Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 264 056 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Motylek teraz czyta: Carlos Ruiz Zafon "Marina"

Żółte wiaderko

wtorek, 21 kwietnia 2009 18:15
Skocz do komentarzy

 

Tata, ćwicząc strzelanie ze śrutówki, przestrzelił dziecku żółte wiaderko.

Nie, nie strzelał do piaskownicy, po prostu wiaderko zostało porzucone przez Smyka nie tam gdzie trzeba i mu się oberwało.

Przy okazji uzupełniania zapasów spożywczych kupiłam nowe, żółte wiaderko a do tego małą łopatkę w komplecie.

Tata stwierdził, że co to taka licha łopatka i pojechał po porządną łopatkę do kopania dołków w piachu.

 

Wrócił z saperką.

 

Tak więc zaistniała nagła potrzeba przetestowania zarówno wiaderka jak i łopatki, co też niezwłocznie uczyniliśmy udając się przy pierwszej okazji, czyli w minioną niedzielę nad ocean.

 

Na zdj.: Ptaki na pniu drzewa wyrzuconym przez fale na brzeg.

 

Na pierwszy ogień poszła klasyczna plaża Heceta Beach, szeroka, z połaciami świeżo wymytego piasku pięknie ułożonego w łagodne wydmy. 

Saperka zdała egzamin a dziecko wreszcze mogło się schować do odpowiednio głębokiej dziury w piachu wykopanej przez tatę.

 

Po wykopaniu kilku dołków tata zaczął się nudzić. Ale Smyka zbyt pociągało rozwalanie stawianych przez mamę babek z piasku, żeby dał się namówić na opuszczenie plaży i przeniesienie się w inne miejsce. Poza tym urządził sobie ścieżkę zdrowia na pniach wyrzuconych brzez fale na brzeg, i nie miał zamiaru rezygnować z tak wspaniałej zabawy.

 

Na zdj.: Hultajstwo na tle warowni z piasku.

 

Półtorej godziny później, kiedy wiatr i słońce zaczęły unicestwiać warownię z piasku, po lekkim posiłku Hultajstwo dało się omamić wizjami biegania po lesie i opuściliśmy plażę. Po drodze zaliczyliśmy każdą wydmę, z której zbiegaliśmy z okrzykiem „gójki paziujki!"

 

Dziecko się wybiegało, i zaraz po wyjeździe z parkingu zasnęło. 

A my przemieściliśmy się w okolice Cape Perpetua. Jest to jedno z wyższych wzniesienie na Oregońskim wybrzeżu, 240 m.n.p.m.

Cztery lata temu, w czwartym miesiącu ciąży dzielnie wdrapałam się na nogach na samą górę. W niedzielę wjechaliśmy samochodem, bo Smyk ciągle spał. Nie obudzili go nawet harlejowcy na swoich ryczących rumakach, którzy zaparkowali tuż obok.

Najpierw tata spacerował, a ja czytałam w samochodzie, potem tata się zdrzemnął a ja poszłam na spacerek. Z góry można podziwiać takie oto widoki:

 

Na zdj.: Widok z Cape Perpetua na południe.

 

Kiedy Smyk się obudził, jeszcze raz obeszliśmy wszystko razem, całą rodziną. 

Hultajstwu bardzo przypadł do serca kamienny „domek" na samym szczycie. Wybudowany w 1933 roku a podczas II wojny światowej  wykorzystywany jako punkt obserwacyjny - z tego miejsca widoczność sięga do 70 mil!

 

Na zdj.: Kamienny "Domek" na szczycie Cape Perpetua.

 

Potem poszliśmy na obiecany spacer do lasu. Hultajstwo zachowywał się jak pies, który zerwie się z łańcucha. Widać było, że nie wiedział co zrobić z nadmiarem energi, więc cały czas biegł szlakiem, czy pod górę czy z górki. Nie zważał na piękne widoki, tylko tak gnał a my mieliśmy problem z utrzymaniem go w zasięgu wzroku. Zaliczył kilka wywrotek potykając się o korzenie, ale upadki amortyzował mech, więc obyło się bez płaczu.

 

Na zdj.: Na szlaku: widok z Cape Perpetua na północ.

 

 

Wybraliśmy krótki szlak - pętlę, która doprowadziła nas z powrotem do parkingu, ale Smyk nadal tryskał energią, więc wróciliśmy tą samą drogą, nadal biegiem, pozwalając mu się trochę zmęczyć.

Zanim opuśliliśmy to miejsce, jeszcze raz  trzeba było zaliczyć „domek".

 

Wróciliśmy nad ocean, ale nie na tę samą plażę, ale na tą tuż obok Cape Perpetua (można ją dostrzec na zdjęciu powyżej,  trzecim od góry.)

Zabawę w piachu mieliśmy już zaliczoną i nadeszła pora na nowe wyzwanie.

Na oregońskim wybrzeżu jest pod dostatkim dzikich miejsc, obfitujących w skały pochodzenia wulkanicznego, schodzące aż do samej wody. Na plaży mieliśmy więc wystarczająco dużo miejsc do wspinania, skakania, wdrapywania się. Udało nam się znaleźć kilka jaskiń, jarów i nawet mały tunel.

 

Na zdj.: Smyk zdobywa nadmorskie "szczyty" mocno wspomagany przez tatę.

 

Chłopaki wyżywali się na skałkach, mama szalała z aparatem.

W końcu dotarliśmy do rzeczki wpadającej do oceanu i zatrzymaliśmy się na dłużej w pobliżu uroczego mostka.

 

Na zdj.: Mostek nad rzeczką, wpadającą kilkadziesiąz metrów dalej do oceanu.

 

 

Smyk oddał się bez reszty wrzucaniu kamieni do wody, tata udawał twardziela wchodząc do lodowatej wody a ja ułożyłam się na gorącym piasku, i przesypując go między palcami kontemplowałam piękno miejsca:

 

Na zdj.: Widok spod mostu na plażę i ocean.

 

I mogłabym tak leżeć tam do tej pory, ale zrobiło się już późno i rozsądek mówił, że po zachodzie słońca aż tak miło to już tam nie będzie. Trzeba było więc zbierać się do domu.

Ale z jakimi wspaniałymi wspomnieniami wróciliśmy!

 


Podziel się
oceń
0
0


Komentarze do wpisu

Skocz do dodawania komentarzy
  • dodano: 02 sierpnia 2016 13:19

    ok

    autor pisarka4531

    blog: http://www.forum.oeh-fhkufstein.at/?topic=tematy-prac-magisterskich-pedagogika

  • dodano: 24 kwietnia 2009 21:12

    To czekam na kolejne zdjęcia, z kolejnej wycieczki , z nad dalekiej wody.hihiihi..

    Sorry za błąd w poprzednim komentarzu , czasami komputer krzyczy i wtedy poprawiam , ale nie zawsze z głowa.Hehehe..

    Winno być CHÓR !!!
    PA!

    autor Jula

    blog: grafomanka.bloog.pl

  • dodano: 24 kwietnia 2009 18:58

    Jula - dziękuję, a kadzenie to naturze, nie mnie, prawda?
    Niestety nie jestem do końca zadowolona z jakości zdjęć. Brakuje mi filtra UV, ale nie wiem czy na taką cyfrówkę da się takowy założyć. Czasem brakuje mi zwykłej lustrzanki...
    A wycieczki jeszcze będę - my też je lubimy!

    Motylek

    autor mount.hood

    blog: mounthood.bloog.pl

  • dodano: 24 kwietnia 2009 18:52

    Faktycznie widoki cudne.Dołączam sie do tego huru kadzących.hihihi..
    Ja uwielbiam wodę, duże akweny , tak od morza Bałtyckiego i większe.
    Staram się nad nasz Bałtyk w miarę często jezdzić , ale to jednak nie to , jak by się nad nim mieszkało;)
    Uwielbiam takie piesze wycieczki i bardzo się cieszę, że chociaż na Twoim blogu z Twoim przewodnictwem mogłam sobie oczami pochodzić.Hahha PA! Pozdrawiam całą Twoją rodzinę!

    autor Jula

    blog: grafomanka.bloog.pl

  • dodano: 22 kwietnia 2009 17:50

    Trikada - trzeba marzyć, bo marzenia się spełniają!

    Makneta - ślicznie dziękuję za wyróżnienie - tak mi się BARDZO miło zrobiło...

    autor mount.hood

  • dodano: 22 kwietnia 2009 10:27

    Jakie piękne widoki. Fajnie, że macie okazję do takich wycieczek.
    Zapraszam Cię po odbiór wyróżnienia na mojego bloga.
    Pozdrawiam
    Makneta

    autor makneta

    blog: www.mr3.blox.pl

  • dodano: 22 kwietnia 2009 8:29

    Piękne te widoki, aż by się chciało... ,ach rozmarzyłam się.

    autor Trikada

    blog: trikada.blox.pl/html

  • dodano: 21 kwietnia 2009 22:04

    Poziomko droga! Zdjęcia nie oddają tego ogromu, tego piękna oregońskiego wybrzeża. To trzeba obejrzeć, doświadczyć samemu. Po prostu.
    Pewnie kiedyś się w końcu skusisz...

    A tak wogóle to właśnie wrzucam resztę fotek na flickr, to sobie możesz pooglądać.

    Motylek

    autor mount.hood

    blog: mounthood.bloog.pl

  • dodano: 21 kwietnia 2009 21:52

    "W tym lesie i tak nic gorszego ode mnie nie spotakmy"... tfu znów mi się Shrek przyplątał. A swoją drogą strzelanie ze śrutówki ma bardzo dalekosiężne konsekwencje. A te zdjęcia chyba specjalnie zamieściłaś żeby mnie skusić na wycieczkę ku zachodowi.

    autor poziomka--w--miescie

    blog: in-the-meantime.bloog.pl

  • dodano: 21 kwietnia 2009 21:51

    W pobliżu miejsc uczęszczynych przez ludzi nawet nieźle, głębiej w las to już trzeba uważać bo można spotkać misia, kuguara, wilka, jakieś mniejsze pełzacze też. A do tego trzeba uważać na roślinki, bo spotkanie z takim "poison oak" do najprzyjemniejszych nie należy.

    Motylek

    autor mount.hood

    blog: mounthood.bloog.pl

  • dodano: 21 kwietnia 2009 21:40

    A tamtejsze lasy,to jak wyglądają pod względem bezpieczeństwa?
    W sensie żyjątek nieprzyjaznych?!
    Bom ciekaw.

    autor mrdnst

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

Akceptuję regulamin i zobowiązuję się do przestrzegania jego postanowień.

wtorek, 22 sierpnia 2017

Licznik odwiedzin:  0  

Motylek

Motylek:
motylek73@gazeta.pl

Kalendarz

« sierpień »
pn wt śr cz pt sb nd
 010203040506
07080910111213
14151617181920
21222324252627
28293031   

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 481266
Bloog istnieje od: 3948 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl