nici kupione na garage sale latem.



Na zdj.: Zakładka w słoneczniki.


Zakładka wyszła wesolutka - w sam raz na zaciągnięte deszczem, pełne melancholii jesienne dni, jakie u mnie w końcu nastały.


komentarze (5) | dodaj komentarz

Jaka to literka?

wtorek, 20 października 2009 19:09

W przedszkolu dzieci poznają literki. 
Nie uczą się ich jeszcze pisać, a jedynie rozpoznawać.

Jedno z ćwiczeć polegało na wyklejeniu wielkiej litery A małymi kolorowymi literkami A.

Odbierając Smyka znalazłam w odpowiedniej przegródce jego pracę do zabrania do domu. Wskazując wielką literę A pytam:


- Jaka to literka?
- Duzia!

Nie da się ukryć...





komentarze (5) | dodaj komentarz

Mini wykopki

poniedziałek, 19 października 2009 18:26

Październik to miesiąc, kiedy zaczyna u nas padać, ale nadal jest dość ciepło i trafiają się piękne słoneczne dni, albo chociaż popołudnia.

Tak jak wczoraj, kiedy to biegaliśmy z krótkim rękawem za piłką po dywanie z liści, które obficie sypnęły się po ostatnich wiatrach.

Podobnie w zeszły czwartek, po porannym deszczu, popołudnie dopieściło nas ciepłem, więc spędziliśmy je ze Smykiem w ogródku.

Hultajstwo wygrzebywał sobie norki w  ziemi poczym usiłował się w nie wciskać, a że spodnie miał jasne, więc miał tym większą radochę.

Ja zrezygnowana machnęłam ręką i zajęłam się porządkami na grządkach.

Przy okazji natrafiłam na ziemniaki. 
Całkiem o nich zapomniałam.
Posadziłam jendego ziemniaka wiosną, kiedy okazało się, że zaczął kiełkować.
Tak eksperymentalnie, żeby zobaczyć, czy taki "przemysłowy" ziemniak wyrośnie.
A potem o nim zapomniałam. 
A ziemniak sobie rósł pomiędzy pomidorami, potem część nadziemna uschła a ja, grzebiąc w czwartek w ziemi, dokopałam się do kilku ziemniaczków.



Na zdj.: Orzechy włoskie oraz ziemniaki.


Czyli wykopki mamy już za sobą!

Przy okazji porządkowania grządek pozbawiłam wiewiórki części ich zapasów na zimę, czyli orzechów włoskich zakopanych pracowicie przez lokatorów naszego dębu.
Orzechy pochodzą z drzewa sąsiadów.

Mamy też za sobą pierwszy maleńki przymrozek, na szczęście temperatura nie spadła aż tak bardzo, więc nie wymroziło wszystkiego. Kwitnie jeszcze sporo kwiatów, chociaż deszcze je nieco podniszczyły. Wśród nich chryzantema, którą posadziłam jako kwiat jednoroczny w ubiegłym roku. Kiedy po przymrozkach nadawała się do wyrzucenia, obcięłam tylko gałązki tuż nad ziemią i zapomniałam o niej. A ona wypuściła nowe liście późną wiosną i teraz odwdzięcza się pięknymi kwiatami.




Na zdj.: Chryzantema.


A na koniec kilka zdjęć archiwalnych.
Tak mi jakoś zeszło we wrześniu, że ich nie pokazałam.



Na zdj.: Wrześniowy ogródek.


I słoneczniki ozdobne. Dostałam rozsadę od koleżanki a wyrosły z nich badyle na prawie 3 metry. Dość dobrze się też trzymały w wazonie. 



Na zdj.: Słoneczniki ozdobne.


komentarze (7) | dodaj komentarz

Tak mniej więcej

piątek, 16 października 2009 19:02

Smyk podłapuje ostatnio sporo wyrażeń, gorzej jest z odpowiednim zastosowaniem.
Dzięki temu ugruntowuje swoją pozycję rodzinnego rozśmieszacza.


W drodze z przedszkola do domu:

- Chce sociek, tak mniej więcej.






komentarze (2) | dodaj komentarz

33-36/2009

czwartek, 15 października 2009 19:43


Ostatnio przeczytane:

Wehikuł czasu (Herbert George Wells)


Młody naukowiec ma jedną pasję: podróże w czasie. 

I pewnego dnia udaje mu się skonstruować wehikuł, którym można przemierzać Krainę Czasu. Wyrusza w podróż i przenosi się w rok 802 701.

