








Smyk smacznie spał a my dojechaliśmy do Smith Rock National Park.
Na zdj.: Smith Rock National Park & Crooked River
Smith Rock to miejce narodzin współczesnej amerykańskiej wspinaczki skałkowej. Nawet Hultajstwo spóbowało się powspinać, asekurowane przez tatę.
Na zdj: Hultajstwo na ścianie.
Ale i dla zwykłych śmiertelników, nie przepadających za dyndaniem na linie przy pionowej ścianie jest tu ciekawie. Kilka wspaniałych szlaków, chłodna woda w rzeczce...
Na zdj.: Smith Rock National Park & Crooked River
Pięć lat temu ambitnieprzeszliśmy najtrudniejszym szlakiem. Tym razem ze względu na obecność Hultajstwa, pospacerowaliśmy głównie po płaskim, wzdłuż Crooked River, zwłaszcza, że żar lał się z nieba.
Na zdj.: Smith Rock National Park & Crooked River
W Smith Rock latem są temperatury jak w pobliżu pieca w hucie. Kiedyś byliśmy tu pod koniec października i też było ponad 30 stopni Celcjusza.
Na zdj.: Smith Rock National Park & Crooked River
Znaleźliśmy sobie zacienione miejsce z dojściem do rzeczki i baraszkowaliśmy sw wodzie podziwiając takie widoki jak na zdjęciach powyżej i poniżej. Samo dojście w to miejsce a potem powrót do samochodu w tym upale tak nas wykończyło, że w sumie dobrze, że nie wybraliśmy się na żadną ambitniejszą trasę.
Na zdj.: Smith Rock National Park & Crooked River
A tutaj jeszcze link do bardzo króciutkiego filmiku ze Smith Rock.
c. d. n.
Po powrocie z placu zabaw Hultajstwo najczęściej ląduje prosto w wannie - z powodów oczywistych.
Po kąpieli, ponieważ jeście jest dzień ubieram go w czyste ubranka.
Kiedy nadchodzi pora spania, przebieram go w piżamę.
Pewnego dnia zarządzam ciszę nocną:
- Wkładamy piżamę i idziemy spać!
- Nie, ja cie spać w ublaniu!
- W ubraniu się nie śpi.
- Ja widziałem jak tata spał w ublaniu!
Ja też - kiedy kładł spać Hultajstwo i zasnął szybciej od niego...



Ostatnio przeczytane:
Zagadka Katyliny (Steven Saylor)
Jest rok 63 p.n.e. Gordianus Poszukiwacz, fachowiec, którego dziś nazwalibyśmy prywatnym detektywem, niespodziewanie wchodzi w posiadanie czegoś, o czym marzy każdy Rzymianin: gospodarstwa na wsi. Przyrzekając sobie odciąć się zupełnie od przepełnionego zepsuciem i korupcją Rzymu, przenosi się z rodziną do Etrurii, by wieść życie rolnika.
W tym samym czasie jego wieloletni zleceniodawca Cycero realizuje własne największe marzenie: zwycięża w wyborach na najwyższe stanowisko w hierarchii rzymskiej republiki i zostaje konsulem.
Gordianusowi niedługo dane było się cieszyć wiejską sielanką... Cycero, potrzebując jego pomocy w szpiegowaniu swego przeciwnika, radykała Katyliny, składa mu propozycję nie do odrzucenia. Wir politycznej intrygi wciąga Gordianusa coraz głębiej... aż w końcu, niepewny losu własnego i całej rodziny, nie wie już, komu ofiarować swą lojalność w chwili najcięższej próby w swym życiu.

Kamienie na szaniec (Aleksander Kamiński)
Autor o swojej ksążce:
Opowieść o wspaniałych ideałach braterstwa i służby, o ludziach, którzy potrafią pięknie umierać i pięknie żyć

Rzut Wenus (Steven Saylor)
Rzym, rok 56 p.n.e. Dwaj niezwykli goście - poseł egipski w towarzystwie kapłana-eunucha - odwiedzają Gordianusa, poszukiwacza, którego specjalnością jest prowadzenie dochodzeń w sprawach morderstw. Tym razem jednak chodzi o coś, czego ten znany czytelnikom z poprzednich powieści cyklu ""Roma sub rosa"" (Rzymska krew, Ramiona Nemezis, Zagadka Katyliny) detektyw zapewnić im nie może.






Wiadomo, że dzieci szybko rosną.
Oznacza to między innymi nową kurtkę zimową co roku.
Na ten sezon Smyk ma aż dwie nowe kurtki: jedną dostał w spadku po synku znajomych, drugą kupiłam mu na garage sale.
Oczywiście są w innych kolorach niż te dotychczasowe, więc stare czapki nie bardzo do nich pasują.
Ponieważ jedna z nich jest żółta, a do tego nowa wiatrówka, choć ciemno-niebieska ma żółte wykończenia, postanowiłam zrobić Smykowi żółtą czapkę na tę zimę.
Niestety w przypadku czapek dla chłopców nie ma takiego bogactwa wzorów i fasonów jak w przypadku czapek dla dziewczynek.
Nie chciało mi się zbytnio kombinować, wszak było upalnie - czapkę robiłam w lipcu.
Powstała zupełnie prosta czapka zrobiona dżersejem, z podwójnym ściągaczem a jedynym ozdobnikiem są trzy dzwoneczki na trzech rogach wieńczących czapę.

Na zdj.: Żółta czapka z dzwoneczkami.
To te dzwoneczki właśnie sprawiły, że niemal nie mogłam ich doszyć do końca bo już mi Hultajswo wyrywał czapkę z ręki i wpychał na głowę a potem chodził w niej po domu mimo trzydziestostopniowych upałów.

Na zdj.: Smyk w nowej czapce.
Udało mi się w końcu czapkę skonfiskować.
Teraz czeka na nadejście chłodniejszych dni na najwyższej półce, tam, gdzie nie dosięgniej jej Smyk.

Na zdj.: Zbliżenie dzwoneczka.
Czapka jest zrobiona z włóczki Premier Yarns Serenity Worsted Weight (180m/100 gr) na drutach 3 i 3.5 mm. Zużyłam około pół motka.
Dzwoneczki - to te bożonarodzeniowe...

Na zdj.: Czapka z dzwoneczkami - widok z góry.
Teraz już mi się Hultajstwo nie zgubi na spacerze...
Smyk ma ostatnio fazę na koniki.
Zabawki-koniki.
Wracając z zakupów zatrzymałam się na jakiejś garage sale i kupiłam mu dwie figurki: brązowego z plastiku oraz jabłkowitego z porcelitu.
Jak łatwo się można domyślić ten drugi stracił dwie nogi i ucho w ciągu pierwszych piętnastu minut pobytu w naszym domu, uszkadzając przy okazji naszą pięknie odnowioną podłogę.
Smykowi żal było bardzo konika, ale postanowiliśmy z mężem go jednak nie sklejać, żeby oszczędzić resztę podłogi.
Przy okazji miała miejsce pogadanka na temat odporności różnych materiałów na rzucanie i upuszczanie. W skrócie: szkło potłuc łatwo, plastik nieco trudniej, acz jest to możliwe (a w wykonaniu Hultajstwa nawet bardzo prawdopodobne).
Kilka godzin później Hultajstwo szalejąc po domu upadł. Pytam czy bardzo się potłukł, na co rezolutny Szkrab odpowiada:
- Ja nie potukłem się. - Chwilę myśli i pyta:
- Ja jeciem plastiku?
Smyk snuje się po domu wieczorową porą.
Zagaduje, że chce cukierka, ale spotyka się z odmową - już jest po kąpieli i myciu zębów.
W końcu opierając się o framugę drzwi mówi:
- Ja cie coś zjeść zieby ja nie umzieła...

Lato, to tu gdzie mieszkam czas garage/yard sales.
Kiedy tylko przestaje w Oregonie padać, już wiosną co niecierpliwsi przeglądają domy i pozbywają się swoich śmieci.
Wiadomo wszak, że to co dla jednych wydaje się bezużytecznym śmieciem, w oczach innych jawi się jako najbardziej poszukiwany skarb.
W większości przypadków rzeczy oferowane na tych wyprzedażach to rzeczywiście śmieci, ale czasem uda się znaleźć coś ciekawego.
Tego lata uzupełniłam swoje i tak już niemałe robótkowe zapasy o kilka „zdobyczy", szczególnie jeśli chodzi o haft.
Najpierw kupiłam za 8 dolarów całą reklamówkę muliny. Po wysypaniu zawartości na dywan wyglądało to dość beznadziejnie:
Na zdj.: Kłębowisko muliny - zawartość reklamówki.
Ale po krótkiej zabawie udało się wyodrębnić całkiem sporo bo 200 nienapoczętych motków mulinki. Wiele z kolorów jest po kilka moteczków, czyli, że będzie ich można użyć do większych projektów. Sporo było też mulinki nawiniętej na kartoniki, bez opisów wprawdzie, ale mi to absolutnie nie przeszkadza.
Pozostał jeszcze wielki nierozsupłany węzeł gordyjski. Spoczywa sobie na dnie szafy - jakoś nie mam serca go wyrzucić.
Co jakiś czas, w przypływie natchnienia łapię za jakąś wystającą nitkę, ciągnę i nawijam na kartonik.
Na zdj.: Nienapoczęte mulinki ułożone wg kolorów.
Na innej wyprzedaży kupiłam sporo kanwy w różnych kolorach i jeszcze trochę mulinki - powstaje już z nich jeden projekt, ale musi zaczekać z prezentacją aż go ukończę.
Kolejna wyprzedaż - całe pudełko po butach bawełny, takiej grubszej, jak na akcesoria kuchenne - też za dolara.
Na zdj.: Bawełna kupiona na garage sale.
Dołączyła ona do wcześniej zakupionych motków, z których zrobiłam podkładki-kwiatki (prezentowane tutaj).
Mam już kilka pomysłów na zagospodarowanie tej bawełny podczas słotnych jesienno-zimowych wieczorów.
Staram się już nie kupować włóczek do robienia na drutach, bo mam całkiem spory własny zapas, ale czasem po prostu nie można nie kupić. No bo jak nie kupić 0.8 kg mieszanki wełny z nylonem (95/5%) za 1 dolara? No jak przejść obojętnie obok, zwłaszcza, że jest to taki piękny cieniutki granat?
W kwestii materiałów do robótkowania jestem zatem do zimy przygotowana odpowiednio.
Jedyną rzeczą, której może się okazać mam niewystarczająco to... czas.
Kiedyś na garage sale kupiłam Smykowi niewielką gumową pszczółkę, postać z "Filmu o pszczołach" (Adama, dla tych którzy film kojarzą).
Smyk był zachwycony i przez jakiś czas z zabawką się nie rozstawał ani na chwilę. Później jakby mu nieco przeszło.
Pewnego poranka dojeżdżamy już do przedszkola kiedy Smyk nagle stwierdza:
- Cie póke!
- Co chcesz?
- Póke!
- Półkę?
- Nie! Póke!!!
Za nic nie mogliśmy się dogadać o co dziecku chodzi, polały się łzy, niestety nie wpłynęły one na polepszenie mojej domyślności.
Dopiero po jakimś czasie wpadłam na to, że chodziło o pszczółkę...
Ale zbitki „psz" , „sp" i „sm" są póki co poza możliwościami wymowy Hultajstwa.
Stąd póka (pszczółka), pać (spać), pok (smok) itp.

Po lipcowym remoncie wprowadziliśmy kilka niewielkich zmian, między innymi odtwarzacze DVD/VHS przenieśliśmy na niższą półkę, na wysokość wzroku Smyka i w zasięgu jego rączek.
Teraz po każdym seansie bajkowym Smyk podchodzi do odtwarzacza i sam go wyłącza. Ponieważ nie zawsze pamięta, który przycisk ma przycisnąć w którym sprzęcie, lekko dotyka każdego po kolei pytając „Ten?"
Podłączanie kabelków wzbudziło żywe zainteresowanie Hultajstwa, wyjaśniliśmy mu w prosty sposób o co chodzi.
Kilka tygodni później Smyk bawił się w kuchni kiedy ja gotowałam obiad.
Ustawił na stole tarkę do jarzyn i w większe otworki zaczął wciskać części robota kuchennego (końcówki do ubijania piany).
Na zdj.: Smyk-kostruktor przy pracy.
W końcu z dumą zaprezentował dzieło hultajskiej myśli technicznej:
- Pac mama!
- Co robisz?
- Ja łąciam kabeje zieby tu moźna bajke oglądać!
Na zdj.: Odtwarzacz konstrukcji Smyka.
Osobom będącym na bakier z techniką, elektroniką czy dziedzinami pokrewnymi wyjaśniam, że zdjęcie powyżej przedstawia telewizor z podłączonymi kabelkami od DVD/magnetowidu i teraz dzięki naszemu dziecku możemy oglądać bajki także w kuchni.
Tata wychodząc z domu z zamiarem podlania ogródka wkłada na głowę czapkę bejzbolówkę.
Smyk spogląda na tatę i woła z zachwytem:
- Jaki Ty mas pięęękny kapelus!


Czy ja już wspominałam o tym,że od jakiegoś czasu Smyk już nie mówi Syzyś?
W końcu nauczył się mówić Ksyś.
Bawiąc się w parku, dzieci naszych polskich znajomych wołają na Smyka Krzyś, a anglojęzyczne dzieciaki podłapują i wołają Ksiś. Wymówienie poprawnie imienia Krzyś przekracza możliwości... chyba wszelkich nacji poza Słowianami...
Ponadto Smyk nauczył się w końcu mówić cielwony - dotąd kolor czerwony to był kejwony.
Nadal Hultajstwo nie rozróżnia formy męskiej od żeńskiej używając tej ostatniej mówiąc o sobie.
Dodaje też często niewłaściwe końcówki do czasowników i rzeczowników zapewniając nam niezłą rozrywkę.
Poprawiamy i pozostaje nam jedynie nadzieja, że w końcu załapie poprawne formy.


Ostatnio przeczytane:
Trudny trup (Joanna Chmielewska)
Fragment powieści: "Co najmniej przez kilka miesięcy szukałam trupa. Nie rozkopywałam grobów i ugorów, nie zwiedzałam kostnic, starych piwnic ani śmietników, nie gmerałam w gliniankach. Szukałam we własnym umyśle i w ludzkich plotkach, także w mediach, prezentujących wydarzenia okropne i krwawe w taki sposób, żeby przypadkiem jakieś niewłaściwe tajemnice nie wyszły na jaw. (...) Trupa żądała ode mnie Martusia."

Walka o ogień (Joseph Henri Rosny)
Spokojne życie pewnego plemienia zostaje przerwane wypadkiem w wyniku którego gaśnie przechowywany przez nich ogień. Trzech młodych wojowników wyrusza na poszukiwanie nowego ognia, przemierzając sawannę, spotykając prehistoryczne stworzenia i inne plemiona, np. plemię kanibali ... Akcja powieści toczy się na tle dzikiej i bujnej przyrody. W olbrzymich gajach i na rozległych sawannach żyją gromadki pierwotnych ludzi, którym w każdej chwili, zwłaszcza w porze nocnej, zagrażają różne niebezpieczeństwa, szczególnie ze strony potężnych, dzikich zwierząt: mamutów, tygrysów, lwów, niedźwiedzi jaskiniowych.
Na podstawie tej powieści nakręcono w 1981 roku film pod tym samym tytułem.
Ramiona Nemezis (Steven Saylor)
Rzym, rok 72 p.n.e. Powstanie niewolników pod wodzą Spartakusa w fazie kulminacyjnej. W eleganckiej willi nad morzem ginie z ręki mordercy bogaty Rzymianin, poszlaki obciążają dwóch zbiegłych niewolników. Gordianus Poszukiwacz - rzymski pierwowzór prywatnego detektywa z czarnych kryminałów Chandlera i Archera - usiłuje dojść prawdy, tocząc walkę z nieubłaganym czasem i niebezpiecznymi ludźmi. Jeśli mu się nie uda, zginie stu niewolników...

Rzeźnia Numer Pięć (Kurt Vonnegut)
Nota wydawcy: "Rzeźnia numer pięć w zamyśle autora miała być jego pierwszą książką. A jednak Vonnegut potrzebował dystansu lat, a także doświadczenia wynikającego z publikacji czterech wcześniejszych powieści, by wreszcie przelać na papier swe doświadczenia z czasów, kiedy jako jeniec wojenny był świadkiem bombardowania Drezna. W rezultacie powstała książka uchodząca za jedną z najwybitniejszych amerykańskich powieści antywojennych; książka o pisarzu, który nie potrafił wymazać z pamięci wspomnień z czasów wojny, chociaż z racji swojego zawodu od lat zajmuje się tworzeniem fikcji; książka silnie autobiograficzna, mieszająca dokument z science fiction, pełna trupów i gwałtu, oskarżeń i egzorcyzmów, panicznego strachu i miłości; wreszcie - mówiąc słowami autora - książka "krótka i popaprana, bo o masakrze nie sposób powiedzieć nic inteligentnego".

Niedawno Smyk zaczłą pchać paluchy do buzi.
Nie jest to obgryzanie w dosłownym znaczeniu tego słowa, ale widzę, że intryguje go zabawa paznokcie + zęby, zwłaszcza powstające przy tym odgłosy.
Martwi mnie to.
Jako dziecko obgryzałam paznokcie i do teraz często pcham paluchy do buzi np. przy czytaniu.
Kiedy mówię Smykowi, żeby tak nie robił, odpowiada mi na to, że ja też tak robię.
No wiem! I wiem też jak trudno się od tego odzwyczaić i dlatego nie chcę, żeby On do tego prztywykł!



Bawiąc się z wnuczką sąsiadów, Smyk tak się rozbrykał, że z radości chciał sobie podyndać na gałęzi drzewa rosnącego przed domem sąsiadów.
Drzewko młode jeszcze, gałązki ma lichutkie i Hultajstwo złamał tę, na której się zawiesił.
Niestety widziała to wnuczka sąsiadów i niezwłocznie nakablowała i mi i sąsiadowi.
Dobrze, że Smyk ma u niego szczególne względy, więc skończyło się jedynie na stwierdzeniu faktu.


Korzystając z chwilowego ochłodzenia (tzn. temperatury zaczynające się od dwójki a nie od trójki czyt czwórki) zabrałam się za porządki przed domem.
Kiedy ja plewiłam, przycinałam, sadziłam i podlewałam, Smyk bawił się z wnuczką sąsiada (sąsiad naprawiał coś tamw swoim RV).
Dzeciaki świetnie się bawiły i tak zeszło nam na miłych każdemu zajęciach ponad dwie godziny. W końcu stwierdziłam, że trzeba potomka zagnać do domu i nakarmić zanim ssanie w żołądku przełoży się na jego marudzenie.
Tak też zrobiliśmy. Po zjedzeniu dwóch miseczek zupy pomidorowej, kiedy ja jeszcze kontemplowałam pyszną herbatkę, Hultajstwo udał się do kuchni sam i po chwili usłyszałam szuranie krzesła.
Pomyślałam, że pewnie znowu ciągnie krzesło do pralki, żeby po nim dostać się do szafki z detergentami i bawć się proszkiem do prania (tzn. przesypywać i rozsypywać).
Ale nagle zrobiło się dziwnie cicho. Za cicho, jakby nikogo w kuchni nie było.
Idę sprawdzić co się dzieje.
Smyk przyciągnął krzesło, ale do drzwi z kuchni do garażu. Po owtorzeniu tychże, stojąc na krześle był w stanie dosięgnąć do przycisku otwierania właściwych drzwi garażowych (na zawnątrz). Ponieważ poziom garażu jest o dwa stopnie niżej niż poziom domu, normalnie nie jest w stanie sam dosięgnąć do włącznika i ja go podnoszę kiedy bardzo chce włączyć/wyłączyć drzwi.
Otworzył garaż i kiedy tam dotarłam znikał już za rogiem domu sąsiada.
W skarpetkch, bo kto by sobie zawracał głowę zakładaniem butów, prawda?
Zamek w drzwiach z kuchni do garażu już od dawna nie stanowi dla mojego dziecka żadnej zapory, więc zamykanie drzwi na klucz n a nic się nie zda ...



W przedszkolu jakieś dzieci obchodziły swoje urodziny.
Tego dnia po południu Smyk oświadcza mi, że też chce mieć urodziny.
Tłumaczę mu jak to z tymi urodzinami jest ale On obstaje przy swoim i do tego żąda tolcika urodzinowego.
Ponieważ miałam zakamuflowane w spiżarce takie małe żelkowe ciasteczka przypominające torciki, dałam trzy dziecku.
Smyk ułożył je na stole, zdmuchnął na każdym z nich wyimaginowaną świeczkę (lub świeczki), odśpiewaliśmy Happy Birthday i torciki zostały spałaszowane.
Po chwili Hultajstwo ponownie zażądało tolcików i cała sytuacja (ze śpiewaniem i dmuchaniem świeczek) powtórzyła się.
I jeszcze raz .

Późny wieczór. Smyk chodzi po domu i celowo się wywraca. Pytam:
- Synku, co Ci?
- Ja jeśtem baldzio, baldzio, baldzio, baldzio, BALDZIO męciony.






niedziela, 21 marca 2010
Licznik odwiedzin: 95638

Motylek:
motylek73@gazeta.pl
| « marzec » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 |
| 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 |
| 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 |
| 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 |
| 29 | 30 | 31 | ||||
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: