Pada często, jak to jesienią, ale zdarzają się przejaśnienia.
Każdą słoneczną chwilę skrzętnie wykorzystujemy bądź jadąc do parku albo na plac zabaw, albo po prostu wychodząc do ogródka.
Na zdj.: Stół i krzesła na tarasie, pokryte liściami.
A w ogródku czeka na nas grabienie liści.
Lecą one nieprzerwanie z naszego dębu.
Na zdj.: Nasz dąb w jesiennej krasie.
Jeszcze są w pięknych, żywych barwach, ale już niedługo zimno i plucha zrobią swoje i zostaną tylko nijakie odcienie szarości.
Grabimy, grabimy, a końca tej pracy nie widać. Póki co, jeszcze nam to sprawia przyjemność.
Na zdj.: Trawnik zasłany suchymi liściami.
Większość liści idzie na kompostownik, z części jednak robimy wielką stertę, w którą wskakuje Hultajstwo, zagrzebuje się, wyskakuje - jednym słowem ma wspaniałą zabawę!
Na zdj.: Smyk-Motylek kontempluje stertę suchych liści.
Zieleni w ogródku już niewiele. Te liście, które jeszcze nie opadły, już zmieniły kolor. Jagody już dawno zjedzone, ale za to krzewy cieszą oczy czerwienią liści.
Na zdj.: Krzak jagodowy w czerwieni.
Podobnie jest przed domem. Tam liście zgrabiamy na ulicę. Niedługo przyjadą odpowiednie służby i je zabiorą. Tak jest co roku według harmonogramu ogłaszanego w prasie i telewizji. Miasto podzielono na cztery rejony i co tydzień liście są zbierane w innym rejonie, a potem jest jeszcze druga runda. Aktualnie jedżą po centrum.
Na zdj.: Jesienny dereń.
A liście lecą z drzew nieprzerwanie.
Na zdj.: Czerwone liście derenia.
I jak tu nie kochać jesieni?