 

 

 

 

Malowany Welon (W. Somerset Maugham)


Piękna Kitty wychodzi za Waltera bez miłości i zaraz po ślubie wyjeżdża z mężem z Anglii do Chin, gdzie on pracuje jako bakteriolog. Tam poznaje Karola: czarującego i przystojnego zastępcę gubernatora. Gdy romans wychodzi na jaw, Walter przyjmuje pracę w mieście, ogarniętym epidemią cholery, a szantażowana przez niego Kitty musi jechać wraz z nim. Smutek, napięcie, ironia, współczucie, po mistrzowsku przywoływane pożądanie, strach i wyrzuty sumienia czynią z MALOWANEGO WELONU prawdziwe dzieło sztuki.


 

 

Opowiadania (Sylvia Plath)

 

Opowiadania Sylvi Plath zdecydowanie niepodobały mi się, kiedy je czytałam po raz pierwszy po skończeniu liceum. 15 lat później nadal odczucia takie same.

 

 

 

Przyłbice i kaptury (Kazimierz Korkozowicz )


Akcja książki "Przyłbice i kaptury" rozgrywa się w latach 1408-1410. Główny bohater to Hubert z Borów, zwany Czarnym. Jest on tajnym sługą królewskim, mającym za zadanie uwolnić porwaną przez Krzyżaków krewną Kanonika Dunina. Bert wyrusza na poszukiwania. W niedługim czasie jego własna siostra, Zyta, zostaje uprowadzona przez jednego z okrutnych zakonników. 

Czarny wplątuje się w wiele romantycznych, niebezpiecznych, a czasem śmiesznych historii. Gdzie tylko się pojawi, niweczy plany rycerzy w białych płaszczach. Jednak Krzyżacy użyją każdego podstępu, zapłacą wiele złota, by mieć w swoich chytrych rękach Huberta...

Książka "Przyłbice i kaptury" to ciekawa i wciągająca opowieść z czasów, gdy Zakon Krzyżacki był największą udręką Polski. Wiele intryg i zbrodni tworzy wokół tej powieści niezwykłą atmosferę kryminału. Dzięki pięknemu wątkowi miłosnemu ta książka ma nietypowy urok.


 

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zaginęła

środa, 14 października 2009 20:37

Jedna z Blogerek - Tirena ,potrzebuje naszej pomocy, zaginęła Jej Siostra.


ZAGINĘŁA
6  PAŹDZIERNIKA  2009 R. 


Marta Wiencek

84-letnia mieszkanka Czechowic-Dziedzic poszukiwana jest przez policję i Centrum Itaka. Marta Wiencek wyszła z domu we wtorek rano po zakupy do sklepu i od tego czasu nie skontaktowała się z rodziną.

Zaginiona czechowiczanka ma 154 cm wzrostu, szczupłą budowę ciała, włosy długie, czarne ze śladami siwizny (mogą być upięte w kok), oczy piwne. 

W dniu zaginięcia ubrana była w popielatoszary żakiet, czarne półbuty na płaskim obcasie, jasnobrązowe rajstopy. Zaginiona zabrała ze sobą torbę na zakupy w czerwono-czarne paski i czarny portfel. 

Kobieta cierpi na zaniki pamięci.

Proszę o wszelkie informacje o miejscu pobytu Marty pod nr tel. 507 815 800, 032 210 3554 lub z najbliższą jednostką policji pod numerem telefonu 997 lub 112.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Smyk zaskoczył mnie po raz kolejny

środa, 14 października 2009 20:30

Wczoraj byliśmy z Hultajstwem do czyszczenia zębów.

Pani najpierw wszystko Smykowi wyjaśniła co będzie robić, pokazała wszystkie narzędzia, pozwoliła podotykać, zademonstrowała jak co działa. 
Bąbel dostał na oczy okulary i pani zabrała się za czyszczenie ząbków. Procedura taka sama jak u dorosłych.

Smyk grzecznie szeroko rozwierał paszczę i nie wykazywał żadnych oznak strachu, cierpienia itp.

Wręcz przeciwnie - bardzo mu się to czyszczenie zębów podobało! Był wręcz zachwycony, ku zdumieniu pani i moim.

Ja dodatkowo byłam zaskoczona ilością osadu na zębach  mojej Pociechy - nie spodziewałam się, że może tego być aż tak dużo. 
Pewnie dlatego, że osad ten był mleczno-biały, a nie tak jak u mnie herbaciano-brązowy.






komentarze (3) | dodaj komentarz

Komplet kuchenny

wtorek, 13 października 2009 19:58

Na fali entuzjazmu po zrobieniu podkładek pod gorące naczynia w kształcie kwiatków (o czym pisałam tutaj), powstał komplet kuchenny: dwie łapki i dwie podkładki.




Na zdj.: Komplet kuchenny: 2 łapki i 2 podkładki-kwiatki.


Kolory optymistyczne, żółty i biały. Zdjęcie nie najlepszej jakości, ale ostatnio są problemy z dobrym światłem - jak to jesienią bywa.
Wykorzystałam 3 różne nitki bawełniane tej samej firmy: białą, żółtą, oraz cieniowaną.

Komplet nie ozdobi mojej kuchni, ponieważ będzie to prezent dla kogoś, ale o tym innym razem.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zaobserwowane przez panią dyrektor przedszkola

poniedziałek, 12 października 2009 20:54

Grupa Smyka bwai się na placu zabaw. 
Trzymając rączkami furtkę stoi Smyk i wypatruje kogoś ze smutną miną a po policzku spływa mu samotna łza...



Pani dyrektor miała łzy w oczach,  opowiadaląc mi tę scenę.

Kiedy odbierałam tego dnia Krzysia, powiedzał:


- Ja na ciebie ciekałem.







komentarze (5) | dodaj komentarz

Zmiany, zmiany

piątek, 09 października 2009 22:01

Początek września przyniósł zmiany w  przedszkolu. 
Smyk został przeniesiony do starszej grupy.

Najpierw każdego dnia grupka dzieci była zaprowadzana do starszej grupy na kilka godzin, które spędzała tam z panią ze swojej, młodszej grupy. Smykowi ta zmiana nie za bardzo przypadła do gustu - był jedynym niezadowolonym i lekko popłakującym dzieckiem.

Potem przyszedł czas, kiedy przenosiny stały się faktem i zaczęłam go rano zaprowadzać do nowej sali.
Tutaj nastąpił zdecydowany protest. 
Jednego dnia tak płakał i wyrywał się za mną, że musiałam go mimo wszystko zostawić w młodszej grupie. Panie usiłowały go potem zaprowadzić do starszej grupy, ale wyrywał się wołając swoją ukochaną panią Benitę na pomoc.

Mimo, że minął już miesiąc, co rano jest płacz. 
Smyk tęskni za panią Benitą i kolegą Tidżejem.
W nowej grupie jedna z pań to mama Tidżeja. Czasem przyprowadzi syna, żeby Smyk mógł się z nim pobawić (miłość chłopców jest obustronna). Niestety Tidżej jest dużo młodszy od Krzysia i nie może jeszcze zostać przeniesiony do starszej grupy.
Ale za to jutro idziemy na urodziny Tidżeja, więc chłopaki będą mieli okazję poszaleć razem.

W nowej grupie dzieci już nie tylko bawią się beztrosko, ale powoli zaczynają mieć bardziej edukacyjne zajęcia.

Po obiadku same myją zęby - co im z tego wychodzi to wychodzi, ale uczą się to robić samodzielnie, bo jednak w większości przypadków to rodzice im ciągle jeszcze szczotkują ząbki.

Mają też swój własny plac zabaw z przyżądami dostosowanymi do ich wieku.

Kiedy przychodzę po Smyka, ten zapewnia mnie, że płakał rano "tylko tlosecke" poczym zdaje mi relację z tego co wydarzyło się tego dnia w przedszkolu. Panie przecierają oczy ze zdumienia, bo zazwyczaj cichutkiemu i nieśmiałemu Krzysiowi usta się nie zamykają.

Zdarza się, że dziecko naskarży na panią: 
- Mama Tidzieja ziuciała cukielki. Na  podłoge. Ja teś chcie cukielka!

Przetłumaczyłam. Panie śmiały się - w czasie leżakowania jedna z pań rzuciła drugiej cukierka, który spadł na ziemię. Dzieci spały. Jak widać nie wszystkie.
Hultajstwo dostał ckierka...






komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


piątek, 20 listopada 2009

Licznik odwiedzin: 76697

Motylek

Motylek

W Polsce jest godzina: U Motylka jest godzina:

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
30      

Statystyki

Odwiedziny: 76706
Bloog istnieje od: 1116 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: