Niepomyślnie zaczyna mi się ten rok, przynajmniej w kwestii zdrowia.
Jeszcze na dobre nie wyszłam z anginy a już dopadło mnie przeziębienie.
Osłabiony poprzednią chorobą organizm w zasadzie nie bronił się i rozłożyło mnie na amen.
Poszłam do lekarza, bo bałam się, że to może być coś gorszego, ale nie, okazało się, że to jedynie zwykłe przeziębienie, tyle, że w moim przypadku - mega przeziębienie.
No i skończyło się na stawianiu baniek. Mężowi wychodzi to świetnie - w końcu co jakiś czas praktykuje na mnie.
Hultajstwu te kropki na moich plecach bardzo się podobają - rozaczarował się jedynie usiłując je zetrzeć a potem zmyć - nie zeszły!
Przesilenie nastąpiło wczoraj, i mam nadzieję, że będzie już coraz lepiej.
Dzisiaj w pracy czekała na mnie miła niespodzianka - księgowa pwiadomiła mnie, że wraz z personalną udało im się przekonać szefów o konieczności przyznania pracownikom kilku dni płatnego chorobowego, tzw. "sick days". Na razie mamy do wykorzystania po dwa takie dni, co właśnie zrobiłam oszczędzając w ten sposób urlop.
komentarze (0) | dodaj komentarz