Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 202 827 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Motylek teraz czyta: Carlos Ruiz Zafon "Marina"

Zdjęcia w galeriach.


10 lat

wtorek, 17 listopada 2015 23:13

Hultajstwo kończy dzisiaj 10 lat!

birthday2.jpg


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Mam prawie 9 lat!

piątek, 10 października 2014 18:45

DSC_0900.jpg

Mama pisze teraz o mnie, mojej siostrze i innych takich tutaj.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Hultajstwo ma siedem lat

czwartek, 22 listopada 2012 23:09

17 listopada Hultajstwo skończyło siedem lat.

 

Przebieg imprezy urodzinowej, oraz inne dzieje Hultajstwa oraz jego młodszej siostry, można śledzić tutaj, na moim nowym blogu.

Zapraszam!

Motylek


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (8) | dodaj komentarz

Kolęda dla Nieobecnych

wtorek, 20 grudnia 2011 22:04

A nadzieja znów wstąpi w nas.

Nieobecnych pojawią się cienie.

Uwierzymy kolejny raz,

W jeszcze jedno Boże Narodzenie.

I choć przygasł świąteczny gwar,

Bo zabrakło znów czyjegoś głosu,

Przyjdź tu do nas i z nami trwaj,

Wbrew tak zwanej ironii losu.

Daj nam wiarę, że to ma sens.

Że nie trzeba żałować przyjaciół.

Że gdziekolwiek są - dobrze im jest,

Bo są z nami choć w innej postaci.

I przekonaj, że tak ma być,

Że po głosach tych wciąż drży powietrze.

Że odeszli po to by żyć,

I tym razem będą żyć wiecznie.

 

Przyjdź na świat, by wyrównać rachunki strat,

Żeby zająć wśród nas puste miejsce przy stole.

Jeszcze raz pozwól cieszyć się dzieckiem w nas,

I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole.

Muzyka: Zbigniew Preisner

Słowa: Szymon Mucha

 

Kolędy można posłuchać tutaj.

 

Pełnych wzruszeń świąt Bożego Narodzenia

życzy

Motylek


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Mam 6 lat!

poniedziałek, 21 listopada 2011 23:32

17 listopada Smyk skończył 6 lat.

Przyjęcie urodzinowe odbyło się w minioną niedzielę.

W tym roku solenizant zażyczył sobie tort ze SpongeBobem.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Iskierka dla Daniela

piątek, 05 sierpnia 2011 18:17

Wczoraj dostałam od koleżanki maila z prośbą. Koleżanka nie prosi o nic dla siebie, napisała w sprawie  Daniela, syna kolegi.

Poprosiła o zamieszczenie tego oto apelu:

 


 

Mam nadzieję, że znajdzie się wiele osób, które na apel ten odpowie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Coś się kończy, coś się zaczyna

środa, 25 maja 2011 21:10

Moi mili czytelnicy!

Nie sądziłam, że przyjdzie mi poczynić tego typu wpis, ale jak wiadomo, życie szykuje różne scenariusze, nie zawsze według naszych życzeń czy oczekiwań.

Jakiś czys temu komentowanie moich wpisów stało się mocno utrudnione dla pewnych osób. Zaczęłam dostawać maile zgłaszające problem, w końcu napisałam do administracji Wirtualnej Polski. 

Doszło do wymiany kilku wiadomości, w końcu stanęło na tym, że:

 

"Problem ten wynika z funkcjonowania [...] systemu antyspamowego, który czasem nie pozwala na dodawanie komentarzy z danego IP ponieważ traktuje je jako spam."

 

Na moje pytanie: 

 

"Czy oznacza to, że nie da się niczego w tej sprawie zrobić?"

 

Otrzymałam odpowiedź:

 

"Nie możemy zmienić ustawień naszego systemu antyspamowego."

 

Nie mogę pogodzić się z faktem, że wiele lubianych przeze mnie i cenionych czytelniczek nie jest w stanie komentować moich wpisów w sposób najprostszy a jedynie pisząc do mnie maila. Komentowanie jest ważną częścią życia blogowego a jeśli nie życzyłabym sobie znać Waszych opinii, po prostu wyłączyłabym tę opcję. Trudno mi wyobrazić sobie tak przedziwny zbieg okoliczności, w którym tyle Autorek znanych mi blogów zostało zakwalifikowanych przez system antyspamowy jako zagrożenie.

Czuję się zmuszona do przeniesienia na inny portal.

Niniejszym zapraszam w nowe miejsce:

 

motylek-okruchy.blogspot.com

 

 

Póki co, zgrzebnie, skromnie - jak to zawsze na początku.

Z czasem mam nadzieję zagospodarować się nieco, nadać bardziej osobisty, motylkowy charakter.

 

Ciążko mi się przenosić. Jestem sentymentalna, przywiązuję się do miejsc, nawet tych wirtualnych.

1667 dni w Okrucha to kawał czasu - 4.5 roku... 165000 odwiedzin, spore archiwum życiowych okruchów, dorastania Smyka, moich robótkowych wypocin...

Ech... żal, żal...

Cóż zrobić...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Biedronki

środa, 25 maja 2011 0:15

Przyniosłam z pracy pudło po papierze do kserokopiarki. Takie dość spore, mieszczące 10 ryz papieru.

Pudło pomalowałam od środka na biało, na zewnątrz na niebiesko. A potem zabrałam się za ozdabianie.

 

 


 

Nie wiem czy to się jeszcze kwalifikuje jako dekupaż czy już nie. Terminologia nieistotna.

Wieczko zdobi  biedronka wycięta z kalendarza zakupionego za całego dolara – każdy miesiąc zdobi malunek jakiegoś owada w takim właśnie stylu. Nie mogłam się oprzeć ich urokowi.

Obok dużej biedronki wędrują sobie małe biedroneczki wycięte biedronkowym dziurkaczem – to jedna z moich najnowszych zabawek.

A że biedroneczki są w kropeczki, to kilka kropeczek luzem rozsypało się po wieczku.

 

 

 


Biernonki oblazły też bok wieczka, ale cierpliwości już mi zabrakło żeby ozdobić samo pudło. W środku tak ozdobionego pudełka zamieszkały moje gazetki i wydruki robótkowe. Niestety kartonowe pudło jest zbyt nietrwałe, żeby przechowywać w nim zabawki Hultajstwa – tutaj konieczne są dużo mocniejsze materiały.

 

Smyk, jak zawsze, chce robić to co ja.

Kupiłam mu za dolara taki maleńki domek dla ptaków do samodzielnego ozdobienia. Obiecałam, że pomalujemy i ozdobimy, ale że akurat pochłonięta byłam przyklejaniem  biedronek, padło sakramentalne słowo „później.“

Hultajstwo cierpliwością nie grzeszy. Totalnie olał moje „później“, wziął sprawy w swoje ręce i kiedy ja zabiedronkowałam się w kuchni, On rozłożył się  na stoliku w pokoju dziennym, i  zabrał się za malowanie. Serwetka została również przemalowana na pomarańczowo, na szczęście farba jest łatwo dopieralna a do innych strat nie doszło, bo mnie coś tknęło i poszłam sprawdzić co tak cicho w domu.

 

 

 


Trochę musiałam popoprawiać, pokryć niedomalowania, ale w końcu cały domek zmienił kolor na paskudny pomarańczowy – nie znoszę tego koloru!

Kiedy już farba wyschła, Smyk ponaklejał błyszczące gwiazdki, a lakierowaliśmy razem.

Kiedy już domek wyschnął, został powieszony przy drzwiach wejściowych a dowcipny tata posadził na nim gipsowego trzmiela, który nie załapał się na fotkę.

Domek jest za mały, żeby zmieścił się do niego jakikolwiek prawdziwy ptak, z obserwacji natomiast wynika, że upodobały go sobie pająki.

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (14) | dodaj komentarz

Przedszkolne prace plastyczne

wtorek, 24 maja 2011 0:05

Nowa pani przedszkolanka już nie taka nowa - pracuje z grupą Smyka już prawie dwa miesiące.

Po pierwszym miesiącu przestała być taka spięta i zestresowana w obecności rodziców - zapewne doszła do wniosku, że jednak jej nie pogryziemy. Uśmiech przemienił się z wymuszonego służbowego na naturalny.

Trudno jest przyjść na miejsce bardzo lubianego nauczyciela - przyszło mi tego doświadczyć w przeszłości, więc wiem, jak trudno jest być zamiennikiem.

Pani Kelly nie ma wrodzonego daru wymyślania fascynujących zajęć plastycznych dla swoich podopiecznych - rozumiem ją doskonale bo ja też nie zostałam obdarowana takim darem.

Ważne, co się robi w takiej sytuacji.

Pani wypożyczyła sobie książkę z biblioteki z propozycjami różnych zajęć i zabaw. Oczywiście możliwe jest, że poprzednia pani też korzystała z podobnych publikacji, tyle, że nie przynosiła ich ze sobą do pracy a przynajmniej nie trzymała w  widocznym miejscu. Możliwość jest, choć mała - sądząc po pozapracowych zainteresowaniach pani Sary o artystycznej duszy.

W każdym razie pani Kelly stara się jak może a ja chciałam pokazać kilka Smykowych prac przyniesionych z przedszkola.

Na początek jeszcze pozostałość po poprzedniej pani, księżniczka z papierowej torebki:

 

 

 

 

A teraz kilka nowszych prac. Najpierw zakładka:

 

 

 

 

W związku ze zbliżającym się Memorial Day, dzieci malowały amerykańską flagę na kamieniu - żeby było nieco inaczej i ciekawiej. Cel osiągnięty - dzieciakom spodobał się pomysł.

 

 

 

 

A teraz pora na węża. To akurat projekt wymyślony przez Hultajstwo. Narysował, powycinał i poskłejał:

 

 

 

 

Zbliżenie głowy:

 

 

 

 

Pewnego nia Smyk poprzyklejał na kartce wycinki z gazet - zdjęcia ryb. Zażądał, żebym mu podyktowała tekst określonej treści (powiedział mi tekst po angielsku). Ja dyktowałam po literce, dziecko pisało. Powstała taka oto plansza:

 

 

 

 

Jak ktoś się wczyta to znajdzie błąd - mama źle podyktowała, ale jako usprawiedliwienie napiszę, że oglądanie wiadomości, robienie na drutach i dyktowanie po literce to stanowczo za dużo jak na moje możliwości.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Moje zwierzątko

piątek, 20 maja 2011 0:22

Dziecięciem będąc, zanudzałam mamę prośbami o jakieś zwierzątko - kotka, pieska, chomika, świnkę morską.

W swoich prośbach nie byłam osamotniona - wtórował mi młodszy brat. 

Mama w końcu uległa na tyle, że pozwoliła na rybki. Popularne gupiki miały się dobrze, nawet się rozmnażały - do czasu, kiedy zepsuła się grzałka i rybki skończyły jako zupa rybna.

Los jednak spłatał nam niespodziankę: kiedy pewnego bardzo mroźnego dnia wyrzucona przez kogoś psina oszczeniła się nam pod drzwiami, mama pozwoliła przygarnąć biedactwo z piątką przychówku. Psinka dostała imię patronki dnia, w którym los się do niej  uśmiechną - Agata.

Kochaliśmy Agatę bardzo, ale tak samo bardzo, albo jeszcze bardziej nie chciało nam się wychodzić z nią na spacery, zwłaszcza w weekendowe poranki i w deszczowe dni. I mimo upływu lat doskonale pamiętam, że ten kochany skądinąd obowiązek momentami dość nam ciążył. Po latach przyszło zrozumienie dla niechęci mamy dla domowych zwierzątek - dzieci kochają, obowiązek na głowie mamy. Jakby innych miała mało...

Historia zatoczyło koło - Smyk co jakiś czas domaga się zwierzątka: kotka, albo pieska, albo chomiczka...

Ja, jak moja mama przed laty, bronię się jak mogę.

Póki co, Hultajstwo zbytnio się nie upiera, wynajdując sobie zastępcze zwierzątka, najczęściej pluszaki.

A w miniony weekend, kiedy w sobotę ja pracowałam w ogródku, Smyk znalazł sobie takie oto zwierzątko:

 

 

 

 

Przyszedł do mnie i oświadczył:

 

- To jest my pet, moje zwierzątko!

 

I nawet chciał je pocałować, ale udało mi się mu to wyperswadować.

"Zwierzątko" na szczęście zamieszkało... w ogródku, a wyzwolone z objęć Hultajstwa, odpełzło w sobie znanym kierunku, niepomne na tęsknotę dziecka...

No może nieco przesadziłam z tą tęsknotą - Smyk szybko zapomniał o obiekcie swoich uczuć, ku zadowoleniu mamy, tata, i jak przypuszczam, samego zainteresowanego zwierzątka też.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Dereniowy maj

czwartek, 19 maja 2011 0:00

Maj już dawno temu przestał mi się kojarzyć z maturą.

Maj to bzy, a od kilku lat, derenie.

Smyk również upodobał sobie nasze drzewko, choć z nieco innych powodów - jest akurat odpowieniej wysokości, żeby pięciolatek mógł swobodnie na nie wchodzić.

Hultajstwo korzysta do bólu. Na zdjęciu poniżej wcina na gałęzi arbuza.

 

 

 

 

Pod koniec kwietnia dereń dopiero zaczynał kwitnąć. Dziesięć dni później można było go już podziwiać w całej krasie! Dziecko dało się nawet namówić na pozowanie:

 

 

 

 

Więcej zdjęć można pooglądać w tym wpisie sprzed roku

I jeszcze ogólny widoczek: dereń z naszym domem w tle:

 

 

 

 

Ta niebieska plamka ledwie widoczna to Smyk, a za domem widoczny jest dąb, choć ciągle jeszcze nieco łysawy - dopiero teraz zaczyna puszczać liście.

Na koniec -  derń wieczorową porą, na tle pięknego wieczornego nieba:

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Kartki okolicznościowe

wtorek, 17 maja 2011 20:51

Dzisiaj obchodzi imieniny moja teściowa.

Z tej okazji dostała on nas kartkę wykonaną przeze mnie:

 

 

 

 

To moja pierwsza kartka. Może niezbyt piękna, ale starałam się jak mogłam.

Po tej pierwszej kartce doszłam do wniosku, że muszę udać się na małe zakupy ponieważ takie bawienie się papierem bardzo mi się podoba. Kiedy już miałam co trzeba, powstała druga kartka, z okazji Dnia Matki:

 

 

 

 

Ponieważ moja mama już nie żyje, kartkę tę dostanie teściowa.

Moja teściowa to miła kobieta i mamy bardzo poprawn relacje. Zapewne sprzyja temu spore oddalenie - wiadomo, że jak się mieszka na różnych kontynentach to trudno sobie nadepnąć na odcisk. Ale to nie jedyny powód - od początku dość dobrze się ze sobą dogadywałyśmy. Szkoda tylko, że teściowa nie chce do nas przylecieć, mimo, że namawiamy ją do tego od ponad  pięciu lat.

A wracając do kartki - detal:

 

 

 

 

Kartek powstanie pewnie więcej. Mam kilka pomysłów, mam materiały, jedyne czego nie mam to czas. Ale jeśli o to chodzi to nie jestem osamotniona, prawda?


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Stare - nowe

poniedziałek, 16 maja 2011 21:00

W lipcu minie pięć lat odkąd pracuję w obecnym miejscu.

Mniej więcej rok temu "dorobiłam" się tabliczki z imieniem  i nazwiskiem na drzwiach. Uśmiałam się nieźle, ponieważ po czterech latach absolutnie wszyscy w budynku wiedzieli i to jak się nazywam, i to, w którym pokoju pracuję. Petentów nie przyjmuję, z resztą bywa ich u nas jak na  lekartstwo a w związku z dość skomplikowanym układem pomieszczeń i korytarzy przypominających labirynt, każdy gość z zewnątrz jest "odbierany" w recepcji.

No ale tabliczkę dostałam, ego zostało połechtane - rechotało długo.

W tym roku "dochrapałam" się jeszcze większego przywileju - pozwolono mi wyprowadzić się z mojej wnęki szafowej do prawdziwego pomieszczenia biurowego, w dodatku z nowymi meblami! Mało brakło a odbiłaby mi palma, ale zostałam przywołana do rzeczywistości odmową pomalowania ścian przed przeprowadzką - za duży koszt!

Mój poprzedni pokoik może się wydawać mały, ale był za to bardzo przytulny. Siedząc sobie miałam taki oto widok przed oczami:

 

 

 

 

Jak widać, żyć bez Hultajstwa nie mogę, obwiesiłam ściany zdjęciami z podobizną mojego Słoneczka, a niezbyt optymistyczny kolor ścian zasłoniłam pracami plastycznymi Małego.

Za plecami wisiały różne harmonogramy:

 

 

 

 

Róża została namalowana przez naszego głównego szefa - to jeden z jego obrazków, który najbardziej mi się podoba. A uważny obserwator dojrzy jeszcze drzwi harmonijkowe - tamtem pokoik nie dość że mały, to jeszcze był przechodni.

Spoglądając z boku w mojej maleńkiej kanciapie było tak:

 

 

 

 

Jeszcze więcej zdjęć Pociechy, różne kartki i karteluszki z pracowymi zapiskami oraz kalendarz z reprodukcjami malowanek szefa - od kilku lat wydaje taki i co roku dostaję egzemplarz w okolicy Bożego Narodzenia.

Nad wiekowym biurkiem - półki. Kosz nie mieścił się pod biurkiem - zbyt wiele pudeł z papierzyskami.

Po przeciwnej stronie miejsca jeszcze mniej:

 

 

 

 

Drzwi do zdjęcia zamknęłam, więc nie widać tabliczki. :-]

Zdjęcia zrobiłam dosłownie na dwie godziny przed rozpoczęciem Wielkiej Przeprowadzki. Przez minione lata nazbierało się papierków, które wydawały się ważne, nie wolno ich było wyrzucić a zebrało się tego 13 pudeł. Z wielką radością pozbyłam się ich – część została przeniesiona do magazynu, część postanowiono poddać recyklingowi.

Kilka godzin trwało przenoszenie wszelkich rupieci, ale w końcu się zagospodarowałam na nowym:

 

 

 

 

Biurko, które już mi nie zaciąga ubrań, i które jest młodsze ode mnie!

Na ścianie już wiszą zdjęcia Smyka a nawet rysunek przedstawiający tańczącą księżniczkę.

Za plecami mam teraz szafkę a na niej segregatory i trochę podręcznego bałaganu.

 

 

  

 

 

Wchodząc do pokoju widok jest taki:

 

 

  

 

 

Duża tablica korkowa, więc mam gdze przypinać harmonogramy oraz prace Hultajstwa. Jak widać znalazło się też miejsce na fotografie z moim Pieszczoszkiem.

Widok spod przeciwległej ściany jest taki:

 

 

  

 

 

Drzwi zazwyczaj są otwarte. Obrazek, jak widać, zabrałam ze starego biura do nowego. Pod ścianą stoją dwa małe fotele dla gości.

A te pudła z lewej strony to spadek po poprzednim właścicielu – czekają, aż się personalna zmiłuje i zadecyduje dokąd należy je przenieść. Zastanawiam się czy wystawienie ich na korytarz nie przyśpieszyłoby tej decyzji.

To teraz już wiecie skąd do Was piszę! (*-*)


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Zabójcza Kelly

czwartek, 12 maja 2011 23:19

Pisałam jakiś czas temu, że ukochana pani przedszkolanka Smyka wzięła trzymiesięczny urlop bezpłatny. Na jej miejsce została przyjęta nowa pani - Kelly.

Przez pierwsze dni Smyk miał problem z zapamiętaniem imienia nowej pani - z uporem maniaka nazywał ją Killy. 

Pewnego dnia po przedszkolu, kiedy wsiadaliśmy do samochodu i kiedy zapinałam Hultajswu pasy, ten zadał mi pytanie:

 

- A kiedy ta nowa pani nas wszystkich pozabija?

- Co?

- Pozabija! No kiedy!

- Ale dlaczego miałaby was pozabijać?

- No bo Killy - KILL. [kill = zabić, zabijać] 

- Aaa! Pani ma na imię Kelly, nie Killy, i nie pozabija was.

- Killy...

- Kelly!

- Killy...

- KELLY.

- Killy...

- KELLY!!! Przez E!

- Aha, Killy...

 

Ale minęło kilka dni i Mały załapał.

Tylko teraz ja, ilekroć myślę o Kelly, uśmiecham się pod nosem mrucząc Killy Kelly.

 

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Zakładka

wtorek, 10 maja 2011 19:58

Jeszcze jedna haftowa zakładka:

 

 

 

 

Haft w kolorze zielonym na kanwie rozm. 14, a co to za skrzydlaty stworek gra na flecie - nie mam pojęcia!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Ponowna wizyta Tooth Fairy

poniedziałek, 09 maja 2011 21:26

Minionej nocy ponownie odwiedziła nas Tooth Fairy czyli Zębowa Wróżka - wczoraj wieczorem Smyk pożegnał się z drugim mleczakiem. Tym razem to tata dostąpił zaszczytu wyciągnięcia zęba przy wieczornym myciu.

Dzień wcześniej Hultajstwo zaliczyło wypadek na trampolinie: spadł i trochę się potłukł. Jak to zrobił - nikt tak dokońca nie wie, choć świadków zdarzenia było wielu, i jak łatwo się domyślić, każdy przedstawia inną wersję. 

Smykowi trochę lała się krew z nosa, ale tylko odrobinkę. Z pewnością mocniej uderzył się w nogę.

Z obserwacji powypadowej wynika, że upadek nie był groźny. Chwiejący się na wszystkie strony ząb pozostał oczywiście nietknięty. Jak i wszystkie pozostałe zęby. Ale i tak nieźle się zdenerwowałam, a Smyk przestraszył. Strach Bąbla nie trwał dłużej nież pół godziny i Hultajstwo znowu hasało na trampolinie... 

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Na przedszkolnym placu zabaw

piątek, 06 maja 2011 21:37

Kilka tygodni temu Smyk ostatecznie i tak do końca polubił przedszkole.

Przez kilka dni z rzędu wyrażał głębokie niezadowolenie z faktu, że przyszłam po niego tak wcześnie!

A na przedszkolnym placu zabaw jest przecież tak fajnie!

I lepiej niż w parku, bo ma się do towarzystwa kolegów i koleżanki.

Kończyło się to tym, że siedziałam sobie 45 minut i patrzyłam jak się bawią przedszkolaki. 

Kiedy przyszło mi być jedynym widzem wywrzeszczanego występu wokalnego dwóch dziewczynek, które żyją w przekonaniu, że moje uszy wszystko zniosą, dałam sobie spokój, zmieniałam godziny pobytu Smyka (bez zmiany kwoty opłaty) i odbieram go teraz później.

A dziecko i tak bywa niezadowolone:

 

- Jutro przyjdź po mnie jak już będzie noc!

 

Dowcipniś. 

Smyk ostatnio nauczył się sam huśtać na huśtawce i zażarcie trenuje nową umiejętność.

Najzwyklejsze stare opony samochodowe dostarczają pola do popisu jeśli chodzi o wspólną zabawę pięciolatków.

 

 

 

 

Nie tylko można poukładać opony jedna na drugą i schować się do środka.

Można oprzeć je o bok konstrukcji zjeżdżalni i zrobić tunel. Kolejka chętnych do przejściam takim tunelem bywa bardzo długa! Każde dziecko chce się uciorać przeczołgując się przez tunel z opon!

Chłopaki wymyślili sobie, że zrobią z opon schodki, po których dostaną się na gałąź drzewa, która jest jeszcze nieco za wysoko na ich możliwości wspinaczkowe. Potem zwisają na rączkach udając małpki.

 

 

 

 

Nowa pani pozwalam im na to, bo jak twierdzi Hultajstwo, she doesn't know the rules, czyli nie zna zasad panujących w przedszkolu. Jedna z tych zasad głosi, że nie wolno wspinać się na drzewa. A nowa panie nie wie, a małe szelmy raczej nie spieszą się, żeby ją w tej kwestii oświecić. 

A jak znudzi im się skakanie po drzewie, zawsze zostaje stara jak świat, znana wszystkim dzieciom zabawa w lekarza:

 

 

 

 

W  tym akurat przypadku pacjent nie wykazywał oznak życia, ale mali specjaliści znaleźli na to sposób - łaskotanie tu i tam postwiło go na nogi w mgnieniu oka!

A kiedy pada deszcz, to dzieci wcale się nie nudzą!

 

 

 

 

Panie zwsze wymyślą coś ciekawego, na przykład Crazy Hair Day czyli dzień szalonych włosów. 

Jakby postawionych i pomalowanch włosów było mało (dwa mycia nie pomogły na fiolet i musiałam w końcu wyciąć małą kępkę) to jeszcze panie wymalowały dzieciom buźki - wedle życzeń!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Pytanie

czwartek, 05 maja 2011 18:05

Wczoraj, w drodze powrotnej do domu, Smyk, zajadając pomidorki koktajlowe, tak ni z gruszki ni z pietruszki zadał mi pytanie:

 

- Mama, co to znaczy żyć? 

 

 

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Skarpetki

środa, 04 maja 2011 18:33

Wprawdzie dopiero co minęły święta Wielkiej Nocy, ale ja wracam w tym wpisie do świąt Bożego Narodzenia, kiedy to zostałam obdarowana ślicznymi moteczkami włóczki na skarpetki.

Pierwsze skarpetki już pokazałam tutaj.

Dzisiaj pora na kolejną parę, z biało-cukierkowatego melanżu:

 

 

 

 

Włóczka Schoeller Esslinger Fortissima Cotton Colori o składzie 75% bawełna, 25% akryl dość dobrze sprawdza się w praniu - skarpetki zrobiłam już jakiś czas temu i miałam je na nogach kilka razy. Zaskoczona jestem jak ciepłe są mimo, że to bawełna a nie wełna.

Robiłam na drutach 2 mm i zużyłam jeden motek, czyli 50 gram - w motku jest 209 m.

Został mi jeszcze jeden motek dokładnie takiej samej włóczki oraz po dwa w kolorach zielonym i szafirowym, więc skarpetkowy ciąg dalszy nastąpi.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Ptactwo

poniedziałek, 02 maja 2011 21:20

Na wielkanocnym spacerze nie tylko syciliśmy oczy kolorami kwiatów. Czekały na nas niespodzianki tak nieoczekiwane, że nigdy bym nie pomyślała, że do takich spotkań może dojść na zwykłym spacerze. A wszystko za sprawą ptactwa.

Kaczek, gęsi, a nawet mew jest u nas sporo i ich widok nikogo nie dziwi.

Ale widok stadka czapli - tak!

 

 

 

 

Przez chwilę obserwowaliśmy kolonię czapli modrych. Tutaj trochę informacji na temat czapli modrej.

Inni obserwatorzy twierdzili, że para ma na drzewie gniazdo z młodymi - tych akurat nie udało nam się zobaczyć ani usłyszeć, więc nie wiem czy to prawda. W każdym razie, trochę się działo w okolicach czubka drzewa, czaple latały wokół, lądowały, startowały, prezentowały czuby i wdzięcznie wyginały szyje. Udało mi się nakręcić krótki film, choć jakość nie najlepsza, bo przy dużym przybliżeniu a bez statywu trudno mi było utrzymać rękę w bezruchu.

 

 

 

 

Pierwszy raz w życiu widziałam czaple w takiej ilości i z tak bliska.

Ale to widok innego ptaka wprawił nas w osłupienie. Wprost oczom nie mogliśmy uwierzyć, kiedy na swej drodze spotkaliśmy przechadzającego się wolnym krokiem pawia!

 

 

 

 

Pawia, który wogóle się nas nie bał - udało mi się podejść na odległość metra i dopiero wtedy ptak odchodził niespiesznie w swoją stronę.

Niestety, nie raczył zaprezentować piękna ogona w całej krasie, ale nawet ze złożonym wyglądał pięknie.

 

 

 

 

Ach te kolory!

 

 

 

 

 

Po prawie dwugodzinnym spacerze, mama i tata byli skłonni wracać do domu, ale Hultajstwo nadal wykazywało nadmiar energii. Rodzice usiedli więc na ławeczce i zażartowali z dziecka, żeby złapał kaczkę. Dziecko dało się wpuścić w maliny ale jak łatwo się domyślić, kaczki złapać mu się nie udało. Za to trochę sobie pobiegał i ostatecznie zmęczył się, a o to przecież chodziło. Tutaj filmik.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Zielony zawrót głowy

piątek, 29 kwietnia 2011 23:40

Już od kilku lat tak się składa, że co święta (Wielkanoc czy Boże Narodzenie) to u nas pada, leje, siąpi albo mży - pogoda do bani! Póki dzecięcia nie było, albo był malutki, nie miało to większego znaczenia. Ale odkąd Smyk podrósł i zaczął emanować energią, kiepska pogoda to dla nas kara za grzechy - trzymanie naszego Skarbu w domu przez cały dzień to ciężka próba cierpliwości rodziców.

Tak więc w niedzielę, mimo deszczu, wskoczyliśmy w kalosze, zabraliśmy ze sobą komplet parasoli i wybraliśmy się na spacer wzdłuż rzeki.

 

 

 

 

Już sam fakt, że Hultajstwo mogło pochodzić po kałużach w swoich ulubionych gumowcach-krokodylach i z czerwonym parasolem w ręku, wprawił Smyka w doskonały humor. Zamiast wyasfaltowanymi alejkami, przebijaliśmy się przez nadbrzeżne krzaki, starając się nie poślizgnąć i nie wpaść w co większe błotne bajorka. Spacerowiczów, jak można było oczekiwać, nie było zbyt wielu. Nikt więc nie przeszkadzał nam podziwiać piękna rozbuchanej wiosennej natury.

 

 

 

Nie wiem, czy nasionka zboża ktoś celowo rozsypał nad rzeką, czy przyniosły je ze sobą ptaki, faktem jest, że rośnie sobie na dziko przy alejce a my nie musimy jechać na żadną farmę, żeby pokazać dziecku jak wyglądają kłosy zboża.

Mimo deszczu, dzień wcale nie smucił szarością. Spacer przesycony był kolorami, i to nie tylko za sprawą naszych malowniczo kolorowych parasoli.

Było żółto:

 

 

 

 

Było niebiesko/fioletowo:

 

 

 

 

Było biało-różowo:

 

 

 

 

Ale przede wszystkim było zielono! Topole pachniały tak intensywnie, że chwilami kręciło się w głowie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Czas szczerbatych

czwartek, 28 kwietnia 2011 22:00

Jakieś dwa tygodnie temu zaczął się Smykowi ruszać pierwszy mleczak - dolna jedynka.

Wydaje mi się, że to trochę za wcześnie, ale z drugiej strony pierwsze mleczaki wyszły Smykowi kiedy miał zaledwie cztery miesiące, więc może  tak musi być w jego przypadku.

Dentysta (akurat dzisiaj byliśmy na czyszczeniu i fluorowaniu) twierdzi, że mimo, że większości dzieci pierwszy ząb wypada około szóstego roku życia, pięć i pół (wiek Smyka) mieści się w statystycznej normie.

 

Ząb ruszał się i chwiał coraz bardziej. Ta "nowość" w buzi nie dawała Hultajstwu spokoju, więc męczył biednego zęba wypychając go językiem, diagnozował stopień odchylenia paluszkiem.

Żartowaliśmy sobie z mężem wymyślając coraz to nowe sposoby na wyrwanie tego zęba: a to mąż udawał, że idzie do garażu po obcęgi, a to szukaliśmy sznurka, żeby zęba przywiązać, a drugi koniec przymocować do zderzaka samochodu. Ten pomysł bardzo spodobał się Hultajstwu:

 

- Tak jak w bajce o Reksiu!

 

W końcu, w sobotę wieczorem, ząb już trzymał się na słowo honoru. Złapałam palcami, pociągnęłam, i Smyk został oficjalnie Szczerbatkiem.

Jak wiadomo, mają Amerykanie swoją wróżkę od zębów, Tooth Fairy, która w nocy wyciąga spod poduszki straconego mleczaka, zostawiając w zamian jakiś prezent.

Nas też odwiedziła. Smyk w zamian za zęba, dostał malutki zestaw klocków Lego - widać wróżka wiedziała co Hultajstwu sprawiłoby przyjemność.

W niedzielę wielkanocną, o rezurekcyjnej porze (6.00), wtargnął Smyk do naszej sypialni, żeby podzielić się z rodzicami radosną nowiną:

 

- Tooth Fairy była!!!

 

 


 

 

Póki co zdjęcia bezzębnego uśmiechu nie będzie - ilekroć proszę Smyka, żeby zapozował i ładnie się uśmiechnął, robi to z zamkniętymi ustami.

Nie bez kozery nosi ksywę Hultajstwo.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

W pogoni za jajem czyli Egg Hunt 2011

wtorek, 26 kwietnia 2011 20:29

W wielkanocny piątek zafundowałam sobie wolne od pracy zarobkowej. Doszłam do wniosku, że jeżeli mam zrobić wszystko to co trzeba i jeszcze mieć siły i radość aby świętować, potrzebny jest mi dodatkowy wolny dzień.

Miałam też cichą nadzieję, że kiedy już uwinę się ze sprzątaniem, praniem, gotowaniem i pieczeniem, to uda mi się przed odebraniem Smyka z przedszkola wygospodarować chwilkę na jakieś przyjemności.

Pralka postarała się, żeby na żadne przyjemności nie wystarczyło czasu. Właśnie w piątek postanowiła zbuntować się i zalać całą kuchnię. Zepsuł się czujnik odcinający wodę, która lała się i lała szerokim potokiem, aż było jej w kuchni po kostki. Dzięki temu podłogę w kuchni miałam tak odmoczoną, odszorowaną, doczyszczoną i błyszczącą na święta jak jeszcze nigdy! Nie opłaca się tej pralki naprawiać bo koszta byłyby zbyt wysokie w stosunku do kosztów zakupu nowej pralki, więc jeszcze tego samego dnia udaliśmy się z Hultajstwem na zakupy i kupiliśmy nową pralkę, którą dostarczą nam za dwa tygodnie. Do tego czasu czeka nas frajda korzystania z pralni publicznych. Dobrze, że jest ich w okolicy sporo.

Po takim atrakcyjnym wstępie, reszta świąt siłą rzeczy musiała być miła.

W sobotę dopisała nam pogoda - było tak ciepło, że można było biegać z krótkim rękawem! Nawet Smyk rozkoszował się ciepłem promieni słonecznych zapadając w letarg na huśtawce:

 

 

 

 

Na trzecią umówieni byliśmy z polskimi znajomymi na Egg Hunt, czyli zaadaptowaną na nasze potrzeby amerykańską tradycję wielkanocną.

Wszyscy stawili się w komplecie: 9 dorosłych + 12 dzieciaczków.

Plastikowych jaj nafaszerowanych różnościami było około trzystu, czyli  tyle, żeby dla wszystkich dzieci było więcej niż wystarczająco. Trochę zajęło rozrzucenie ich po ogrodzie, potem trzeba było jeszcze przypilnować, żeby do wyśigu po jaja wszyscy wyruszyli razem. Starsze dzieci przebierały z niecierpliwości nogami, ale nie było zmiłuj się, trzeba było zrobić zdjęcie grupowe:

 

 

 

 

Na dane hasło, ruszyli!

Jaja znikały w koszykach w takim tempie, dzieciaki biegały z taką szybkością, że prawie wszystkie zdjęcia wyszły zamazane.

W tym roku nie trzeba było pomagać Smykowi ani trochę. Intuicyjnie wybrał trasę najbardziej obfitującą w jajka i nazbierał ich tyle, że wypełniły po brzegi koszyk.

 

 

 

 

Kiedy już wyzbierano wszystkie jajka, odbyła się mała sesja fotograficzna - wszystkie rodzinki uwieczniały się z pociechami i koszykami wypełnionymi jajkami, równiż na tle ślicznej rabatki przed domem znajomych, u których w tym roku się spotkaliśmy. Niektórzy mieli już dość, i wcale nie były to dzieci, które jeszcze raz udało się zagonić w jedno miejsce i zrobić  jeszcze jedno zbiorowe zdjęcie, tym razem ze ślicznymi pierwiosnkami i tulipanami:

 

 

 

 

A potem, już w środku, dzieciaki zajęły się sprawdzaniem co też mamy ukryły w tych jajkach, a w tym roku słodyczy było mało a drobnych zabaweczek sporo, więc kiedy wszystkie jajka zostały wybebeszone, nasatąpiła wspaniała zabawa.

Co jakiś czas chłopaki wybiegały za dom, żeby poskakać sobie na trampolinie.

A rodzice oddali się życiu towarzyskiemu.

Było miło, czas minął zbyt szybko i trzeba było zbierać się do domu.

W drodze powrotnej zaczęło padać...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Motylki

poniedziałek, 25 kwietnia 2011 20:50

Zanim przekopię się przez te kilkaset zdjęć zrobionych w czasie świąt, pokażę Wam efekt kolejnych prób dekupażowych. Tym razem ćwiczyłam na pudełku po butach. Boczne ścianki ozdobiłam kwiatami:

 

 

 

 

A nad kwiatami, na wieczku, latają sobie motylki:

 

 

 

 

Trochę się z nimi namęczyłam i już tak miałam dość, że odpuściłam sobie kwiaty wokół.

W pudełku zamieszkały kartki okolicznościowe, które do tej pory po sierocemu plątały się po kątach i zakamarkach. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Wesołych świąt!

czwartek, 21 kwietnia 2011 22:29

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Tulipany, ale nie tylko

środa, 20 kwietnia 2011 17:28

Kilka dni temu pokazywałam tulipany przed domem, to dzisiaj pora na te za domem.

W zasadzie to są to takie same tulipany, ale w połączeniu z niezapominajkami i pierwiosnkami tak ładnie wyglądają, że musiałam im zrobić zdjęcie:

 

 

 

 

 

 

 

Zakwitły już niektóre drzewka owocowe, porzeczki i jagody. Mam nadzieję, że przymrozki za bardzo im nie zaszkodzą i będziemy mieć w tym roku trochę owoców.

Poniżej dwa zdjęcia kwitnącej gruszy:

 

 

 

 

 

 

 

 

Anemony, jeszcze kilka dni temu w pąkach, dzisiaj też już kwitną. Na razie te niebieskie:

 

 

 

 

 

I jeszcze pod samym domem niebieska rabatka - wcześniej kwitły szafirki, teraz nastąpiła zmiana odcienia niebieskiego (a może to już raczej fioletowy a nie niebieski?) - nie wiem jak się te kwiaty nazywają. Cebulki dostałam od koleżanki i rosną sobie ciesząc oczy:

 

 

 

 

 

Z prawej strony widać trochę ciemiernika. 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Niebieskie supełki

poniedziałek, 18 kwietnia 2011 19:58

Przy robieniu tego swetra pobiłam rekord długości dziergania. W zasadzie nie ma się czym chwalić - ponad trzy miesiące zajęło mi zrobienie go. Tak długo, że zdążyłam zgubić wszystkie notatki. 

 

 

 

 

Kilka podstawowych faktów jednak pamiętam:

  • włóczka: Rovniza iz Troitska (Ровница из Троицка), 50% wełna/50% akryl, 200 m/100 g, niecałe 4 motki
  • druty: 4 mm
  • schemat: Angular Zigzag Overhead Knots z książki Viking Patterns for Knitting

 

 

 

 

Plecy zrobione są tak samo jak przód - w jednym kawałku oczywiście. Kolor - mój ulubiony a zdjęcia oddają go bardzo dobrze. Zwłaszcza pierwsze.

Bałam się, że zanim go skończę, zrobi się ciepło i sweter będzie musiał czekać do jesieni. Ale że wiosna w tym roku nie rozpieszcza nas ciepłem, sweterek jest jak znalazł, w sam raz na teraz. Najlepiej nosi mi się go z czymś białym pod spodem.

 


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Tulipany

piątek, 15 kwietnia 2011 22:50

Wiosną, kiedy kwiaty zaczynają kwitnąć, można się spodziewać częstszych wpisów im poświęconych.

Tydzień temu pokazywałam te tulipany:

 

 

 

 

Dziesięć dni później wyglądały tak:

 

 

 

 

I jeszcze jakiś czas takie pozostaną, ponieważ pogoda sprzyja dłuższemu żywotowi tulipanów - jest chłodno, ale bez przymrozków czy śniegu.

Inny zakątek tulipanowy przed domem:

 

 

 

 

Ten niezbyt malowniczy płotek to ochrona przed zwierzątkami, które uparły się zrobić z mojej grządki toaletę.

Niezbyt piękna to zapora, ale skuteczna.

Kiedy Smyk przyuważył mnie z aparatem, zażądał, żeby i jemu zrobić kilka zdjęć.

 

 

 

 

Hultajstwo potrafi już sam wdrapać się na dereń przed domem co sprawia mu szaloną przyjemność - moja małpka skacze po drzewie kiedy tylko nadarzy się okazja. Nawet uważa, żeby przy wchodzeniu i schodzeniu nie podeptać rosnących pod drzewem kwiatów!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Wiśnie w kwietniu

środa, 13 kwietnia 2011 0:31

Być młodszą siostrą to jednocześnie błogosławieństwo i  przekleństwo - tak mi się przynajmniej wydaje, bo mam tylko młodszego brata.

Zapewne fajnie jest mieć starszą siostrę, ale z pewnością często to starszeństwo kole w oczy. A jak ma się na dodatek urodziny 11 dni po urodzinach tej starszej siostry? Nawet jeśli różnica wieku wynosi 3 lata, to jest się skazanym na bardzo podobne prezenty. Przynajmniej od takiej jednej ciotki, której brak polotu i wyobraźni żeby po prezencie dla starszej siostry wymyślić coś oryginalnego dla tej młodszej.

Oj ciężkie jest życie młodszej siostry...

To teraz już wszystko jasne. Kasia dostała żabki zamknięte w formie saszetki, Julia też dostała kosmetyczkę/saszetkę, tyle, że w wisienki.

 

 

 

 

Kupiłam kiedyś dwa kawałki materiału w wiśnie. Nieznacznie różniły się wzorem, w obu zakochałam się od pierwszego wejrzenia i nie mogłam zdecydować, który podoba mi się bardziej, więc kupiłam po kawałku każdego. Potem dokupiłam czarną kanwę. Trochę naszukałam się odpowiedniego schematu wisienek.

W planach mam przynajmniej kilka projektów w wisienki, ale póki co realizacji doczekał się jeden:

 

 

 

 

Apetyczne wisienki poleciały w daleki świat - dobrze, że w postaci haftowanej kanwy to się nie zepsują w transporcie...

Bardzo natrudziłam się, żeby zrobić ładne zdjęcie - niestety, trudy moje poszły na marne. Zarówno czarny jak i czerwony mają zasłużoną reputację kolorów trudnych do sfotografowania. W rzeczywistości haft prezentuje się o niebo lepiej - pozostaje uwierzyć mi na słowo.

Z przodu wiśnie, z tyłu materiał pezentowyny na pierwszym zdjęciu, w środku czerwony, ten co pod haftem. Szycie woła o pomstę do nieba...

Mam tylko nadzieję, że prezent dotarł i przypadł do gustu Julii, której życzę wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (14) | dodaj komentarz

Plany czytelnicze

wtorek, 12 kwietnia 2011 17:50

Pozapisywałam się na kilka książek w bibliotece. Na wszystkie musiałam trochę czekać, i wszystkie przyszły do mnie w tym samym czasie. I tym oto sposobem mam na szafce przy łóżku niezły stosik do przeczytania: 

 

 

 

 

Zdjęcie zrobione w czwartek - dzisiaj stosik jest już znacznie mniejszy a ja bardzo śpiąca po kilku mocno zarwanych nocach. Ale tylko niektóre z tych książek mogę przedłużyć, większość muszę zwrócić w terminie bo już inni czekają.

Na komódce mam też drugi stosik - są to książki po polsku pożyczone od koleżanek, a ta na samym dole to moja własna:

 

 

 

 

Na szczęście tutaj nie mam narzuconego terminu zwrotu, więc nie muszę się spieszyć. Choć WIEM, że jak zacznę czytać Stevena Saylora to i tak pozarywam noce - nie mogę się oderwać od historii Gordianusa.

Biorąc pod uwagę moje możliwości czasowe, mam co czytać do końca lipca. Albo i dłużej.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Imprezowa sobota

poniedziałek, 11 kwietnia 2011 21:51

Wśród dzieci naszych znajomych zapanowała moda na urodziny na basenie. 

W sąsiedniej miejscowości jest kompleks kąpielowy z basenami, brodzikami, falą, sadzawką z gorącą wodą, zjeżdżalnią - raj dla dzieciaków!

Hultajstwo po pierwszej takiej imprezie, już w styczniu zapowiedział, że jego urodziny (w listopadzie) też mają się tam odbyć.

W sobotę świętowaliśmy urodziny Michała. 

W wodzie moczył się, pilnując Smyka, tata, bo ja odczuwam dość spory dyskomfort prezentując swoją tuszę w stroju kąpielowym. Pal licho wśród obcych! Ale wśród znajomych, przykro to przyznać, ale jestem najgrubsza.

Dzieciaki brykały w wodzie, tatusiowie ich pilnowali, mamusie pilnowały rzeczy a ja oddałam się robieniu na drutach - prawie cały rękaw machnęłam!

Po dwóch godzinach dzieci zostały wyciągnięte z wody - nie obyło się bez odrobiny przymusu, bo wcale na to nie miały ochoty. Ale okazało się, że kanapki przygotowane przez mamę solenizanta zniknęły w mgnieniu oka. Potem w podobnym tempie zostały spałaszowane wszystkie przekąski (winogrona, marchewki, orzeszki, rodzynki, cukierki, czipsy). Z ogromnego tortu nie zostało ani okruszynki. Nigdy jeszcze nie widziałam, żeby moje dziecko zjadło tak dużo w tak krótkim czasie...

A stolik, przy którym siedzieliśmy był tuż przy oknie z widokiem na nowiusieńki plac zabaw i wszystkie dzieci po kolei wyrażały pragnienie zabawy tamże. Kiedy więc zjedliśmy wszystko, przenieśliśmy się na plac zabaw.

Docukrzone dzieci nie wykazywały żadnych oznak zmęczenia po basenie, bawiły się tak pięknie w podgrupach wiekowych, że rodzice mogli sobie posiedzieć na ławce i porozmawiać. A że byliśmy w naszym starym sprawdzonym polskim gronie (z wyjątkiem dwóch chłopców i ich rodziców), więc czas mijał nam przyjemnie i szybko.

Za szybko.

W końcu zaczęło się ściemniać i trzeba było zbierać się do domu.

(Zdjęć nie będzie - nie miałam przy sobie aparatu.)

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Wiosna to czy nie?

sobota, 09 kwietnia 2011 0:04

W zeszłym tygodniu cieszyliśmy się ciepełkiem 17-18 stopni, w tym tygodniu temperatura oscylowała wokół 9-10 stopni. Kwiecień-plecień...

Na szczęście wiosenne kwiaty to mali twardziele i nie dają się tak łatwo zmrozić!

Forsycja kwitnie już od dawna. Niestety posadzona jest w takim miejscu, że trudno zrobić ładne zdjęcie całości, chyba, że chce się koniecznie pokazać zbiorek przedmiotów różnych sąsiada. Pozostają zbliżenia i fragmenty:

 

 

 

 

 

Na szafirki zawsze można liczyć - mnożą się szybko, rosną bez problemu, kwitną przepięknie:

 

 

 

 

W tym roku nareszcie zakwitła kamelia. Posadzona dwa lata temu, w zeszłym roku nie raczyła zaszczycić nas kwiatami. W tym roku podkarmiłam ją odpowiednim nawozem, co najwyraźniej spodobało jej się. Zdjęcia całego krzaka nie będzie, bo wystaje zza niego kompostownik - docelowo kamelia ma go zasłaniać, ale jeszcze na tyle nie urosła.

 

 

 

 

Niezapominajki rozsiały się po całej rabatce i zaczynaj zerkać żabimi oczkami:

 

 

 

 

Usiłowałam zrobić też zdjęcie tulipanom, ale nie mogłam trafić na odpowiednie światło i wszystkie zdjęcia wychodziły albo zbytnio naświetlone, albo zbyt ciemne. Nie mam za bardzo czasu na poprawianie jakości komputerowo, więc tylko zdjęcie jednej kępki tulipanów przy pniu jesiona, przy samej ulicy. 

 

 

 

 

W zeszły piątek były same pąki. Dzisiaj już się żółcą kielichy. Może w ten weekend uda mi się zrobić nowe zdjęcie żeby pokazać różnicę. 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

"P" jak puzzle i inne projekty przedszkolne

czwartek, 07 kwietnia 2011 22:31

Ulubiona pani przedszkolanka Smyka wzięła trzy miesiące urlopu bezpłatnego, żeby pomóc siotrze przy nowo narodznym bobasku - podobno taka tradycja u nich w rodzinie.

Po przedszkolu krążą plotki podszyte obawą, że pani może nie zechcieć wrócić do pracy. A szkoda by było, bo jest świetną nauczycielką. Poza rozwojem bardziej akademickich umiejętności dbała także o rozwój zdolności artystycznych swoich małych podopiecznych, a robiła to z ogromnym entuzjazmem i pasją.

Dzisiaj chciałam pokazać kilka przedszkolnych projektów plastycznych. Na początek motyl z rolki po papierze toaletowym, połówki jajka-niespodzianki, a skrzydła - z tapety:

 

 

 

 

Motyl przysiadł na wazonie z hiacyntem, który kilka dni temu nie wyszedł zbyt zwycięstko z kolizji z rowerkiem Smyka.

Kolejny projekt to Sowa, z papierowej torebki oklejonej kolorowymi piórkani.

Po włożeniu do środka ręki można poruszać spodem torebki, więc w zagięciu Smyk dorysował sowie język i pokazywał go wszystkim chętnym. Tym niechętnym też... Oczy sowy wklejone są w literki "o", jako że sowa po angielsku to owl.

 

 

 

 

Latem wszystkie dzieci robiły torby lekarskie. Ponieważ w czasie wakacji podział na grupy w zasadzie nie istniał, ze względu na mniejsze możliwości plastyczne młodszych dzieci, dzieci przyklejały wyposażenie torby: plasterki, patyczki, gaziki, waciki. Kilka miesięcy później, już tylko w grupie Smyka, każde dziecko ponownie zrobiło neseser lekarski, tym razem rysując zawartość: 

 

 

 

 

Smykowy neseser został zalany wodą i nieco się rozmył, więc mogą być problemy z dokładnym określeniem co jest co.

 

Kilka dni temu dzieci przerabiały literkę "p".

"P" jak puzzle.

Każde dziecko dostało puzzle-półprodukt, czystą układankę, na której mogły narsować co tylko chciały a potem miały odwzorować napis "P is for puzzle". Zanim odebrałam Smyka, zdążył już zgubić dwie części swojej układanki (mimo że wszystkie części były w woreczku!), więc żeby mu nie było smutno dostał czystą układankę do wyrysowania do domu. Oto smykowe puzzle:

 

 

 

 

Na obrazku są kwiatki, słoneczko, a to brązowe to ptaszek.

I jeszcze raz ta sama układanka prezentowana przez dumnego Artystę:

 

 

 

 

Na zdjęciu Hultajstwo pozuje w czapce policyjnej - kolejnym projekcie przedszkolnym.

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (15) | dodaj komentarz

Niegrzeczny David

wtorek, 05 kwietnia 2011 23:46

Kilka tygodni temu wszystkie dzieci w grupie Smyka dostały po egzemplarzu książeczki "No David!"

Książeczka opowiada o bardzo niegrzecznym chłopcu, który spóźnia się do szkoły, nie uważa na lekcjach, przeszkadza innym dzieciom, pisze po ławkach, aż w końcu doigrał się i musiał zostać za karę po lekcjach i wymyć wszystkie ławki.

Smyk żyje w przekonaniu, że jego ulubiona pani zrobiła tę książkę sama specjalnie dla niego i innych dzieci w grupie. Żadne tłumaczenia nie docierają, więc machnęłam ręką.

Hultajstwo uwielbia tę książkę. Zaraz po przyjściu do domu przeczytał ją sam.

Potem wieczorem jeszcze raz. Rankiem wtargnął do sypialni i przed siódmą rano przeczytał książeczkę tacie. Tata wrócił z delegacji w środku nocy, więc nie był świadomy wyczynu Potomka. Niezrażone Hultajstwo przeczytało tacie książeczkę jeszcze raz, kiedy tata już wiedział co się wokół niego dzieje. W tym momencie podejrzewałam, że dziecko zna już tekst na pamięć...

Smyk pęka z dumy, że on nie jest taki niegrzeczny jak David - szkoda tylko że zasobów posłuszeństwa wystarcza mu tylko na pobyt w przedszkolu, a po powrocie do domu Hultajstwu wyrastają różki i wychodzi z Niego mały diabełek.

 

Ponieważ tak ładnie poszło mu czytanie tej jednaj książeczki, postanowiłam sprawdzić jak to będzie z innymi. Wypożyczyłam kilka prostych acz zabawnych książeczek dla dzieci uczących się czytać i okazuje się, że Smyk całkiem nieźle sobie z nimi radzi. Co jakiś czas ma napad chęci czytania. Zazwyczaj nachodzi go wieczorową porą, kiedy zarządza zmianę czytania - to nie ja mam mu czytać ale on mi. I wtedy mógłby czytać... do rana! Ciekawe po kim to ma?

 

 

 

 

Tutaj, klikając na Click to LOOK INSIDE moża przejżeć książeczkę o niegrzecznym Davidzie.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Żabki

poniedziałek, 04 kwietnia 2011 18:13

Najpierw były prace mojej siostrzenicy czyli INSPIRACJA:

 

 

 

 

 

Potem było męczenie szarych komórek czyli opracowywanie koncepcji prezentu urodzinowego dla siostrzenicy, która 2 kwietnia skończyła 15 lat.

Potem było szukanie odpowiedniego schematu - tutaj bardzo pomocne okazały się koleżanki z forum Haft Krzyżykowy. Zdecydowałam się na żabki autorstwa Marie Therese St. Aubin - tutaj link do jej blogu.

A na koniec zostało jedynie wykonanie.

 

 

 

 

Najpierw zaczęłam haft na kanwie Aida rozmiar 18, ale okazało się, że żabki wyszłyby monstrualne. Zdecydowanie za duże w stosunku do tego co chciałam uzyskać. Dobrze, że miałam kawałek lnu (rozmiar 32), który wprawdzie nie jest śnieżnobiały a żółtawy, ale nadał się rozmiarowo. Za projekt zabrałam się dość późno i nie miałam czasu na eksperymentowanie z bieleniem materiału.

Pierwszy raz haftowałam takimi maleńkimi krzyżykami. Przyznam, że było to wyszywanie po omacku - nie widziałam niteczek lnu, zlewały mi się one w całość, więc liczyłam je przesuwając końcówką igły po niteczkach. Kiedy tkanina jest mocno napięta, można wyczuć kiedy igła przeskakuje na splocie.

 

 

 

 

Haft został wykorzystany do uszycia kosmetyczki, bądź saszetki - nazewnictwo jak kto woli. Nici dobrałam pod kolor do materiału i nawet udało mi się znaleźć zamek w odpowiednim odcieniu. Jeśli chodzi o szycie - nie jestem zachwycona rezultatem, ale cóż, szycie to mój słaby punkt. Do wykończenia środka użyłam materiału w zielone kropeczki, który został mi po uszyciu tych ptaszków.

 

 

 

 

I właśnie z racji tej bieli trochę mi nie pasowało, że len nie był bielutki.

Pierwotnie planowałam wykorzystać ten materiał w kropki również na zewnątrz, ale niestety zestawienie bieli z pożółkłym odcieniem lnu nie wyglądało za dobrze.

A teraz najmilsza dla mnie część całego przedsięwzięcia: siostrzenicy prezent spodobał się, z czego BARDZO się cieszę. Z tego co mi doniesiono, ma służyć do przechowywania biżuterii.

Wszystkiego najlepszego Kasiu z okazji urodzin!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Wiosennie

piątek, 01 kwietnia 2011 17:44

Wiosna obdarowała nas swym słonecznym uśmiechem - trzy dni z temperaturą +17/18 stopni!

Co więksi entuzjaści ganiają już w krótkich spodenkach i podkoszulkach - ja jednak jestem nieco bardziej ostrożna.

W ogródku wszystko dostało przyśpieszenia i roślinki pną się w górę w niesamowitym tempie.

Niestety od jutra wracamy do bardziej typowej wiosennej pogody - temperatura ma znowu być niższa i będzie padać.

To przez ciągłe deszcze nie byłam dotąd w stanie obfotografować tego co kwitnie w ogródku.

Dzisiaj zaledwie kilka zdjęć sprzed tygodnia.

 

 

 

 

Może jutro uda mi się coś złapać w obiektyw zanim zacznie padać - dzisiaj po pracy znowu jedziemy do parku co oznacza raczej marne szanse na sesję fotograficzną po powrocie do domu.

A kwitnie już więcej tulipanów, piękne są szafirki, forsycja już w zasadzie przekwita. Nawet kamelia ma w tym roku trochę kwiatów! W zeszłym roku nie zakwitła wcale...


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Statystyka czytelnicza 2011 (1-15/2011)

czwartek, 31 marca 2011 18:48

Koniec pierwszego kwartału więc czas na podsumowanie czytelnicze.

W ciągu minionych trzech miesięcy przeczytałam:

 

1.                John Grisham “Skipping Christmas“ („Ominąć święta“) 

2.                Katarzyna Enerlich „Prowincja pełna marzeń“     

3.                Katarzyna Enerlich „Prowincja pełna gwiazd“            

4.                Becca Fitzpatrick „Hush, hush“ („Szeptem“)              

5.                Henning Mankell „Faceless Killers“ („Morderca bez twarzy“)              

6.                Guy Grieve „Call of the wild“ („Zew natury“)             

7.                Henning Mankell „The Dogs of Riga“ („Psy z Rygi“)              

8.                Deborah Moggah „Dublerka“            

9.                Henning Mankell „The White Lioness“ („Biała lwica“)             

10.            Nora Roberts „Happy Ever After“             

11.            Tom Sniegoski „The Fallen“ („Nefilim“)                

12.            Tom Sniegoski „Leviathan“ („Lewiatan“)       

13.            Joy Fielding „Charley’s Web“ ("W pajęczej sieci")    

14.            Eric-Emmanuel Schmitt „Moje Ewangelie“             

15.            Becca Fitzpatrick „Crescendo“            

 

Zaczęłam kilka serii, między innymi serię o inspektorze Wallanderze Henninga Mankella. Przeczytałam dopiero trzy, ale wiem, że doczytam do końca, bo czyta się świetnie aż trudno odłożyć książkę, kusi, żeby zarwać noc i doczytać do ostatniej strony.

Wczoraj późnym wieczorem skończyłam "Crescendo" - drugą część sagi, pierwsza część to "Hush, hush"czyli "Szeptem" - i teraz jestem zła, że trzecia, ostatnia, część ukaże się dopiero w październiku! A ja chciałabym poczytać o Norze i Patchu już teraz, zaraz... 

Zapisałam się na kilka dość chodliwych tytułów, na niektóre przyszło mi czekać kilka tygodni, co raczej mi nie przeszkadza bo mam co czytać oczekując na nie. Jak można się było spodziewać moja kolej na większość z nich przyszła w niemal tym samym tygodniu - dziesięć książek w przeciągu dziesięciu dni. Kilka już przeczytałam, ale na szafce obok łóżka piętrzy się stosik. Niektórych z nich nie można przedłużyć, więc zarywam noce i czytam, czytam, czytam...

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Piraci

środa, 30 marca 2011 18:52

Wypożyczyliśmy z biblioteki film "Piotruś Pan" (kreskówkę) - no i się zaczęło!

Która postać przemówiła najbardziej do wyobraźni Hultajstwa? No która?

Kapitan Hak oczywiście.

Nasz dom wzięli w swe władanie przerażający piraci. Stroją groźne miny, szczerzą zęby, wydają mrożące w żyłach krew okrzyki:

 

 

 

 

W pirackich szeregach łatwo o nieporozumienia, więc piraci toczą zażarte walki przeskakując z okrętu na okręt, z wyspy na wyspę (w roli okrętów i wysp - dywany i dywaniki, parkiet to woda):

 

 

 

 

Nieustanne boje wyciskają z moich piratów siódme poty, wybitnie poprawiając apetyt. Kiedy już piraci spałaszują posiłek, pora na odpoczynek. Kiedy Pirat-Hultajstwo nabierał sił przed kolejną potyczką, oddał się sztuce, rysując portret swojego koleżki:

 

 

 

 

(Rysunek dostała w prezencie mama - odnośny opis u góry, żeby nie było żadnych wątpliwości.)

Żeby było ciekawiej, wypożyczyliśmy też film z Dustinem Hoffmanem, Robinem Williamsem i Julią Roberts "Hak".

Era piratów przeżywa swój rozkwit...

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Niezbyt udane próby dekupażowe

wtorek, 29 marca 2011 17:43

Zamiast cierpliwie nabierać wprawy w dekupażu na powierzchniach płaskich, licho podkusiło mnie, żeby ozdobić krągłości butelki i łuki puszki. Efekty opłakane. Butelka:

 

 

 

 

Plan był taki, że miałam jej używać zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, ale olśniło mnie, że farba i lakier, których użyłam nie nadają się na naczynia z których się je czy pije. Potem butelka miała zostać wazonikiem, ale widząc te wszystkie niedociągnięcia po prostu postanowiłam ją wyrzucić.

Kolejne nieudane podejście: puszka po kawie.

 

 

 

 

Efekt nieco lepszy, więc puszka została w domu.

Przechowujemy w niej... kawę! Jakże oryginalnie!

 

Teraz już potulnie wrócę do płaskich deseczek.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (16) | dodaj komentarz

Jajecznica

piątek, 25 marca 2011 22:36

Przedwczoraj Hultajstwo oświadczyło mi, że pragnie zjeść na kolację scrambled eggs, czyli jajecznicę.

Najpierw upewniłam się, czy Smyk na pewno wie, czego żąda, bo do tej pory nie jadał jajek pod żadną postacią, chyba, że dobrze ukrytych w panierce, naleśniku itp. Pluł nimi na taką odległość, że mógłby spokojnie zdobyć mistrzostwo w zawodach plucia jajkiem na odległość, gdyby takowe były organizowane.

Ale ulubiona pani przedszkolanka zdołała namówić Smyka na spróbowanie jajecznicy, a że jego ulubiona koleżanka, albo raczej narzeczona, Verena lubi jajecznicę, zaczęła ona smakować i Hultajstwu. Ale na zimno.

Trochę się obawiałam, że nie sprostam zadaniu, że moja jajecznica zostanie uznana za gorszą od tej przygotowanej przez panią kucharkę przedszkolną, ale moje lęki okazały się bezpodstawne: tradycyjna jajecznica na masełku z odrobiną soli okazała się tym, czego oczekiwało dziecko.

Dzięki temu poszerzyło się nieco Smykowe, dość monotonne, menu śniadaniowo-kolacyjne.

 

 

 

 

A tak wogóle to okazuje się, że Hultajstwo ma dwie narzeczone w przedszkolu:

Verenę i Brielle

(w takiej kolejności)

...

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Saneczkowe zamknięcie sezonu

czwartek, 24 marca 2011 17:57

W niedzielę wybraliśmy się na sanki - to już ostatni raz w tym sezonie.

Wprawdzie śniegu jest jeszcze bardzo dużo, ale odwilż panoszy się już na całego.

Na zdjęciu poniżej tabliczka oznaczająca początek szlaku - słupek, na którym osadzono tabliczkę, jest mniej więcej tak wysoki jak ja.

 

 

 

 

Snieg mokry, poślizg kiepski - idealne warunki dla uczących się jazdy na nartach: zjeżdżając tak powoli ma się wszystko pod kontrolą!

Niemniej jednak trochę poszaleliśmy na dętkach i sankach a potem poszliśmy na spacer nad wodospad.

 

 

 

 

Towarzyszył nam dźwięk kropel spadających z drzew w blasku pięknego słońca. Wspomnienia przeniosły mnie w czasy dzieciństwa, kiedy to, zanim zaczęliśmy chodzić z bratem do szkoły, co roku w marcu mama zabierała nas na dwa tygodnie do Rabki.

Tak właśnie pamiętam Rabkę: jeszcze białą, ale już wiosenną, szumiącą kroplami topniejącego śniegu, słoneczną...

 

 

 

 

Ciepło było, więc zgrzaliśmy się. Pozbywaliśmy się stopniowo kolejnych warstw pod kurtkami.

Smyk, jak to Smyk, nabijał tatę w butelkę bujając jak to strasznie bolą go nogi, a tata, jak to tata, dawał się nabrać i ciągnął sanki, na których leżał zadowolony Smyk.

Mokry śnieg świetnie nadawał się lepienia kul, więc trochę poćwiczyliśmy miotanie nimi do strumienia. Po takim machaniu Hultajstwo padło.

 

 

 

 

To zresztą widok typowy - ilekroć dochodzimy do wodospadu, Hultajstwo zalega na sankach, by po kilku minutach odzyskać siły i znowu tryskać energią.

Po powrocie do domu, sprzęt zimowy powędrował  na stryszek.

Dawno nie byliśmy nad oceanem, więc jak pogoda pozwoli, zapewne następny wyjazd odbędzie się w tamtym kierunku.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Na zielonej trawce

środa, 23 marca 2011 16:28

Ach, żeby już móc, jak ten skrzat na zakładce, poleżeć sobie na trawce wąchając kwiatki!

 

 

 

 

A może to nie skrzat a elf?

Łąka u mnie już soczyście zielona, ale podmokła - wylegiwanie na niej zalecane jedynie entuzjastom kąpieli błotnych.

 

Schemat wykorzystany na zakładce pochodzi z publikacji Rouge pań Agnes Delage-Calvet i Anne Sahier-Foulnel.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Samodzielność

poniedziałek, 21 marca 2011 17:04

Smyk pęka z dumy z powodu swojej dorosłości. Nieustannie podkreśla, że potrafi to czy tamto, że już nie jest dzidzia.

Czasem ten pęd do samodzielności miewa opłakane skutki - ale to chyba nie do uniknięcia.

Wczoraj wieczorem Hultajstwo udało się do kuchni oświadczając:

 

- Ty tu nie idź mama!

 

I zamknął za sobą drzwi.

Poszłam więc do męża i poprosiłam go, żeby poszedł do kuchni sprawdzić co tym razem Bąbel wymyślił, choć byłam przekonana, że pewnie chce cichcem poczęstować się lodem lub splądrować spiżarkę w poszukiwaniu czegoś słodkiego.

Mąż nie zdążył nawet wstać z krzesła, a Smyk sam pojawił się z żądaniem plasterka.

Na paluszku czerwieniła się kropla krwi.

Rana została opatrzona, poczym przeprowadziłam dochodzenie.

Hultajstwo postanowił sam ukroić sobie kromkę chleba, i częściowo mu się udało (w chlebie nacięcie sigało tak około dwóch centymetrów) - zanim nadkroił sobie palec.

Rana, na szczęście, nie jest ani głębok ani rozległa.

 

 

 

 

 

Również wczoraj, wieczorem,  Smyk stwierdził, że idzie się myć - sam, bez mamy.

Ale po chwili wrócił, bo okazało się, że jest jeden mały problem: nie potrafi sobie sam ustawić wody (ciepła woda jest za gorąca i trzeba odpowiednio ustawić z zimną, żeby otrzymać odpowiednią temperaturę). I tyle było z samodzielnego mycia pod prysznicem.

Dzięki temu obyło się bez zalania i sprzątania łazienki.

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
1

komentarze (9) | dodaj komentarz

Urodzinowy poślizg

środa, 16 marca 2011 20:03

Dzisiaj, z ponad tygodniowym poślizgiem, o moich urodzinach.

Nie były świętowane hucznie, bo wtorek niezbyt temu sprzyja - dzień jednak, mimo że deszczowy, okazał się bardzo miłym.

Najpierw moi chłopcy zaskoczyli mnie nieziemsko. Kiedy o siódmej rano wyszłam z łazienki, czekali na mnie z kwiatami. Od każdego dostałam bukiet: 

 

 

 

 

 

 

Kwiaty, poza różami,  trzymają się do dziś.

 

Ku rozczarowaniu Smyka tortu ze świeczkami nie było.

Za to  był prezent od męża, ale jakoś nie zainteresował on Hultajstwa.

 

W pracy też było miło.

Sekretarka wysyła wszystkim rano maila informując kto danego dnia obchodzi urodziny.

Przez cały dzień zaglądali do mnie koledzy i koleżanki z życzeniami, jedna koleżanka odśpiewała nawet Happy Birthday w stylu Marylin Monroe - koleżanka ma zdolności aktorskie i uśmiałyśmy się po pachy.

Dostałam też kilka kartek - może niewiele, ale za to od tych najbliższych sercu. 

 

Były też prezenty! Od Splocika dostałam śliczyny obrazek z niebieskim motylem:

 

 

 

 

A do tego przecudną kartkę i dwa mini zestwy DMC:

 

 

 

 

Dostałam też książkę i włóczkę. Osoby, które mnie obdarowały dobrze mnie znają i wiedzą co sprawi mi radość - świetnie dobrały prezenty.

 

Po pracy pojechaliśmy do włoskiej restauracji. Bardzo lubię lazanię, ale jej sama nie robię. Od jakiegoś czasu utarło się, że w dniu urodzin delektuję się lazanią właśnie.

Był też deser - znowu nie tort! Smyk ciągle jeszcze liczył na świeczki, ale w końcu pogodził się z faktem, że ich nie będzie tym razem. Na otarcie łez spałaszował deser i swój i taty.

 

Baaardzo miły dzień...

 

Za pamięć, życzenia przesłane tradycyjnie, elektronicznie, złożone w komentarzeach - bardzo dziękuję!

serce


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Baby Sophisticate

wtorek, 15 marca 2011 19:35

Koleżanka, dla której synka zrobiłam te buciki, jest już w szpitalu, a mały Colin albo już przyszedł na świat, albo zaszczyci rodziców swoją obecnością lada chwila.

Buciki były częścią prezentu jaki Kirsten otrzymała ode mnie. Do kompletu powstała także czapeczka i sweterek Baby Sophisticate:

 

 

 

 

Opis wykonania można znaleść na Ravelry lub na blogu Trucaveczki, która poświęciła czas na tłumaczenie, więc nawet osoby nie znające języka angielskiego mogą taki sweterek wydziergać.

Całość powstała z włóczki Baby's First firmy Lion Brand (110m/100g) o składzie 55% akryl, 45% bawełna - szalenie miękkiej i milusiej, jak najbardziej nadającej się na rzeczy dla dzieci. Ponieważ włóczka jest dość gruba (robiłam na drutach 5 mm), więc na buciki i czapeczkę rodzieliłam nitkę -  oryginalnie włóczka składa się z dziecięciu niteczek, ja wyodrębniłam trzy, żeby uzyskać cieniutką przędzę - akurat taką na buciki i na druty 2 mm.

W amoku jakimś naszedł mnie ten pomysł, powtórki nie będzie - nie polecam nikomu, chyba, że w ramach pokuty za straszne przewinienia albo w celu samoumartwiania się.

Czapeczę zdobi pomponik - z tych gotowych, tylko do przyszycia. Okazało się, że akurat miałam taki wśród niezliczonych skarbów nagromadzonych w minionych latach.

Guziczki pierwotnie miały być białe, gładkie, okrągłe, ale kiedy zobaczyłym w sklepie te tygryski, z miejsca się w nich zakochałam i plany uległy zmianie.

Komplet spodobał się rodzicom - i nie tylko, bo mieliśmy w  pracy Baby Shower, więc wszyscy mogli sobie pooglądać do woli moje wypociny.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Planeta Ziemia

poniedziałek, 14 marca 2011 20:15

 

Oglądając piątkowe wiadomości doznałam szoku.

Nie jestem w stanie wyobrazić sobie bezmiaru nieszczęścia w Japonii.

 

Wspomnienie tej czarnej wody, której nic nie jest w stanie zatrzymać, która porywa i niszczy wszystko na swojej drodze, wywołuje moje przerażenie.

 

Smyk przeważnie ogląda ze mną wiadomości - coś sobie rysuje czy bawi się obok. Minione dni nie różniły się u nas pod tym względem. Ale dziecko momentalnie wyczuwa, kiedy coś poruszy czy zmarwi mamę i tatę. Lęki rodziców wyczuwa momentalnie.

Wczoraj narysował taki oto rysunek:

 

 

 

 

Planeta Ziemia w oczach pięciolatka, ale nie o niedokładność w kształcie kontynetów chodzi. Zwróćcie uwagę na trzy krzyżyki. Jak poinformowało mnie dziecko, te iksy oznaczają miejsca, w które nie wolno chodzić bo:

  • pierwszy x oznacza miejsce gdzie są big waves (duże fale)
  • drugi x to miejsce gdzie są rekiny i wieloryby
  • trzeci x - tam jest earthquake (trzęsienie ziemi)

A dzisiaj rano Smyk zwierzył mi się, że miał minionej nocy brzydki sen  - śniła mu się powódź.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Perełka schowana w muszelce

piątek, 11 marca 2011 22:48

Pisałam niedawno o dętce do zjeżdżania z górki, którą kupił mąż.

Dętka ta od miesiąca stanowi przedmiot zabawy Smyka w domu - śnieg, jak się okazuje, wcale nie jest konieczny żeby świetnie się bawić z wykorzystaniem dętki.

Okazało się, że mąż kupił dwie dętki, o czym nie powiadomił nas, ale pewnego dnia ja, dobra żona, postanowiłam popsprzątać bałagan w garażu, a zanim wyrzciłam karton, w którym przysłano dętkę, wyciągnęłam z niego fakturę, którą dokładnie przestudiowałam - i wyszło szydło z wora! Druga dętka została zaprezentowana rodzinie - natychmiast zarekwirował ją Smyk.

 

Dwie dętki - to dopiero jest zabawa!

Kilka pomysłów Potomka zostało natychmiast oprotestowanych przez rodziców - nie spieszy nam się z wizytami na pogotowiu a i miło by było zachować dętki w całości, żeby móc ich poużywać na śniegu.

Z dętek powstał domek, tor przeszkód, łódka, a na koniec muszelka, do której schowała się moja Perełka:

 

 

 

 

Jestem bardzo szczęśliwą posiadaczką najwspanialszej, napiękniejszej, najdroższej Perły na świecie!


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Prezent dla taty

czwartek, 10 marca 2011 18:04

 

Od jakiegoś czasu utarło się, że kiedy siadam przy stole w kuchni nad jakąś robotą niekuchenną, Smyk przyłącza się i też coś tworzy. W niedzielę postawiłam na stole maszynę do szycia. Hultajstwo natychmiast porzucił oglądanie bajki i przyłączył się do mnie. Zarekwirował skrawek materiału wielkości 3x5 cm, przyniósł sobie papier, kredki, klej (nożyczki leżały już na stole) i przez prawie dwie godziny, które zajęło mi szycie, pracował nad swoim projektem. Rysował,  kolorował, wycinał, przyklejał. Jak mu coś nie wyszło - zaczynał od nowa.

Kiedy już projekt został ukończony, dowiedziałam się, że to prezent dla taty - za to, że przywiózł Smykowi tyle ładnych prezentów z pracy (mąż był w zeszłym tygodniu na delegacji i przywiózł dziecku w prezencie kubek na wodę ze smokami i kolorowankę z naklejkami ze Sponge Bobem).

I jeszcze na koniec Bąbel dorobił opakowanie, okleił jak trzeba taśmą klejącą i poszedł obdarować Rodzica.

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Niezaprzeczalnie

wtorek, 08 marca 2011 17:50

Niezaprzeczalnie wiosna!

Czyż można nie kochać krokusów? Ja je uwielbiam.

Czy mi się wydaje, czy w tym roku są jeszcze bardziej urocze niż w poprzednich latach?

 

 

 

 

 

 

 

 

W sobotę skopałam grządkę i posiałam marchewkę, groszek i buraczki. W niedzielę, tę samą grządkę skopały mi jakieś zwierzątka...

 

Wszystko rwie się do życia po zimie, pąki na bzach, porzeczkach - niebawem ukażą listeczki.

Forsycja już się powoli żółci, nawet Clematis ma już pierwsze liście!

Jak ja kocham wiosnę!

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Niebieskie buciki dla maluszka

poniedziałek, 07 marca 2011 18:52

W prezencie dla koleżanki z pracy, przyszłej mamy, zrobiłam takie buciki:

 

 

 

 

Przy okazji zrobiłam kilka zdjęć kolejnych etapów powstawania bucików z myślą o dokładniejszy opisie ich wykonania. Buciki są zrobione z cienkiej włóczki - takiej na druty 2 mm. Moje wyszły w rozmiarze 3-6 miesięcy.

 

Opis wykonania bucików

 

Na druty 2mm nabrać 42 oczka białą nitką (ilości oczek uwzględnia oczka brzegowe). Zminić włóczkę na niebieską, przerobić 20 rzędów ściągaczem pojedynczym (oczko prawe, oczko lewe.)

Rz. 21: oczka prawe

Rz. 22: oczka lewe

Rz. 23: oczka prawe

Rz. 24: oczka lewe

Rz. 25: Przerobić 28 oczek prawch, odwrócić robótkę na drutach (pozostałe oczka zostawić na drucie)

Rz. 26: 15 oczek lewych, odwrócić robótkę. 

Na drucie powinno być: z boku 2 x 13 oczek, na środku 15 oczek.

Zdjęcie pooniżej prezentuje ten etap robótki:

 

 

 

 

Przerobić 22 rzędy dżersejem, uciąć nitkę.

Trzymając robótkę prawą stroną do siebie mamy na drucie 13 oczek (A), dobrać 11 oczek wzdłuż boku robótki (B), przerobić 15 oczek z czubka bucika (C), dobrać 11 oczek wzłuż boku bucika (D), przerobić 13 oczek z lewego druta (E)

Zdjęcie z odnośnikami:

 

 

 

 

Kolejne rzędy przerabiamy oczkami prawymi następująco:

Rz. 1: włóczka niebieska

Rz. 2-3: włóczka biała

Rz. 4-5: włóczka niebieska

Rz. 6-7: włóczka biała

Rz. 8-9: włóczka niebieska

Rz. 10-11: włóczka biała

Rz. 12-13: włóczka niebieska

 

Podeszwa:

Rz. 1: oczko brzegowe, 2 oczka razem na prawo, 25 oczek prawych, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 25 prawych, 2 razem na prawo, brzegowe.

Rz. 2: 26 oczek prawych, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 26 prawych

Rz. 3: oczko brzegowe, 2 oczka razem na prawo, 22 oczka prawe, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 22 prawe, 2 razem na prawo, brzegowe.

Rz. 4: 23 oczka prawe, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 23 prawe

Rz. 5: oczko brzegowe, 2 oczka razem na prawo, 19 oczek prawych, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 19 prawych, 2 razem na prawo, brzegowe.

Rz. 6: zamknąć wszystkie oczka.

Na tym etapie bucik wygląda tak:

 

 

 

 

 

Zszyć buciki.

 

Jak widać ja zrobiłam tylko dwa białe paski - pomyliłam się, a zauważyłam to dopiero przygotowując ten opis.

Jeżeli w opisie są jakieś nieścisłości - proszę mi dać znać.

 

PS

Zapomniałam dodać rzecz najbardziej oczywistą pod słońcem: to nie ja jestem autorką opisu - pochodzi on z książki Zoe Mellor "50 booties to knit".


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 31 sierpnia 2016

Licznik odwiedzin:  452 407  

Motylek

Motylek:
motylek73@gazeta.pl

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 452407
Bloog istnieje od: 3591 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl