Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Lista książek, które każdy powinien przeczytać (według BBC)

piątek, 10 października 2008 20:05

Pod koniec września natrafiłam na listę  100 książek, które każdy powinien przeczytać. 

Lista została opracowana przez BBC a w moje oczy trafiła na blogu Truscaveczki, która z kolei ściągnęła ją z blogu Agaty.

Niestety na liście nie ma polskich tytułów.

Zaproponowałam nawet Truscaveczce utworzenie polskiej listy, ale potem sobie to przemyślałam w domciu i proponuję utworzenie polskiego dodatku do listy już istniejącej, obejmującej wszak pewien kanon literatury.

Na dobry początek zamieszczam kilka tytułów, wartych przeczytania moim zdaniem. Pobawmy się razem: proszę podajcie w komentarzach propozycje a ja będę sukcesywnie dopisywać do listy. Kiedy osiągnie ona jakieś 20-30 tytułow, będzie ją można puścić w świat na zasadzie listy BBC. Co wy na to?

 

Na dobry początek zamieszczam kilka tytułów do polskiego dodatku do listy BBC:

1. Saga o Wiedźminie - Andrzej Sapkowski

2. Tam, gdzie spadają anioły - Dorota Terakowska

3. Madame - Antoni Libera

4. Samotność w sieci - Janusz L. Wiśniewski

 

A oto i lista BBC wraz z dołączoną do niej intrukcjł obsługi:

1. Pogrub te tytuły, które przeczytałeś/-łaś.

2. Użyj kursywy przy tych, które masz zamiar przeczytać.

3. Podkreśl te książki, które kochasz/uwielbiasz/bardzo lubisz.

4. Wykreśl te tytuły, których nie masz zamiaru czytać, albo byłaś/-łeś zmuszona/-y przeczytać za czasów szkolnych i je znienawidziłaś/-łeś.

5. Umieść to na blogu.

 

Lista jest częściowo po angielsku, ale w miarę możliwości czasowych przetłumaczę pozostałe tytuły.

 

No to bez żadnego oszukiwania:

 

1. Duma i uprzedzenie - Jane Austen

2. Władca pierścieni - JRR Tolkien 

3. Jane Eyre - Charlotte Bronte

4. Seria o Harrym Potterze - JK Rowling

5. Zabić Drozda - Harper Lee

6. Biblia

7. Wichrowe Wzgórza - Emily Bronte

8. 1984 - George Orwell

9. Mroczne materie - Philip Pullman

10. Wielkie nadzieje - Charles Dickens

11. Małe kobietki - Louisa M Alcott

12. Tess D'Ubervilles - Thomas Hardy

13. Paragraf 22 - Joseph Heller

14. Dzieła wszystkie Szekspira (wszystkich nie przeczytałam, ale całkiem sporo)

15. Rebecca - Daphne Du Maurier

16. Hobbit, czyli tam i z powrotem - JRR Tolkien -

17. Birdsong - Sebastian Faulks

18. Buszujący w zbożu - JD Salinger

19. Żona podróżnika w czasie - Audrey Niffenegger

20. Miasteczko Middlemarch - George Eliot

21. Przeminęło z wiatrem - Margaret Mitchell

22. Wielki Gatsby - F Scott Fitzgerald

23. Samotnia - Charles Dickens

24. Wojna i pokój - Leo Tolstoy

25. Autostopem przez Galaktykę - Douglas Adams

26. Znowu w Brideshead - Evelyn Waugh

27. Zbrodnia i Kara - Fyodor Dostoyevsky 

28. Grona gniewu - John Steinbeck

29. Alicja w Krainie Czarów - Lewis Carroll

30. O czym szumią wierzby - Kenneth Grahame

31. Anna Karenina - Leo Tolstoy

32. David Copperfield - Charles Dickens - 

33. Opowieści z Narnii - CS Lewis

34. Emma - Jane Austen

35. Perswazje - Jane Austen

36. Lew, czarownica i stara szafa - CS Lewis

37. Chłopiec z latawcem - Khaled Hosseini

38. Kaptan Corelli - Louis De Bernieres

39. Wyznania Gejszy - Arthur Golden

40. Kubuś Puchatek - AA Milne

41. Folwark Zwierzęcy - George Orwell

42. Kod Leonarda  Da Vinci - Dan Brown - 

43. Sto lat samotności - Gabriel Garcia Marquez 

44. Modlitwa za Owena - John Irving

45. The Woman in White - Wilkie Collins

46. Ania z Zielonego Wzgórza - LM Montgomery

47. Z dala od zgiełku - Thomas Hardy

48. Opowieść podręcznej - Margaret Atwood

49. Władca Much- William Golding

50. Pokuta - Ian McEwan

51. Życie Pi - Yann Martel

52. Diuna - Frank Herbert 

53. Cold Comfort Farm - Stella Gibbons

54. Rozważna i Romantyczna - Jane Austen

55. A Suitable Boy - Vikram Seth

56. The Shadow of the Wind - Carlos Ruiz Zafon 

57. Opowieść o dwóch miastach - Charles Dickens

58. Nowy wspaniały świat - Aldous Huxley

59. The Curious Incident of the Dog in the Night-time - Mark Haddon

60. Miłość w czasach zarazy - Gabriel Garcia Marquez

61. Myszy i ludzie - John Steinbeck

62. Lolita - Vladimir Nabokov

63. Tajemna historia - Donna Tartt

64. The Lovely Bones - Alice Sebold

65. Hrabia Monte Cristo - Alexandre Dumas

66. W drodze - Jack Kerouac

67. Juda nieznany - Thomas Hardy

68. Dziennik Bridget Jones - Helen Fielding

69. Dzieci północy - Salman Rushdie

70. Moby Dick - Herman Melville 

71. Oliver Twist - Charles Dickens

72. Dracula - Bram Stoker

73. Tajemniczy Ogród - Frances Hodgson Burnett

74. Zapiski z małej wyspy - Bill Bryson 

75. Ulisses - James Joyce 

76. Szklany Klosz - Sylvia Plath

77. Jaskółki i Amazonki- Arthur Ransome

78. Germinal - Emile Zola

79. Targowisko Próżności - William Makepeace Thackeray

80. Possession - AS Byatt

81. Opowieść Wigilijna - Charles Dickens

82. Atlas chmur - David Mitchell

83. Kolor purpury - Alice Walker

84. Okruchy dnia (też: U schyłku dnia) - Kazuo Ishiguro

85. Pani Bovary - Gustave Flaubert

86. A Fine Balance - Rohinton Mistry

87. Charlotte's Web - EB White

88. The Five People You Meet In Heaven - Mitch Albom

89. Przygody Sherlocka Holmesa - Sir Arthur Conan Doyle

90. The Faraway Tree Collection - Enid Blyton

91. Jądro ciemności - Joseph Conrad

92. Mały Książe - Antoine De Saint-Exupery

93. Fabryka os - Iain Banks

94. Wodnikowe wzgórze - Richard Adams

95. Sprzysiężenie osłów - John Kennedy Toole

96. Miasteczko jak Alice Springs - Nevil Shute

97. Trzej Muszkieterowie - Alexandre Dumas

98. Hamlet - William Shakespeare

99. Charlie i fabryka czekolady - Roald Dahl

100. Nędznicy - Victor Hugo 

 

Nie wiem czym się kierowały osobę przygotowujące tę listę - ja bym kilka tytułów podmieniła na inne, ale widać nie znam się.

Przeczytałam 39 ze 100 wymienionych powyżej książek. To dużo czy mało?

 

komentarze (13) | dodaj komentarz

Smykowe mini rozmówki

piątek, 10 października 2008 17:42

Hultajstwo zauważa czerwone światło i woła:

- See! (Widzę.)
- A co widzisz, światło?, upewniam się.
- Yeah! (Tak!)
- A jaki to kolor?, ciągnę temat.
- Taki! rezolutnie odpowiada mi moje dziecko.

komentarze (5) | dodaj komentarz

W czasie deszczu dzieci się nudzą

środa, 08 października 2008 22:00

Otóż nie zawsze i nie wszystkie dzieci.
Niektóre czasami ulitują się nad biednymi rodzicami i wykażą się inwencją, nie demolując przy tym domu.

W miniony piątek Hultajstwo zabawiało się między innymi pływając łodzią własnej konstrukcji po głębinach salonowego oceanu:


(Przestawiła mi się data w aparacie kilka lat do tyłu, więc ją musiałam wyretuszować.)

Jak widać nawet wiosło sobie znalazł! I towarzystwo, żeby nie czuć się samotnym w tej podróży po bezkresach oceanu...

Kiedy już dopłynął do celu, przesiadł się do pociągu, także własnej konstrukcji:



Ta czerwona niteczka, to wstążka od balonika (kupionego bez żadnej okazji, po prostu Hultajstwo nie przepuści żadnemu balonikowi przyuważonemu w sklepie) - to dym z komina lokomotywy.
Smyk w roli maszynisty, a  mama została zaproszona w roli pasażera oraz gwizdka do wydawania dźwięków typu Du duuuu!


*                *               *

A na koniec obiecana wcześniej zagadka z cyklu: Co to jest?

Ze znalezionych w szufladzie korkociąga i niteczki izolacyjnej (odpowiednik dawnych pakuł do uszczelniania), Smyk skonstruował sobie zabawkę do zabawy, której ostatnio namiętnie oddaje się w przerwach pomiędzy żeglowaniem, podróżowaniem pociągiem i słuchaniem bajek czytanych przez mamę:



Co to za zabawka?

Na odpowiedzi czekam do poniedziałku.



komentarze (8) | dodaj komentarz

Ze słownika Smyka

wtorek, 07 października 2008 20:20

Wpływ przedszkola na słownictwo Smyka jest ogromny. Ostatnio Hultajstwo namiętnie rozkoszuje się poleceniem: Wash hands!  (Myjemy rączki!) co  w jego wykonaniu brzmi jak Łoś hens. 

Inna, równie często używana fraza to: My turn!  (Moja kolej.) w ustach Smyka: majtyn - jakoś tak z majtami mi się kojarzy.

Kiedy Smyk chce czegoś dotknąć a nie może dosięgnąć i życzy sobie, żeby go podnieść mówi Touch (Dotknąć) - co brzmi jak Tać. Ostatnio zażyczył sobe tak pomacać lampę, więc miałam 15 kilogramową sztangę do podnoszenia.

Wyjaśniło się także co to jest sisia (kiedyś mąż dzwonił do mnie do sklepu, żeby zapytać o co może dziecku chodzić, bo powtarzał sisia i ryczał nierozumiany przez rodziciela). Otóż sisia to nic innego jak buty, od angielskiego shoes. Taaak...

Ale absolutnym przebojem są ostatnio kolory. 
Smyk nauczony rozpoznawać kolory po polsku pewnego dnia wskazał paluszkiem właśnie wydalone pozostałości przemiany materii i stwierdził: Green poopy! (Zielona kupa!) - no rzeczywiście była zielona... 
W jedno popołudnie zapamiętał angielskie nazwy kolorów i teraz ja  używam nazw polskich, a On angielskich.
I nawet usiłuje mówić orange (pomarańczowy/pomarańcza) zamiast dotychczasowego ink

Ale i po polsku stara się mówić. Najlepiej wychodzą mu: Chodź! i Idź!  (Choć! Ić!) Choć, choć, choć! Woła do taty, żeby szedł się z nim bawić. Mama ić papa! Mamo idź sobie (żebyś nie widziała co właśnie chcę zbroić). Naiwny! Myśli, że jak mama nie widzi to nie wie! Jak by mama po tym błysku w oku nie wiedziała, że coś się święci.

Wiele wyrazów ciągle jeszcze jest za trudnych dla Hultajstwa,więc radzi sobie jak może: Pewnego dnia jeździł po domu na rowerku w kasku. Nie potrafił sam ściągnąć zapiętego pod brodą kasu, szarpie więc za pasek i woła: Bez to!

Rano, po przebudzeniu Smyk chciałby jeszcze troszkę poleżeć w ciemności i podrzemać, więc wskazując zasłony woła Baka thisa! - Zasłoń okno!

Bo baka znyczy tyle co zamknąć, np. Baka dłi. - Zamknij drzwi.

Oczywiście w słowniku Smyka ważne miejsce znajdują zwierzątka, np. a daja (kaczka) oraz giś (gęś).

Niedawno oglądaliśmy bajeczki o Misiu Uszatku. Po pierwszym odcinku Hultajstwo nagle oświadcza:

- A more, a łana more, a maniu, a baka, a psio! (Jeszcze! Jeszcze jedna bajka a potem idziemy się myć, poczytamy książeczki i idziemy spać.) 

Ciekawe od kogo to podłapał?
I tak po KAŻDYM odcinku, a jest ich kilkanaście. I wcale mu nie przeszkadzało, że do pory spania były jeszcze jakieś 2-3 godziny.

A wieczorem, w łazience ni z tego ni z owego stwierdził: Ty gapo! (to też z Uszatka).
 

komentarze (7) | dodaj komentarz

Dziana Mafia

poniedziałek, 06 października 2008 21:42

W wirtualnym świecie robótkowym ta nazwa jest już dość dobrze znana, ale ponieważ zaglądają tu też osoby nie mające za wiele do czynienia z drutami, szydełkami i innymi tajemniczymi narzędziami tego typu, mam nadzieję, że dzięki temu wpisowi zajrzą na stronę:


Dziana Mafia to nie tylko galeria rękodzielnicza, to prawdziwa rękodzielnicza rodzina, gromadząca ludzi z całej Polski. Jak widać nawet poza jej granicami idea ta ma cichych kibiców. 

Sklep działa już pełną parą, pierwsi klienci cieszą się już dokonanymi zakupami. 
Może i Ty zajrzysz czytelniku? A może by tak jakieś zakupy? 
W Dzianej Mafii znajdziecie wszelkie dzieła stworzone przy pomocy technik dziewiarskich, począwszy od skarpetek, poprzez wystój wnętrz, a skończywszy na zabawkach.




To się w głowie nie mieści! To prawdziwa dziewiarska mafia!


Niedawno zespół Dzianej Mafii ogłosił konkurs:

MÓJ WYMARZONY SWETER


Warunki udziału: 
1. Pierwszy etap 
- narysować sweter o jakim się marzy, projekt musi być oryginalny, nieskopiowany z istniejących projektów 
- nadesłać do dnia 31 października, do godziny 00;00 na adres:

 

dzianamafia@gmail.com 

2. Drugi etap:
- jury w podanym wkrótce składzie oceni prace i wybierze 4 zwycięzców.

 

Nagroda pierwsza - sweter wykonany przez Mafię  według projektu zwycięzcy
Nagroda druga - 100zł zniżki na zakupy w sklepie Mafii,
Nagroda trzecia - 80zł zniżki
Nagroda czwarta - 50zł zniżki
Zastrzegamy inny podział nagród


W konkursie nie mogą uczestniczyć członkowie rodziny Mafii.

Informacje odnośnie tego konkursu skopiowałam z blogu Bag Lady, można też o nim przeczytać na stronie Dzianej Mafii tutaj.

komentarze (3) | dodaj komentarz

Pasta do zębów

poniedziałek, 06 października 2008 20:22

Ja w pokoju, usiłuję coś tam jeszcze skończyć przed planowanym wyjściem na basen ze Smykiem, a dziecko zajmuje się samo sobą, czyli tapla się w umywalce w łazience (stojąc na stołeczku).

Skończyłam, idę ocenić straty - w sumie niewielkie, tylko trzeba przebrać Hultajstwo w suche rzeczy.
Spuściłam wodę z umywalki i poszłam po suche rzeczy. 

Po powrocie zastaję Smyka z moją szczoteczką do zębów w ręce, a na szczoteczce wyciśnięta pasta do zębów. Hultajstwo podaje mi szczoteczkę i jak potrafi nakazuje umycie zębów, tłumacząc, że mam je potem wypłukać i brudną wodę wypluć do umywalki. 

Tak ze 3 albo 4 razy to wszystko mi powtórzył, pewnie, żebym dobrze zrozumiała i niczego nie pominęła, i np. nie połknęła wody po wypłukaniu zębów (jak to się Smykowi zdarza).

komentarze (6) | dodaj komentarz

Wygrałam!

piątek, 03 października 2008 21:01

Niedawno, 15 września, blogowi Splocika  stuknęł a trójeczka. 

Z tej okazjij Splocik ogłosiła konkurs - należało zgadnąć ile wykaże licznik w rocznicowym dniu. Żeby było trudniej, to licznik jest normalnie ukryty, więc trzeba było strzelać!

Początkowo miałam nie brać w konkursie udziału, bo wstyd się przynać, ale nie wiedziałam jak zrobić zrzut ekranu (na mojej klawiaturze nie ma odpowiednigo klawisza) poza tym źle spojrzałam na kalendarz i byłam przekonana, że zrzutu ekranu należy dokonać w niedzielę a mój domowy komputer był już zepsuty, więc i tak nic z tego.

Drugie się wyjaśniło, rocznica wypadała w poniedziałek, nie w niedzielę. A z pierwszym jakoś sobie poradziłam.

Teraz zostało jedynie zgadnąć jak też może wyglądać ta cyferka.

Postanowiłam być dowcipna i  posłałam taki typ:

654321

I wygrałam! Strzeliłam najblliżej!

A wczoraj pojechaliśmy ze Smykiem na pocztę odebrać nagrodę - niespodziankę.

Nagrodę odebrał z rąk pana w okienku Smyk i nie puścił koperty aż doszliśmy do samochodu. I pewnie wogóle by mi jej nie oddał, gdyby nie to, że nie mógł sobie sam poradzić z otwarciem. Nie wiem, które z nas pierwsze zajrzało do środka, ale oboje równie głośno zawołaliśmy Ooooo!, kiedy naszym oczom ukazała się zawartość:


Przód igielnika


Tył igielnika

To własnoręcznie, pięknie wyhaftowany przez Splocika igielnik z motylkami! 
Na dodatek zamykany na guziczek, żeby utrudnić Smykowi dostęp do igiełek.
Piękny, prawda?

Do nagrody dołączony był też bardzo serdeczny, pełen ciepłych słów list oraz upominek dla Hultajstwa, na widok którego oczy zajaśniały mu nieziemskim blaskiem:


Kolorowanka dla Smyka

Taka nagroda lepsza od wygranej w totka!

Dziękuję Splociku!
serce

komentarze (12) | dodaj komentarz

Ogródkowe łasuchy

czwartek, 02 października 2008 19:42

Mglisty poranek. 
Odsunęłam firankę w oknie kuchennym, żeby sprawdzić ile na termometrze stopni. 
Przy okazji chciałam kolejny raz nacieszyć oczy widokiem kwiatków na rabatce pod oknem. Patrzę i uśmiecham się do swoich myśli,  kiedy coś przyciągnęło  moją uwagę. 

A cóż to do licha?

Wygląda na to, że nie tylko mnie podobają się żółte dalie, choć zapewne im z innego powodu:







Chyba muszę rozsypać kolejną porcję karmy dla ślimaków...

*               *               *

A w ogródku powoli robi się jesień. 
Od dzisiaj ma już padać na dobre, temperatura też spadła dość drastycznie.

Na grządce jeszcze można znaleźć pojedyncze truskawki, ale już ich niewiele:


Powinowaci Poziomki (ci z prowincji)

W zeszłym tygodniu zabrałam się za jesienne porządki. 

Szkoda mi było wyrywać nasturcje i nagietki, ale w towarzystwie Hultajstwa wszystkie prace zabierają mi o wiele więcej czasu niż normalnie, więc pewne rzeczy chciałam zrobić zanim zacznie padać, żeby nie babrać się potem w błocie.

Dwa popołudnia zabrało mi wyrwanie nagietków, nasturcji i aksamitek z dwóch rabatek. Wcale nie było aż tyle do wyrywania - po prostu na tyle pozwoliło mi dziecko.
Kolejny dzień poświęciłam na wykopanie cebulek tulipanów, narcyzów i mieczyków - te ostatnie porozdzielałam. Wszystkie cebulki posadziłam na nowo. Sporo zostało, więc obdarowałam nimi koleżankę.

Smyk dzielnie kopał a to dużą łopatą, a to małą łopatką, a to swoją plastikową do piaskownicy. Grabił też i sadził tulipany. Najbardziej podobało mu się zdzieranie suchej skorupki z cebulek. Kiedy już cała cebulka była biała, podtykał mi ją pod nos i oświadczał, że to pąk - kiedyś oglądaliśmy róże i tłumaczyłam mu co to  jest pąk, i dlaczego nie wolno go niszczyć i tak mu się skojarzyło.

Niestety drugiej rabatki nie zdążyłam uporządkować przed deszczem i nie wiem, kiedy uda mi się to teraz zrobić.

A na koniec ogólny widok rabatki pod oknem kuchennym. Usiłuję zaprowadzić na niej jakiś porządek, ale marnie mi to wychodzi, więc nadal mam pod oknem chaszcze.


Szkoda, że po pomniejszeniu niewiele widać na zdjęciu.

komentarze (10) | dodaj komentarz

Smykowe robótki

środa, 01 października 2008 19:34

Wpis na pograniczu kategorii Smykowe opowieści i Robótkowe Zmagania.

Siedzę sobie na kanapie i coś tam robótkuję. Projekt nieduży objętościowo, toteż otaczające mnie akcesoria niewielkie i łatwo "przyklejają się" do małych rączek Hultajstwa. 

Kiedy już niemal wszystko zostało przemieszane, poplątane i wymiętolone, Smyk udał się do kuchni, wyciągnął z szuflady woreczek typu Zip Lock (taki z zamykaniem), wszystkie walające się na kanapie zabawki powkładał do woreczka (łącznie z moją chusteczką higieniczną, wazeliną do ust i pilotem do TV), woreczek zamknął i pochwalił się mamusi, jaki porządek zrobił!

Szkoda, że nie wykazuje takiego podejścia w stosunku do własnych zabawek...

komentarze (5) | dodaj komentarz

U ha ha!

wtorek, 30 września 2008 17:49

Pewnego popołudnia, po dość długim hasaniu w parku, wracamy do domu zmęczeni i głodni. Smyk w takich sytuacjach marudzi straszliwie. Ja staram się w ekspresowym tempie przygotować coś do zjedzenia ale Hultajstwo nie odpuszcza i dalej pałęta mi się pod nogami i jęczy. W końcu tracę cierpliwość: 

- Jestem głodna, zmęczona i zła, więc mnie nie denerwuj!

Smyk spogląda na mnie przez moment a na jego twarzy maluje się skupienie, w końcu zaczyna intonować:

- U ha ha! U ha ha! na melodię "Hu! Hu! Ha!  Nasza zima zła" do wierszyka Marii Konopnickiej...

komentarze (6) | dodaj komentarz

Serwetka

poniedziałek, 29 września 2008 19:40

Dawno, dawno temu, w zamierzchłych czasach liceum oraz studiów zrobiłam na szydełku kilka serwetek.

Po bardzo długiej przerwie, jak by nie było, kilkunastoletniej, znowu zrobiłam serwetkę. 

A to wszystko dzięki Splocikowi, która mnie lekko popchnęła w kierunku szydełka przysyłając na urodziny Sabrinę Robótki. Przecież gazetka nie mogła zalegać na półce i kurzyć się, prawda?

A oto efekt moich przeprosin z szydełkiem:


Sabrina Robótki 6/2007, Model 17 
Nici: Royale Classi Crochet Thread (100% Mercerized Cotton), Size 10
Szydełko US 7 (1.5 mm)

Nici, produkcji węgierskiej,  kupiłam na jakiejś Garage Sale - kolor brzoskwiniowy pasuje do koloru ścian w pokoju, które są nieco ciemniejsze, ale w tej samej tonacjji. 

Im bliżej było do końca pracy, tym bardziej przebijał kartonik, na który były nawinięte nici a we mnie rosła pewność, że nici zabraknie. Ale udało się! Zostało mi jakieś 2-3 metry, czyli zużyłam prawie całe 320 metrów.

Serwetka powstała z myślą o stoliku, niestety moja wyszła o 23 cm większa niż ta w Sabrinie: moja ma średnicę 56 cm i jest troszkę za duża na stolik, co widać na zdjęciu powyżej.


Na tym zdjęciu lepiej widać kolor, choć w rzeczywistości jest on jeszcze bardziej brzoskwiniowy.

Już w trakcie pracy Hultajstwo wymyślił nietypowe zastosowanie serwetki, nieco inne niż planowane przeze mnie: zwijał sobie serwetkę w rulonik i oświadczał mi, że to yła, czyli rura. Po wykrochmaleniu i napięciu dał jej spokój przez jeden dzień, po czym znowu potraktował jak swoją zabawkę. Do zwijania w rulonik dołączył zakładanie na głowę - przez dziurki wszystko widać a jednak głowa schowana! O zwyczajnym miętoleniu w rączce i zbijaniu w kulkę nie wspomnę...

W chwili obecnej serwetka przypomina bardziej balonik pęknięty przez Prosiaczka w Kubusiu Puchatku niż serwetkę, mam jednak nadzieję, że z czasem Smyk przywyknie się do ozdób na stoliku i da im spokój.

komentarze (11) | dodaj komentarz

Rybka

piątek, 26 września 2008 17:53

Jedyne zwierzątka w naszym domu (poza nieproszonymi insektami) to rybki w akwarium. 
To konik mojego męża. 
Zazwyczaj nie pozwala nikomu się do nich zbliżać, ale kiedy wyjeżdża służbowo na dłużej,  chcąc nie chcąc powierza mi karmienie swoich pupilków.

Niedawno akwarium zostało zmienione na większe (z 40 galonowego na 55 galonowe, czyli z 144 litrowego na 198 litrowe), i zaczęli w nim pływać nowi mieszkańcy. Jakieś takie drobne rybki, których nazwy nie pamiętam (małe, ale na tyle duże, żeby ich sumy nie pozjadały) - lubią sobie wyskoczyć nad wodę. Normalnie akwarium jest przykryte płytką z pleksi, ale na czas karmienia muszę tę osłonę zdjąć. 

Męża nie było cały tydzień, więc karmiliśmy z Hultajstwem ryby sami. 
Smyk  - zachwycony, bo w obecności taty nie dostępuje zaszczytu karmienia ryb, a mama ma nieco mniej czuły do nich stosunek.

Zauważyłam wprawdzie, że jakoś tak mniej tych drobnych rybek, ale byłam pewna, że to ten czarny sum, który jest już naprawdę dość duży, tak się rozbestwił, że na nie zapolował.

Tak koło środy znalazłam na podłodze, prawie metr od akwarium, suchusieńką mumię rybki.

Niestety Smyk dopadł jej pierwszy i przeprowadził staranną inspekcję. Wyjaśniłam mu co to jest i jak to się stało, że rybka już nie pływa. Rybka została pożałowana odpowiednio smutnym głosikiem. Zaproponowałam pożegnanie z rybką, czyli wyrzucenie jej do kosza ewentualnie do toalety. 

I tu napotkałam na zdecydowany sprzeciw Hultajstwa. NIE i już! 

Całe popołudnie i wieczór zwłoki rybki spoczywały na chusteczce na środku stolika i jakakolwiek próba z mojej strony pozbycia się ich cichcem kończyła się niepowodzeniem. Smyk posunął się nawet do tego, że wyciągnął ją z kosza na śmieci. Dopiero w nocy, po zaśnięciu dziecka rybka odpłynęła w głębię rury kanalizacyjnej. Na szczęście przez noc Smyk zapomniał o całej sprawie. 

W piątek, odkurzając, znalazłam pod pobliską szafką pod telewizor zwłoki kolejnej rybki. Udało mi się je przemycić do kosza zanim przyuważył to Smyk. Ufff. Zdechłe ryby to wątpliwej jakości ozdoba pokoju i marna zabawka dla trzylatka.

*          *          *

A na koniec coś zupełnie nie związanego z tekstem powyżej, a mianowicie mała zagadka. Oto nagranie: 


Hultajstwo trzy razy powtarza ten sam wyraz. Kto zgadnie co to za wyraz? Nie chodzi mi o zapis literowy dźwięków, ale o znaczenie. Odpowiedź w poniedziałek!

ODPOWIEDZ (29.09.2008)

Tak jak przypuszczałam - nikt nie zgadł.
Wyrazem trzykrotnie powtórzonym przez Hultajstwo jest:
 
BADUMAN

 czyli Spiderman 

(od badu w języku smykowym spider = pająk)

:-]               :-D               :-]

Czy ktoś ma ochotę na jeszcze jakąś zagadkę tego typu? Dla chętnych w przygotowaniu zagadka obrazkowa pt. Co to jest?

komentarze (5) | dodaj komentarz

35, 36 & 37/2008

czwartek, 25 września 2008 18:36
Ostatnio przeczytane:
Sklep na Blossom Street (Debbie Macomber)
Druty i włóczka w tle, kilka mniej lub więcej życiowych historii, i noc zarwana. Jedna, bo kolejnej nocy dotarłam do ostatniej strony ok. 22.15.
Książka w czerwcu przywieziona  przez chłopaków z Polski. Zostało mi jeszcze kilka, ale dawkuję je sobie po odrobince, bo nieprędko zdarzy mi się dostawa nowości zza oceanu, oj nieprędko...

Szósta klepka (Małgorzata Musierowicz)
Zawsze odpręża, bawi, relaksuje. Szkoda, że nie mam już więcej książek tej autorki na półce.

Amerykańska Whisky (Andrzej Szczypiorski)
Zbiór opowiadań, który dostałam na zakończenie drugiej klasy liceum "za pracę w radzie młodzieżowej i aktywie bibliotecznym". Kartonik do tej pory tkwi w książce i posłużył mi za zakładkę. 
Ten AKTYW to nie ściema, niektórzy jeszcze pamiętają takie określenia, prawda koleżanki i koledzy?


komentarze (5) | dodaj komentarz

Cena spełnienia marzeń: $1.50

środa, 24 września 2008 18:06

Znacie te różne pojazdy dla dzieci na żetony? Różne koniki, autka, cężarówki etc?

Jak przez mgłę pamiętam je z dzieciństwa - choć wydaje mi się, że pojawiły się pod koniec mojego dzieciństwa i nie było ich zbyt wiele. Ale może pamięć mnie zawodzi.

Teraz jest ich w każdym razie sporo, zazwyczaj przy wyjściach z centr handlowych.

Wizyta w jednym z oddziałów banku to konik w koszmarnym kolorze pomarańczowym (brrrr! nienawidzę tego koloru!) za jedyne 25 centów za przejażdżkę. Każda wizyta w tym oddziale banku (lub sklepie przy nim - wejście jest jedno do obu) to 2-4 ćwierćdolarówki czyli 2-4 przejażdżki Smyka na koniku.

Przy wyjściu z innego sklepu Hultajstwo wypatrzył ostatnio piękny niebieski samochód. No dobrze, akurat miałam 2 ćwierćdolarówki, bo uruchomienie tego cuda kosztuje dwa razy więcej niż konika (konie mechaniczne widać droższe niż te żywe), więc Smyk sobie trochę pokręcił kierownicą w rytm kiwającego się autka. 

Ale jeden kurs to za mało!

A w portmonetce rodzicielki jedynie banknoty (a i tych niewiele).

Trzeba było udać się do kasy i rozmienić dolara. I wytłumacz tu dziecku, że ma opuścić ten piękny pojazd i gdzieś iść po coś, czego pojąć nie jest w stanie, A przecież samego go tam nie zostawię.

Perswazje trochę trwały, ale obeszło się bez płaczu i udaliśmy się do kasy.

Teraz jeszcze trzeba było odczekać, aż kasjerka skończy obsługiwać klientkę, która musiała wygrać sporo kasy w totka, bo wyglądało na to, że pół sklepu wykupiła.

W końcu dostaliśmy zapasik odpowiednich monet i tylko ciężko mi było nadążyć z wózkiem z zakupami za Smykiem, który pogalopował do samochodu aż się za nim kurzyło. Albo kurzyłoby się, gdyby podłoga w sklepie nie była tak wypucowana...

Kolejny przejechany dolar zaspokoił pragnienia dziecka i mogliśmy udać się do naszego samochodu, w którym dziecię niestety jeździ li i jedynie w swoim foteliku, i do tego zapięty w pasy...

komentarze (5) | dodaj komentarz

Koszyk z zakupami

wtorek, 23 września 2008 17:45

Byliśmy na zakupach:

komentarze (11) | dodaj komentarz

Psio

poniedziałek, 22 września 2008 18:39

Mój sąsiad lubi znosić do domu różne rupiecie.

Ostatnio ktoś mu dostarczył przyczepkę pełną różności po pewnej zmarłej starszej pani.

Zostałam zachęcona do poszperania i wybrania sobie co mi się spodoba.

Zostałam więc posiadaczką czterech tamborków (6, 7, 8 i 10 cali) oraz kilku mniejszych i większych skrawków materiałów, głównie w motywy bożonarodzeniowe.

Tamborki bardzo spodobały się Hultajstwu. Zakładał je sobie na rączki, na głowę, toczył je, aż w końcu ułożył je na podłodze, przykrył kartką papieru A4 i oświadczył, że tamborki teraz Psio!, czyli śpią.

A ostatnia zabawa w rysowanie kredą po podjeździe sąsiadów tak spodobała się Hultajstwu, że teraz co chwila zarządza odwiedzenie sąsiadów, kierując się w stronę ich domu i mówiąc "Linda i Koc" (Linda i Skot).

 

komentarze (6) | dodaj komentarz

Ostatni dzień lata

piątek, 19 września 2008 18:30

Już jesień. Poranek taki ciemny, ponury. Wprawdzie nie pada, ale sam brak słońca i ta niskość ołowianych chmur sprawia, że czuję się podle, mam fatalny nastrój i boli mnie głowa.

A jeszcze kilka dni temu panoszyło się lato.

We wtorek wracamy ze słonecznego parku po dłuuugim spacerze i zanim zdążyłam zamknąć drzwi do garażu przylazł sąsiad.

Nie byłam rada tej sąsiedzkiej wizycie. Zmęczona i głodna marzyłam o czekającej na nas zupie pomidorowej ze świerzych pomidorków z ogródka.

Ale mój sąsiad to mistrz świata w przychodzeniu nie w porę oraz niezauważaniu, że nie jest akurat w danym momencie mile widziany.

Zapewnie przeprosiłabym go grzecznie i pożegnała się, ale przybiegły za nim jego wnuczki (3 lata i 1.5 roku) i Smyk zapragnął ich towarzystwa. No dobra, niech będzie, przymusowe odchudzanie nie zaszkodzi.

Poszliśmy przed dom sąsiada, który KONIECZNIE musiał mi coś pokazać, między innymi tablicę do rysowania kredą dla wnuczek, tylko kredy nie było.

Zemsta bywa słodka:

- Ja mam kredę w domu, zaraz przyniosę!

Przybiegłam z zapasem kredy, krakersami, Colą i aparatem.

Tablica szybko znudziła się dzieciakom, więc rysowanie przeniosło się na beton przed garażem.

 

Hultajstwo, wnuczki i pies sąsiada

 

Zabawa była przednia. Sąsiad rozłożył jakąś starą kołdrę, więc umościliśmy się wygodnie, ja zapychałam kiszki pustymi kaloriami a dzieci wyżywały się artystycznie.

 

Dzieło młodych artystów

 

W końcu zabrakło już czystej przestrzeni przed garażem, na chodniku oraz na ciałkach Milusińskich. Szkraby wykazały się inwencją twórczą i ozdobiły sąsiadom cokoliki wokół roślinności przed domem:

 

 

A na koniec jeszcze troszkę sobie pobiegały wokół magnolii - szkoda, że nie udało mi się nagrać ich radosnego śmiechu.

 

 

A  po skończonej zabawie, wzięłam Hultajstwo za fraki i zaniosłam prosto do łazienki, do wanny. Na szczęście kreda łatwo schodzi i z brzuszka i z chodnnika.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Wóz strażacki

czwartek, 18 września 2008 19:36

Plac zabaw, na którym wczoraj bawiliśmy się ze Smykiem, najechała horda siódmoklasistów. 70 sztuk.

Gwoli ścisłości muszę napisać, że chwilę przed nauczyciel zapytał wszystkich rodziców na placu, czy im takie towrzystwo nie będzie przeszkadzało.

"W praniu" okazało się, że nadmierne zagęszczenie takich dużych osobników oraz hałas przeszkadzają Smykowi, który z żałosną miną stwierdził Dombu, zarządzając tym samym powrót do domu. A normalnie to nie można go w cztery konie wyciągnąć z placu zabaw!

W drodze powrotnej, stojąc na skrzyżowaniu wypatrzyliśmy łalu-łalu, czyli wóz strażacki. To obok śmieciarki kolejny ulubiony pojazd Smyka.

Straż pożarna ma bazę kilka przecznic od naszego domu, więc wiadomo było dokąd pojazd zmierza, zwłaszcza, że nie było widać ani słychać żadnych oznak pośpiechu.

Nam też nie spieszyło się, więc pojechaliśmy za strażakami, i zatrzymałam samochód na przeciwko budynku straży, bokiem, żeby Hultajstwo mogło sobie pooglądać.

Staliśmy tak centralnie i bezczelnie na przeciwko a Smyka widać było przez okno samochodu, że kierowca od razu załapał o co chodzi i ku uciesze małego fana swojej profesji włączył wszystkie migające białe, czerwone i niebieskie światełka machając przy tym przyjaźnie ręką. Wprawdzie sygnału nie włączył, ale Smyk i tak był w siódmym niebe. 

Jeszcze trochę postaliśmy i pooglądaliśmy aż zamknęły się drzwi garażu, i w końcu mogliśmy zwolnić posterunek i wrócić do domu.

komentarze (9) | dodaj komentarz

Liście, listeczki

środa, 17 września 2008 18:36

Dość długo szukałam ciekawego wzoru na niebieską włóczkę Countryside zakupioną po promocyjnej cenie wiosną w Taiga Yarns (Kolor włóczki to Light Blue, 50% wełna/50% akryl, 250 m/100g).

Inspiracja przyszła z Berroco:

Model Eastlake

Sweterek na zdjęciu piękny, ale kilka rzeczy postanowiłam pozmieniać.
Przede wszystkim nie znoszę rękawów 3/4 ani takich głębokich dekoltów w jesienno-zimowych swetrach bo łatwo marznę, więc to musiało zostać zmienione, i zostało.

To zdjęcie najlepiej oddaje kolor włóczki.


Zdecydowanie nie podobał mi się też dół, więc pogrzebałam w książkach na półce i wymyśliłam sobie motyw Leaf Edging z The Knitters Handbook (Eleanor Van Zandt):

Leaf Edging

Liściasty motyw przewodni z przodu to Twin Leaf z książki Knitting on the edge (Nicky Epstein):

Twin Leaf 


Niestety te dziureczki nad oczkami lewymi nie chciały wyjść jak należy a szkoda, bo bardzo mi się podobają - widać nieodpowiednia włóczka.

Sweterek robiłam na drutach US5 (3.75 mm) oraz US6 (4.25 mm).

Wprawdzie producent zaleca druty US3-5 (3.25-3.75 mm), ale po zrobieniu już jednego swetra z tej włóczki na drutach US5 (3.75 mm) (pisałam o nim tutaj) doszłam do wniosku, że US6 (4.25 mm) są bardziej odpowiednie - luźniejszy splot nadaje dzianinie lekkości, zwłaszcza po praniu.

Dzisiaj sporo zdjęć, ponieważ nie mogłam się zdecydować, które z nich wybrać - wszystkie mi się podobają, mimo przekłamanych kolorów!

No to na koniec - jeszcze jedno:

 

 

komentarze (10) | dodaj komentarz

Lollipop czyli lizak

wtorek, 16 września 2008 18:10

Dzisiaj rano Smyk był wyjątkowo grzeczny, więc kiedy tuż przed wyjściem poprosił o coś słodkiego, pozwoliłam mu wybrać sobie coś z zapasów w spiżarce.

Padło na lizaka, który barwi język na niebiesko. 
Takie lizaki Smyk szczególnie sobie upodobał, właśnie z powodu barwienia języka. 
Kilka razy poliże a potem tak co 10 sekund wywala ozór i prezentuje przebarwienia, a wtedy należy głośno i z entuzjazmem wyrażać swój zachwyt.
W przerwach pomiędzy prezentowaniem kolorowego języka rodzicom, Hultajstwo biega do łazienki, wspina się na przyniesione krzesełko i podziwia w lustrze ten piękny widok.

Niestety do przedszkola mamy blisko i lizak nie został skonsumowany. 
Schowaliśmy go komisyjnie we dwójkę do plastikowego pudełeczka z przykrywką i tu nastąpiła rozbieżność zdać co do dalszych losów lizaka. 
Hultjstwo chciał go zabrać ze sobą do przedszkola, ja upierałam się, że lizak poczeka w samochodzie i wróci w ręce właściciela po przedszkolu.

Stanęło na moim (wciąż jeszcze mam przewagę siłową), więc do przedszkola wkroczyliśmy hałaśliwie i z potokami łez spływającymi po policzkach Smyka.

Bo Smyk ostatnio opanował sztukę łkania i szlochania w tak rozdzierający sposób, że postronny obserwator mógłby pomyśleć, że dziecię właśnie straciło oboje rodziców, piątkę rodzeństwa oraz wszystkie babcie, dziadków, ciotki i wujków.
Nawet udało mu się mnie nabrać na ten szloch raz czy dwa razy, po czym się uodporniłam. 

Panie w przedszkolu jeszcze Smyka nie widziały/słyszały w takiej akcji.

Wchodzimy do sali, a Benita z przerażeniem na twarzy pyta Que paso?! (Co się stało?)
Wyjaśniłam (po angielsku) o co chodzi, i skąd ten płacz. 

Na szczęście Benita to ulubiona pani Smyka, więc szybko się pocieszył, ale lizaka dostanie dopiero po przedszkolu.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Bezsenne noce

poniedziałek, 15 września 2008 20:21

Ostatnio miewam kłopoty ze spaniem. Nie z zasypianiem, bo jestem w stanie zasnąć nawet o 20.30, ale właśnie ze spaniem. 
Budzę się o jakiś dziwnych porach typu 2.30 albo 4.30 nad ranem, i nie mogę już zasnąć ponownie.

Ponieważ miałam już dość przewracania się z boku na bok, sięgnęłam po jakąś mało wymagającą robótkę z którą można się kokosić w ciepłym łóżku.

Padło na resztki bawełny niewiadomego pochodzenia wyciągnięte z jakiegoś kąta przez Smyka.
I tak przez kilka nocy powstały łapki kuchenne: dwie białe oraz jedna kolorowa z cieniowanej bawełny.

Te białe niebawem zaczną służyć w kuchni koleżanki, która wyraziła chęć przygarnięcia ich mimo wysoce niepraktycznego koloru białego.

Ponad łapkami widać na zdjęciu resztkę nici, które zostały - jak widać udało mi się zużyć je niemal całkowicie.


komentarze (6) | dodaj komentarz

Owocowo

piątek, 12 września 2008 19:08

Wpis miał być o kwiatkach, z odpowiednią fotką oczywiście. 
Zanim jednak udało mi się uwiecznić piękne bladoróżowe dzwonki, na tle rudbekii i hortensji, Hultajstwo w trakcie zabawy spadło z tarasu prosto w tę piękną kolorystycznie kompozycję, skutecznie niwecząc moje plany odnośnie tego wpisu. 

Taras mamy niziutki, raptem 40-50 cm nad ziemią, więc jedynie kwiaty ucierpiały, Smyk się tylko wystraszył.

Za to będzie dzisiaj owocowo.

W lipcu musiałam przenieść grządkę z truskawkami w nowe miejsce. 
Nie będę się rozwodzić nad powodem, ale była to sprawa pilna, więc mimo niesprzyjającej temperatury (powyżej 30 stopni Celcjusza) truskawki zostały przesadzone. 
Sporo liści poobsychało, ale twardziele nie dały się i nie dość, że wypuściły nowe listeczki, to jeszcze zaczęły kwitnąć! Mają już zawiązki owoców, a że nadal jest dość ciepło (choć nie tak upalnie jak w lipcu) mam nadzieję, że załapiemy się na kilka jesiennych czerwoności z własnej grządki.



Drugi rzut malin to już nie nowość, w zeszłym roku też mieliśmy jesienne maliny. 
Na zdjęci poniżej słodziutkie białe maliny, które tak naprawdę są żółte. 
Jedną już ktoś zjadł - to nasz mały domowy łasuch, którego trzeba pilnować, żeby pozwolił owocom dojrzeć na krzaku.



A niebawem winobranie! O ile będzie jeszcze co zbierać. Białe kuleczki już zostały spałaszowane. Ciemne winogrono jeszcze trochę cierpkie, ale można już obrywać co ciemniejsze kuleczki, czemu z zamiłowaniem oddaje się Hultajstwo.
Winogrona posadziliśmy w zeszłym roku. Rok temu miały zaledwie kilka owoców, w tym roku jest już kilka kiści. To jeszcze za mało, żeby pędzić wino, ale wystarczająco na Smykowe łasuchowanie.

  

Dla mnie ciemne winogrono ma dodatkowo wartość sentymentalną, ponieważ smakuje dokładnie tak jak winogrono, które pamiętam z dzieciństwa u babci.

komentarze (9) | dodaj komentarz

Smykowe mini rozmówki

czwartek, 11 września 2008 19:23

Smyk stanłą mi na duży palec u nogi. Lato, więc nie miałam ani skarpetek ani kapci na nogach, więc zabolało.

- Ała!, pochlipuję sobie.
- Mama! A hapi!, dziecko nakazuje mi być wesołą...
- Jak mam być wesoła jak mnie boli?!, pytam zbolałym głosem.

Hultajstwo pędzi do kuchni, przynosi z zamrażalnika saszetkę z lodem i przykłada mi ją do zdeptanego palca.

- Już mi lepiej...
- Mama! A hapi?

*          *          *

Siedzimy sobie na tarasie. Ja popijam herbatkę, Hultajstwo "gotuje" w swoich maleńkich plastikowych naczyniach. Gotową potrawę przelewa do innych naczyń przy czym oblewa sobie koszulkę. Bezwiednie wyrywa mu się:

- Oh man! (O rany!)

*          *          *

Na podłodze leży zdechła mucha. Znajduje ją Smyk, wskazuje paluszkiem i woła:

- O!.
- Nie dotykaj jej!, wołam w obawie, że Hultajstwo zechce również sprawdzić jak mucha smakuje...
Smyk z poważną miną macha paluszkiem i mówi:

- DON'T!

*          *          *

Inne ciekawe określenia ze słownika Smyka:

jik (wilk), diku (dziękuję), badi (wodospad), siri (płatki do mleka), moś (most)

Ponadto namiętnie używa All done! zamiast Już! kiedy coś skończy np. jeść.

A ulubiona kolejka Toby to w ustach Smyka Tibi.

komentarze (4) | dodaj komentarz

Bułka tarta

środa, 10 września 2008 19:33

Ponieważ wrzesień u nas to jeszcze miesiąc letni, słonko świeci i pomimo chłodnych poranków popołudnia są upalne (ok. 30 stopni celcjusza), codziennie po pracy i przedszkolu jedziemy ze Smykiem do jakiegoś parku. 

Wczoraj nie było inaczej, z tym, że zabraliśmy ze sobą rowerek i uskutecznialiśmy naukę jazdy na trókołowcu na parkowych alejkach w przerwie pomiędzy zabawą na drabinkach i innych przyrządach drabinkopodobnych. 

Takie pchanie trójkołowca z siedzącym za kierownicą Hultajstwem to czynność dość wyczerpująca, więc po powrocie do domu zaparzyłam sobie aromatycznej herbatki i zapadłam w fotelu, żeby nieco odsapnąć.

Po chwili przychodzi do mnie Smyk z woreczkiem, w którym odmarażały się bułki wyciągnięte wcześniej z zamrażalnika i położone na szafce w kuchni. (Smyk niemal nie jada pieczywa, ale czasem najdzie go ochota. Wtedy odrywam kawałek bułki i daję mu do spałaszowania.) Zadowolony, zabrał kawałek bułki i, w moim przekonaniu, wrócił do przerwanej zabawy.

Po jakimś czasie moją uwagę zwróciła dziwna cisza panująca w pokoju. Dziecka nie było słychać, a wiadomo, że to wzbudza czujność lub wręcz niepokój. Wychyliłam się zza fotela i oczom moim ukazał się taki oto widok:


Hultajstwo sprawdza, czy dobrze starł bułkę.

Hultajstwo przyniósł sobie z kuchni tarkę i tarł bułkę, którą mu dałam. Na środku pokoju.

Dodam tylko, że ja bułkę tartą kupuję w sklepie, nigdy jej sama nie produkuję.
Marchewkę, jabłko, żółty ser - i owszem.

(Jakość zdjęcia kiepska, bo to z komórki.)

komentarze (8) | dodaj komentarz

Przebudzenie

wtorek, 09 września 2008 18:03

Niedzielny poranek.

Jeszcze w objęciach Morfeusza, ale powoli zaczyna docierać do mnie to co na jawie.
Najpierw w postaci sapania nad uchem.
Aha! Hultajstwo już nie śpi. Aż dziw, że tak grzecznie czeka aż ja się obudzę.

Staram się leżeć spokojnie udając, że ciągle jeszcze śpię, ale sapanie nie ustaje, więc otwieram oczy.

"Hi!" woła do mnie moje dziecko, promiejąc radością. 

A potem dostaję buziaka w czółko, i jeszcze w oko, w nos, w policzek.
Jakby było mało, dziecko delikatnie głaska mnie po policzku i słodko się do mnie uśmiecha.

To co, że jest 6.40 rano.
Kto by na to zwracał uwagę w obliczu TAKIEGO przebudzenia?

komentarze (7) | dodaj komentarz

Domek dla lalek

poniedziałek, 08 września 2008 18:30

Od jakiegoś czasu Hultajstwo obdarza czułością niektóre ze swoich zabawek. 
Kładzie misie do swojego łóżeczka, okrywa je swoimi kocykami.
Bardziej lubiane zabawki chodzą spać z nami (dobrze, że mamy wielkie łoże, więc się mieścimy). Nie mam nic przeciwko pluszakom w łóżku, ale spanie z ciężarówkami o długości ok. 40 cm to wątpliwa przyjemność. Ciężarówki "śpią" ułożone na osobnej poduszce i troskliwie przykryte kołdrą.

W miniony weekend moi sąsiedzi mieli yard sale

Zawsze użądzają takę sale na początku i końcu lata. Zazwyczaj podrzucam im kilka rzeczy, których chciałabym się pozbyć. Często też posiedzę sobie troszkę i pogadam z sąsiadem, który kiedyś opiekował się Smykiem. Oczywiście towrzyszy mi Hultajstwo. 

I zawsze coś sobie upatrzy w tym zbiorze rzeczy różnych i przysmyczy do domu. 

Wczorajsze popołudnie wpisało się w dotychczasowe utarte schematy. 

Od wczoraj mamy więc w domu niewielki domek dla lalek, nie wiem jakich bo nie siedzę w temacie zabawek dla dziewczynek, ale mieszą się do niego ludziki z Duplo.

Wczoraj Smyk kąpał się z domkiem - kąpiel trwała więc jakieś 1.5 godziny i została brutalnie przerwana przez mamę, która też chciała się w końcu umyć przed snem.

Tak, potem domek wylądował z nami w łożku. Kiedy Milusiński zasnął, położyłam go obok łóżka (domek, nie dziecko). Rano pierwsze słowa Hultajstwa to było pytanie o domek. Domek pojechał z nami do przedszkola. Pod przedszkolem histeria bo mama nie pozwoliła zabrać zabawki do przedszkola. Ło matko! Bardziej mu się ten domek podoba niż wszystkie ciężarówki i motory razem wzięte!

komentarze (9) | dodaj komentarz

Dlaczego?

piątek, 05 września 2008 20:47

No dlaczego?
Dlaczego lodówka z kolą w każdym sklepie stoi zawsze przy samej kasie, tak, że nie da się jaj ominąć bez zauważenia?
No dobrze, WIEM dlaczego, właśnie DLATEGO.
Na mnie to nie działa. Ale na moje dziecko TAK.
Dlatego nie znoszę zabierać Smyka ze sobą na zakupy. ZAWSZE kończy się to wrzuceniem do koszyka wielu nie chcianych przeze mnie (ale porządanych przez Milusińskiego) artykułów.

W niedzielę zabrałam Smyka do Akwarium w Newport (zdjęcia z zeszłorocznej wizyty do obejrzenia w stosownie zatytułowanej galerii). Przy wyjściu sklepik. A ceny w nim - z sufitu. 
Dziecię zaczęło wybierać sobie maskotki pięknie wyeksponowane na wysokości wzroku trzylatka. Przy czwartej zaczęły wypadać mu z rąk. Cena od 9.99 w górę. 
Żeby to jeszcze Hultajstwo bawiło się maskotkami! Ale nie! Po prostu pięknie wyglądały odpowiednio oświetlone więc mu się ich zachciało. 
Na szczęście obok był stojak z pocztówkami a na jednej z nich błazenki. Wypisz wymaluj Nemo z tatusiem! Udało mi się przekonać Hultajstwo, żeby zamiast tych maskotek kupić pocztówkę (za jedyne 50 centów). Jak łatwo się domyślić pamiątka z Akwarium budziła żywe zainteresowanie dziecka przez około 2 godziny a od niedzieli wala się po kątach.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Four

czwartek, 04 września 2008 18:06

Smyk nie radzi sobie z wymową głoski "F". Zamiast tego mówi najczęściej "H", więc kiedy liczymy do czterech to wychodzi mu coś takiego:

łana, tuła, tri, hor

To "cztery" w jego wydaniu brzmi dokładnie jak angielskie whore, czyli dość dosadne określenie pani parającej się najstarszą profesją świata.

Tak więc ćwiczenie liczenia w miejscach publicznych odpada.

komentarze (7) | dodaj komentarz

Łobuz

środa, 03 września 2008 17:48

Wczoraj Hultajstwo porwało mi formę pleców z flizeliny według której robię swetry, pognało do łazienki, wrzuciło do ubikacji i spłukało.
Dobrze, że flizelina utknęła i dało się wyciągnąć bez problemu.
Wyprana, wysuszona będzie mi dalej służyć, ale muszę ją lepiej schować przed łapkami Smyka.

komentarze (6) | dodaj komentarz

Dawno temu...

wtorek, 02 września 2008 18:15

Dzisiaj wpis z historią w tle.

Wiosna 2003 roku, spruty bawełniany sweter z ciucholandu (kolor seledynowy), druty 2 mm oraz Sandra Zeszyt 05/2003 (Model 22) + miesiąc dłubaniny i taki oto efekt:



Chodzę w tej bluzce do dziś. Bardzo ją lubię mimo wielu niedociągnięć. 


Zbliżenie wzoru.


komentarze (7) | dodaj komentarz

32, 33 & 34/2008

piątek, 29 sierpnia 2008 19:26

Dziś krótko, bo znowu zarwałam noc czytając (ostatnio zdarza mi się to stanowczo za często).
O tym, dzięki czemu muszę się ratować kofeiną, następnym razem (jeszcze nie skończyłam), a póki co, ostatnio przeczytane:

Otello (William Szekspir)

Tam gdzie spadają anioły (Dorota Terakowska)

Początek (Andrzej Szczypiorski)

Nie mam siły więcej dzisiaj pisać...


komentarze (4) | dodaj komentarz

Zgaduj zgadula III

czwartek, 28 sierpnia 2008 17:43
Wracamy z przedszkola - samochodem.
Nagle Hultajstwo woła:

- Maniu!
- Deszcz pada?
- No!
- Mokra szyba? (Wcześniej padało)
- No!
- Podlewany trawnik?
- No!
- Kałuża?
- No!
- Chce Ci się pić?
- NO!
- Rzeczka??!! 
- Ja! (Tak)
Właśnie, jak co dzień przejechaliśmy mostkiem nad potoczkiem...

Chwilowo to ostatni wpis z serii Zgaduj zgadula.
Niestety nie zawsze uda mi się zgadnąć o co chodzi. W niedzielę też padło hasło Maniu, tym razem w domu, dziecko stało na środku pokoju z wiosłem do pontonu w łapkach i wpadało w coraz większą histerię aż pobiegło pożalić się tacie, że mama taka niekumata. 
Tata nawet nie próbuje zgadywać, tylko przekazuje pałeczkę mamie. 
Nic nie szkodzi jeśli mama akurat robi zakupy w sklepie. Wówczas dzwoni i pyta:

- Co to jest "sisia"? No bo Bobas chodzi i woła "sisia."

Wczoraj natomiast bawiliśmy się z Hultajstwem drewnianymi klockami. 
Nagle Smyk sadowi się wygodnie na podłodze i z błyskiem w oku woła:

- Pot!

Najpierw musiałam się skoncentrować i ustalić po jakiemu on woła: po polsku, po angielsku czy po smykowemu. A potem - Eureka!
Smyk chce, żeby wybudować z klocków wokół niego płot! Już raz tak się bawiliśmy.

Płot został wybudowany. Nawet z bramą.

Z reszty klocków Smyk wybudował komin. Pewnie bym nie wpadła na to co to za budowla gdyby mi nie wyjaśnił, że Tuła dymy pala!, czyli, że stąd leci dym i para. 
Bo dla Hultajstwa para i dym to to samo (i nie mówi dym tylko właśnie dymy).

W weekend sąsiad kosił traawę, a że było sucho, to kurzyło się. Hultajstwo pokazuje paluszkiem kłęby kurzu unoszące się nad płotem i woła:

- Pala!

komentarze (7) | dodaj komentarz

Ze słownika Smyka

środa, 27 sierpnia 2008 18:07
Hultajstwo mówi już coraz więcej i coraz lepiej, więc nie ma sensu robić listy wyrazów, które potrafi obecnie powiedzieć.

Ograniczę się więc do tych najciekawszych smaczków, czyli wyrazów przekręcanych, albo wogóle wymyślonych przez Smyka:

epe (open)

dibi (DVD), cinia (cień), duła (dziura), uła (rura), dłi (drzwi)

gengen (dżazga), buma (niebieski)

Przebojem ostanich dni jest wyraz dźwig, który w ustach Smyka brzmi dik, co do złudzenia przypomina angielskie dick (kutas).

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zgaduj zgadula II

wtorek, 26 sierpnia 2008 17:44

Jedziemy sobie samochodem. Smyk wyciąga przed siebie rękę i wskazując coś paluszkiem woła:

-Thisa! 

Patrzę we wskazanym kierunku i zaczyna się zabawa:
- Linie wysokiego napięcia?
- No!
- Słup?
- No!
- Ciężarówka?
- No!
- Pan na motorze?
- No!
- Znak?
- No!
- Chmury?
- No!
- Czerwone światło?
- No!
- Lusterko?
- No!
- Pilot do garażu?
- No!

(Już pewnine wiecie, w którym kierunku Hultajstwo wycelował swój paluszek...). 

Możliwości powoli wyczerpują się. Dziecko coraz bardziej się irytuje, ja rozpaczliwie usiłuję wpaść na to o co mu chodzi. Chwytam się pewnej myśli jak tonący żyletki. Wskazuję kawałek jakiegoś liścia przylepionego do szyby w górnym rogu po stronie kierowcy (wielkości 1x1 cm) i pytam:

- To?
- JA!!! (TAK)

komentarze (4) | dodaj komentarz

Smykowe mini rozmówki

poniedziałek, 25 sierpnia 2008 21:22

Hultajstwo udaje potwora i straszy mamę. 
- Póki co to się Ciebie nie boję.
- Póki thisa. - powtarza Smyk ("Thisa" to wszystko, czego Smyk nie potrafi jeszcze nazwać po imieniu.)

*          *          *

Bawimy się na tarasie, nagle Smyk wskazuje paluszkiem komin i objaśnia mamie:
Thisa ho pan dym! (Jak pan zapali w piecu to poleci dym z komina.)

*          *          *

Jedziemy rano do przedszkola, Hultajstow zauważa mijany znak stopu i woła:
-Łana naki! (Jeden znak.)

*          *          *

Zakładam rano Smykowi sweterek i przypominam, żeby pozwolił pani w przedszkolu go ściągnąć jak się zrobi cieplej. Hultajstwo z przejęciem potwierdza szarpiąc przód swetra:
- Connie no thisa. Ho! (Pani Connie mówi, że Smyk ma ściągnąć sweterek bo jest za ciepło.)

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zgaduj zgadula I

niedziela, 24 sierpnia 2008 20:56

Jedziemy sobie samochodem, nagle Hultajstwo woła:

- Miau!

I teraz zaczyna się zgadywanka o co może dziecku chodzić:
- Chcesz posłuchać płyty z kotkiem? (Płyta CD z piosenkami dla dzieci na której jest narysowany kotek, więc Smyk woła na nią "Miau")
- No!
- Jesteś kotkiem? (Hultajstwo lubi czasem pudawać kotka.)
- No!
- Widzisz kotka?
- No!
Spoglądam w bok usiłując się skupić, wzrok pada na dom przy ulicy (akurat stoimy czekając na zielone światło) i wówczas przychodzi olśnienie:
- W tym domu mieszka kotek?! Tak??!!
- Ja! (Tak)
Jakiś czas temu, kiedy staliśmy na tych samych światłach, po werandzie domu spacerował sobie kot. I właśnie się to Smykowi przypomniało.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Rizotto

piątek, 22 sierpnia 2008 20:42

Przedwczoraj było u nas na obiad rizotto. 

Obiad już ciepły, niemal gotowy do podania, ale jeszcze biegnę szybko do ogródka po świeży szczypiorek.
Ledwie położyłam pęczek na deskę do krojenia, Smyk już ciągnie krzesło i przystawia do szafki, już stoi na nim i też chce siekać zieleninkę.

Dostał swój nóż i trochę szczypiorku i bierze się za krojenie.
Najpierw tępą stroną noża.
Potem tą właściwą.

Ja posiekałam już cały pęczek a on dalej męczy tę swoją odrobinkę.

W końcu widzi, że ja wrzucam to co posiekane do rondla, to przecież nie może go i ta czynność ominąć. Zbiera w niezgrabne, niewprawne paluszki mój drobno posiekany szczypiorek i swoje 5-cio centymetrowe kawałki, połowa z tego co zabiera leci na podłogę, szafkę, krzesło, Hultajstwo...

A rizotto smakowało wybornie.

komentarze (3) | dodaj komentarz

Orzeszki na zimę

czwartek, 21 sierpnia 2008 18:06
Orzeszki na zimę to tytuł jednego z odcinków bajki z serii Zaczarowany Ołówek.
Wiewiórki hasające po moim ogródku nie mają do dyspozycji żadnej dziupli, więc chowają swoje zapasy na zimę gdzie popadnie zagrzebując je w schowki wykopane w trawniku i na grządkach. Potem, wiosną, nie wykorzystane bądź zapomniane przez nie orzeszki i żołędzie kiełkują i wyciągają swoje zielone od listków główki w stronę słońca.
Tym oto sposobem, dzięki uprzejmości wiewiórek mam sadzonkę orzecha włoskiego:



Orzech to ta większa roślinka po prawej stronie, po lewej natomiast to sadzonka klonu palmowego, tutaj zwanego Japanese Maple Tree, który sam się wysiał - taki sam tylko dużo większy rośnie sobie z tyłu naszego ogródka. Jak ten podrośnie to posadzę go przed domem. Los orzecha nie jest jeszcze przesądzony - nęci mnie możliwość posiadania własnego orzecha włoskiego, ale mąż twierdzi, że straszny pod nim robi się syf od opadających liści i orzechów. Póki co oba drzewka rosną w doniczkach.

Pewnego pochmurnego czerwcowego dnia zapukała do moich drzwi sąsiadka z pytaniem czy nie chciałabym trochę dalii. Dalii? Zapytałam mocno zdziwona, bo było już dawno po sezonie na sadzenie, ale jeszcze i przed kwitnięciem, więc nie bardzo wiedziałam o co jej chodzi.
Okazało się, że jadąc samochodem przejeżdżała obok wielkiej sterty wykopanych dalli z przyczepioną karteczką FREE, czyli że do przygarnięcia przez jakiegoś chętnego. I zabrała je wszystkie, żeby się nie zmarnowały a teraz chodzi i szuka dla nich miejsca, bo było ich stanowczo za dużo dla niej samej.
Podeszłam do sprawy podejrzliwie. Skoro ktoś się ich pozbył to pewnie brzydkie
O ja głupia! Trzeba było wziąć ile się dało! Dlaczego? Dlatego:



Kiedy dalie zakwitły okazało się, że mam w ogródku takie oto złocistości (dwa krzaczki) obsypane kwiatami tak, że można naciąć do wazonu i sporo zostaje na krzaczku. 
Jest jeszcze dalia czerwona, z tych o krótszych i bardziej zaokrąglonych płatkach, ale niestety zdjęcie wyszło mi nieostre.

Jakiś czas temu kupiłam sobie książkę o roślinach ozdobnych w stanach zachodnich (Waszyngton, Oregon i Kalifornia) - z podzałem na strefy, najlepsze do uprawy gatunki, wskazówki odnośnie uprawy etc. Przeczytałam tam, że powojnik (Clematis) należy po przekwitnięciu porządnie przystrzyc, więc wygoliłam mojego niemal do zera. Pozbierał się dość szybko i właśnie zaczął kwitnąć. I ten biały i ten amarantowy:



Chyba będę musiała znowu urządzić mu spotkanie z sekatorem jak przekwitnie...

A na koniec zdjęcie żółciutkiej Rudbekii (Brown-Eyed Susan). To jedna z pierwszych roślinek w moim ogródku - sadzonkę dostałam od koleżanki na dobry początek i żebym nie musiała wszystkiego kupować w sklepie (poprzedni lokatorzy uprawiali głównie trawnik).



Wyjaśniła się też sprawa lilii. Wykopałam je zgodnie z radą Urszuli, a kiedy uważnie przyjżałam się temu co wykopałam dostrzegłam mnóstwo małych otworków pracowicie wydrążonach w cebulkach/klączach lilii przez małe ząbki jakiegoś żyjątka, które najwyraźniej stołuje się pod powierzchnnią moich grządek. Nie wiem czy da się coś poradzić na taki problem. Nie wiem nawet co mi zżarło lilie.

Co inego ze ślimakami. Upatrzyły sobie moje hosty i wytrwale obgryzały liście do samej ziemii. Pewnego dnia wyzbierałam 60 ślimaków! W końcu kupiłam specjalny preparat, który przypomina karmę dla królików, tylko granulki są dużo mniejsze i rozsypałam wokół. Ta karma smakuje ślimakom i pomaga im się przenieść do ślimaczej Krainy Wiecznych Łowów - mam nadzieję, że bezboleśnie.
 Pozostały jedynie skorupki a hosta odrosła. 

komentarze (7) | dodaj komentarz

28, 29, 30 & 31/2008

środa, 20 sierpnia 2008 20:35
Nie mam dzisiaj szczęścia to WP. Od rana same kłody pod nogi i nie mogę zrobić wpisu. Może teraz się uda.

Ostatnio przeczytane, głównie w samochodzie, ale też na plaży i w domu (zarwałam noc...):

Trzech panów w łódce nie licząc psa (Jerome K. Jerome)
Pierwszy raz czytałam wieki temu, jeszcze w liceum. Teraz tak samo uśmiałam się po pachy jak wtedy. Ciekawe, że mimo, że rzecz dzieje się ponad 100 lat temu, wiele spostrzeżeń dotyczących natury ludzkiej jest tak samo aktualnych.

13 bajek z królestwa Lailonii dla dużych i małych oraz inne bajki 
(Leszek Kołakowski)
Książeczkę kupiłam lata temu, zanim cokolwiek usłyszałam na temat autora. Zachęciła mnie recenzja. Ale przeczytałam dopiero teraz (ciekawe ile jeszcze znajdę na swojej półce takich książek dawno temu kupionych i zapomnianych?) Bajki nadają się do poczytania i dla dorosłych i  przez dzieci. Fragmentami tak absurdalne, że nawet miałam ochotę zacytować w Wariusie, ale wrodzone lenistwo odwiodło mnie od tego.

Opium w Rosole (Małgorzata Musierowicz)
Okład na zbolałą duszę i spłakane serce. Emanuje ciepłem, miłością i wiarą, że warto mieć ideały i żyć zgodnie z nimi. A to wszystko zaprawione szczyptą humoru. 
Jak to u M. Musierowicz. 
I noc zarwana...

Teoria Spisku (J. H. Marks)
Zaliczona w sobotę na plaży. Niestety film dużo lepszy, zwłaszcza jak się lubi Mela Gibsona i Julię Roberts. Nie wiem czy to wina tłumaczenia, czy książka jest po prostu nieudolnie napisana. No nie wiem. Sama intryga wciągająca, nawet jak się zna koniec. Gdyby tylko było to troszkę lepiej napisane!


komentarze (4) | dodaj komentarz

Gdzie strumyk płynie z wolna

wtorek, 19 sierpnia 2008 18:17
Tydzień temu wybraliśmy się do parku stanowego Silver Falls, gdzie można cieszyć oczy pięknymi wodospadami na potoku Silver Creek. Jest ich aż dzesięć i trzy lata temu obeszliśmy je wszystkie mimo, że byłam już w szóstym miesiącu ciąży.

Tym razem wybraliśmy dość krótką trasę ze względu na Smyka.
Od początku wiadomo było, że musimy się gdzieś zatrzymać i potaplać w wodzie - toż to główna atrakcja każdego wyjazdu, na którą Hultajstwo czeka cały tydzień.

Spędzamy sobie więc miło popołudnie brodząc po wodzie, wrzcając kamyki do potoku, rozbryzgując wodę patykami aż Smykowi zebrało się na grubszą sprawę. 
Znaleźliśmy odpowiednie krzaczki coby ukryć to nasze wykroczenie przed ciekawskimi oczami. Smyk zrobił co trzeba, oprotestował założenie czegokolwiek i z gołą (acz czystą) pupą pobiegł w stronę wody. Kiedy już do niej dotarł, przykucną i ... starannie wymył sobie pupę w strumyku...

komentarze (5) | dodaj komentarz

Embellish Knit

poniedziałek, 18 sierpnia 2008 19:11
Specjalnie dla Poziomki zdjęcie mojej najnowszej zabawki do robienia sznureczków o nazwie Embellish Knit (kupiłam to w JoAnn Fabrics):


To z prawej strony to ciężarek, który przyczepia się do końca sznureczka w celu zapewnienia równomiernego naprężenia. 
Póki co poza sznureczkime na próbę zrobiłam tylko jeden, do swetra dla Benity, ale widziałam kiedyś gdzieś sweterki wykończone motywami naplątanymi z takich sznureczków i zakiełkowała we mnie chętka na zrobienie czegoś takiego. Pomysł dojrzewa powoli, ale kiedyś zostanie zrealizowany.

A na przyczepkę do maszynki na zdjęciu powyżej prerzentuję owoc moch poczynań w dziedzinie szycia pod nieobecność rodziny w czerwcu (tak, wiem, niezły mam zapłon z tą prezentacją...). Szycie to dziedzina całkowicie mi obca, a maszyna wyjątkowo mnie nie lubi, więc zmagam się z nieą rzadko i z marnymi efektami. Ale że w kuchni jeszcze w czerwcu wisiały zasłonki bożonarodzeniowe (co poza mną nikomu nie przeszkadzało i nie wiem czy ktokolwiek wogóle to zauważył) a materiał na nowe został zakupiony kilka miesięcy temu, no to się wzięłam za SZYCIE. 
Żeby efekt jako tako znośny zapewnić nabyłam materiał w kratkę - wiadomo, że szwy wychodzą nieco prościej jak się jedzie wzdłuż jakiejś linii... 



Na zdjęciu powyżej fragment zasłonki w zestawieniu z kolorystyką kuchni: widać kawałek zielonej ściany i różowej szafki. Kolory dość wiernie oddane. 
Wyszło mi nawet prosto i tylko kilka małych wpadek, których prawie nie widać, więc tak się rozochociłam, że postanowiłam uszyć własnoręcznie łapki do gorących garów i oto efekt:



Trochę koślawe i szwy nie takie jak trzeba, ale jestem z nich bardzo dumna. To moje życiowe osiągnięcie w krawiectwie. Miałam problem jak wymanewrowaś z lamówka na rogach (lamówkę kupiłam gotową) ale jakoś pokombinowałam i nie wygląda to aż tak strasznie. Łapki zostały pochwalone przez koleżankę, która jest krawcową jako całkiem udane dzieło osoby, która nie ma pojęcia o szyciu i żadnego w tym kierunku przygotowania. Chociaż przypuszczam, że jej pochwała może wynikać z uczucia ulgi, że nie wrobiłam jej w szycie takich dupereli...

komentarze (12) | dodaj komentarz

Dzidzi

piątek, 15 sierpnia 2008 19:22
Hultajstwo przechodzi etap fascznacji dzidziusiami.
Szalenie podobają mu się niemowlaki, może im się godzinami przyglądać, no i chciałby być takim dzidzi. 

Bawimy się więc w dzidzi
Smyk kładzie się na wersalce i udaje, że płacze. Ja wkładam mu do buzi "butelkę" z mlekiem (czyli kubek z dziubkiem, bo butelek ze smoczkiem to u nas nie ma już od dawna). Mój dzidzi kładzie rączki koło głowy, tak jak to robią niemowlaki a ja mam cały czas trzymać butelkę. Co jakiś czas moje baby "wypluwa" smoczek butelki i dalej płacze, a mama ma wykazać się czujnością, dać mleka a potem wziąć na ręce zawiniętego w kocyk i kołysać, jak się kołysze płaczące niemowlęta.

Eeee.... no tak, do piersi też usiłuje się przystawić... (pamięta czy zobaczył gdzieś?)

Słyszałam, że takie coś dzieci przechodzą, kiedy w ich życiu pojawia się młodsze rodzeństwo. Życia Krzysia nie zakłóciło pojawienie się żadnej siostrzyczki czy braciszka. Nic takiego nie nastąpi  też ani w niedalekiej ani w odległej przyszłości. 

No to skąd mu się to wzięło?

komentarze (6) | dodaj komentarz

Eksperyment

czwartek, 14 sierpnia 2008 18:08
Ten wpis miał się ukazać wczoraj, ale stanęły mi na przeszkodzie problemy natury technicznej.

Usiłowałam uwiecznić głos mojego dziecięcia.

Ja sama, z bratem, zostałam podstępnie nagrana na kasetę magnetofonową w wieku lat 5-6 (przedszkole) i od czasu do czasu z rozrzewnieniem słucham nagrania, zwłaszcza, że mogę w ten sposób posłuchać głosu mojej mamy.

Pierwsze podejście do nagrania Smyka było z aparatem fotograficznym.
Jak łatwo się domyślić na widok sprzętu Hultajstwo wyciągało po niego rączki i samo chciało się zabawić w operatora. Jak już udało mi się coś nagrać to okazało się, że problemy techniczne nie pozwalają na jakąkolwiek obróbkę materiału.

No to postanowiłam nagrać Smyka na komórkę. Najpierw było jak z aparatem, aż wpadłam na szatański pomysł nagrania Małego w trakcie zabawy w gilgotki, kiedy na nic innego nie zwraca uwagi. Wprawdzie groziło to uszkodzeniem aparatu telefonicznego, ale udało się uwiecznić śmiech, niestety nie perlisty a nieco histeryczny i przypominający ryk zarzynanej świni. Zaręczam, że zabawa w gilgotki to nie tortura a jedna z ulubionych zabaw Hultajstwa.

To nagranie to taki mój mały odstresowywacz - zawsze przynajmniej uśmiechnę się, kiedy tego słucham. Posłuchajcie i wy:


(Trzeba mocno pogłośnić bo jednak komórka to nie jest wysokiej jakości sprzęt nagraniowy.)

:-)           :-]           :-]          ;-)


komentarze (5) | dodaj komentarz

Jak Smyk pokochał czytanie

środa, 13 sierpnia 2008 20:07
Miłość Smyka do książek przyszła po cichu, nieoczekiwanie i nie wiadomo kiedy.

Od jakiegoś czasu, może dwóch tygodni, Hultajstwo domaga się czytania o każdej porze dnia i nocy. Rano, w czasie jazdy samochodem, po południu, w wannie, przy jedzeniu, wieczorem w łóżku.

Mamy już mały zestaw ulubionych lektur. 

Zdecydowani faworyci to: Lokomotywa, Abecadło, Idzie Grześ przez wieś, Trudny Rachunek, Calineczka, Złotowłosa i książeczka z serriThomas (dokładnego tytułu nie pamiętam, ale motywem przewodnim jest określanie godzin) oraz Kubuś Puchatek (bardzo skrócone historyjki, każda w postaci bogato ilustrowanej osobnej książeczki). 

Czytamy wyłącznie po polsku (w przedszkolu panie czytają po angielsku, więc Smyk ma lekturę w obu językach) a książeczki napisane po angielsku "czytamy" i tak po polsku. 

W związku z tym Smyk ma dwie wersje tej samej historii o Tomasie, w zależności czy czyta mama czy tata. Bo Smyk głośno i natrętnie domaga się, żeby tata czytał mu wieczorem w łóżku. Tata niezbyt jest tym zachwycony, ale Hultajstwo jest wytrwałe i nie odpuszcza. Po mniej więcej pół godzinie pałeczkę przejmuje mama i dalej czytamy.
Póki co Smyk preferuje czytadła z małą ilością tekstu i z wieloma ilustracjami, żywo reaguje na widok postaci szczególnie go intrygujących, np. ropuchy z "Calineczki".

Wraz z wybuchem miłości do książek, telewizja i bajki na DVD poszły w odstawkę. 
Chyba nie muszę dodawać jak bardzo mnie cieszy ta zmiana w upodobaniach moojego dziecka, prawda?

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zaduma

poniedziałek, 11 sierpnia 2008 18:31

Werka

sobota, 09 sierpnia 2008 23:37

Werka.

Autorka fantastycznych tekstów na blogu

"Skąd jestem, dokąd idę, i ile mam jeszcze czasu?"

odeszła.

4 sierpnia, tętniak.

Nie sądziłam, że można kogoś znanego jedynie wirtualnie tak polubić.

Nie uwierzyłabym - do dzisiaj.

Teraz już wiem, że można.

Werka, szkoda, że tam dokąd poszłaś nie ma dostępu do sieci...

 

komentarze (7) | dodaj komentarz

Benita

piątek, 08 sierpnia 2008 18:15
Smyk miał swoją ulubioną panią w przedszkolu. 
Ale po pewnym czasie przeniósł swoje uczucia na inną panią, i to pani Benita jest teraz jego ulubioną.
Benita jest Latino i kiepsko mówi po angielsku, ale ma serce wielkie jak obie Ameryki razem wzięte i widać, że jej miłość do dzieci jest odwzajemniana przez maluchy.

Odkąd zrobiło się nieco cieplej i przychodzę do przedszkola bez kurtki Benita zachwyca się moimi swetrami. 
Każdym bez wyjątku, nawet tymi, których chętnie bym się już pozbyła gdyby nie to, że zasoby mojej szafy nie są zbyt obfite.

Pewnego dnia zapytała czy nie zrobiłabym jej swetra. 
Odpowiedziałam, że zastanowię się licząc, że to chwilowa zachcianka i sprawa rozejdzie się po kościach. 
Ale nie rozeszło się i po jakimś czasie Benita wróciła do tematu. 
Umówiłyśmy się, że zrobię jej sweter po powrocie Smyka z Polski. 
Benita chciała dokładnie taki sam bzowy sweterek, jaki zrobiłam sobie ubiegłej wiosny. (Zdjęcie tutaj: KLIK)

Nic prostszego! pomyślałam sobie, przekonana, że wystarczy zajrzeć do notatek i zabrać się do roboty.
Bułka z masłem! Sięgnęłam po zeszyt z notatkami i... mój entuzjazm skurczył się dość znacznie. 
Okazało się, że co jak co, ale notatek to ja nie umiałam robić rok temu. 
Nie zapisałam sobie ani rozmiaru drutów, a ewidentnie nie robiłam zalecanym rozmiarem, co wyszło na jaw dość szybko, ani żadnych innych istotnych informacji, więc mimo, że robiłam sweter identyczny jak rok temu, wszystko musiałam wyliczać od podstaw.



Zdjęcie niezbyt dopracowane - tzn. nie ułożyłam swetra na manekinie jak należy, ale robiłam je o szóstej rano, i ciało moje przebywało ciągle jeszcze w innej krainie, a jak wiadomo trudno zrobić dobre zdjęcie z zamkniętymi oczami. A tego dnia sweterek szedł do swojej nowej właścicielki - chciałam go już wynieść z domu, zanim Hultajstwo się do niego dorwie i zostawi na nim ślady swoich łapek.

Jedna rzecz różni obie wersje: w moim sznureczek jest zrobiony na drutach, w tym sznureczek jest zrobiony  przy pomocy takiej specjalnej zabawki do robienia sznureczków właśnie. Kiedyś zbaczyłam ją w sklepie i zachciało mi się jej jak dziecku lizaka, więc w końcu sobie ją kupiłam. Nawet mój mąż wciągnął się w produkcję sznurka i miał przy tym niezłą frajdę.



Swter zrobiony jest z włóczki CARON Simply Soft 100% akryl (170g/288 m) - niecałe dwa motki białej i niecały motek fioletowej, na drutach US6 (4.25 mm) a wykończenie dekoltu na drutach US5 (3.75 mm).

Przyznam, że jak go oddawałam nowej właścicielce to miałam duszę na ramieniu, bo jeszcze mi się nie udało zrobić swetra bez prucia i poprawek, a teraz nie miałam możliwości przymiarek i zmian w trakcie. Ale Benita jest bardzo zadowolona, jej dwie nastoletnie córki zachwycone, więc chyba nie jest źle. 

Poza tym, porównując oba swetry doszłam do wniosku, że wiele się nauczyłam w ciągu minionego roku - i to nie tylko w kwestii robienia notatek! ;-)
Sweter Benity jest o wiele lepiej wyprofilowany (wycięcie pod rękawy, ramiona, talia).
Wzór swetra pochodzi z Sabriny Nr 1/2007 (Model 29).

komentarze (8) | dodaj komentarz

Ze słownika Smyka

czwartek, 07 sierpnia 2008 19:07
Nie zawsze udaje mi się zapisać nowe wyrazy w słowniku Hultajstwa a pamięć taka zawodna i ulotna.
Kilka zanotowanych ostatnio nowości:

  • A kaja (ang. car) - najczęściej samochód to jednak buma, ale coraz częściej Smyk stara się powiedzieć kaja.
  • A koń - leżę sobie na wersalce bądź trawie w ogródku. Hultajstwo włazi na mnie z okrzykiem Koń! i cwałuje...
  • Dambu - czyli dom. Przyznam, że trochę mi zajęło rozszyfrowanie tego.
  • Tama - to było dopiero wyzwanie zgadnąć o co dziecku chodzi! A chodzi o książeczkę z pociągami Thomas & Friends, której motywem przewodnim jest nauka godzin (ma wbudowany zegar z ruchomymi wskazówkami). Jest to ostatnio jedna z ulubionych smykowych książeczek.
  • Bibija - czyli klakson samochodu. Ostatnio Smyk zażądał zatrąbienia na środku bardzo ruchliwego skrzyżowania, niestety musiał poczekać aż wrócimy do domu, żeby sobie potrąbić.
  • A naki - znak drogowy, najczęściej znak stopu.

komentarze (0) | dodaj komentarz

Doniosłe wydarzenie

środa, 06 sierpnia 2008 19:05

Dzisiaj o poranku miało miejsce u nas w domu doniosłe wydarzenie.

Smyk, sam, z własnej, nieprzymuszonej woli przyszedł do mnie i oznajmił mi, że chce zrobić kupę do nocnika.

Postanowienie zrealizował w 100 procentach ku własnej satysfakcji i radości mamusi.

Wydarzenie to przeżywał jeszcze przez dobre 15 minut, istnieje więc szansa na to, że zapamięta źródło tych radosnych doznań i powoli będziemy się żegnać z pieluchami.

O doniosłym wydarzeniu została poinformowana pani w przedszkolu, która okazała oczekiwany przeze mnie entuzjazm i ma się teraz wykazać czujnością na wszelkie objawy kontynuacji ze strony Hultajstwa.

komentarze (5) | dodaj komentarz

Bank

wtorek, 05 sierpnia 2008 21:40
Dzisiaj jedziemy do banku.
Smyk uwielbia te nasze co tygodniowe wyprawy.

Kiedy zabrałam go ze sobą pierwszy raz po bardzo długiej przerwie, zachowywał się wręcz wzorcowo grzecznie onieśmielony chłodem klimatyzacji i odległością sufitu. 
Pan z ochrony był zachwycony! Widać nie często zdarza się, że mali klienci są tacy cisi... Podarował więc Hultajstwu kauczukową piłeczkę z logo banku. 
W środku było zatopione zwierzątko. Pan zapytał jakie to zwierzątko a Smyk popisał się swoją znajomością zwierząt chodowlanych i gromko zawołał na cały bank: Muuu!!!
Pan niemal piał z zachwytu.

Za naszym następnym pobytem w banku Smyk zlokalizował dystrybutor wody oraz kubeczki. Rozpracowanie działania zabrało mu jakieś 5 sekund i już raczył się zimną wodą. Kurek wody gorącej jest na szczęście "child-proof", czyli tak zrobiony, żeby dziecko nie mogło się samo obsłużyć.

Teraz ile razy jedziemy do banku, Smyk biegnie prosto do dystrybutora i częstuje się wodą. Przy każdym łyku mlaska rozkosznie i wydaje dźwięki, które mają wyrażać jego zachwyt nad smakiem i temperaturą wody: Aaa!

Najchętniej jeździłby tam codziennie, ale już wie, że pojedziemy dopiero jak przyjdzie czek tatusia.

;-)

Dialog w samochodzie tuż po opuszczeniu przedszkola:

- No to dokąd jedziemy?
- A banke!
- A po co tam jedziemy?
- A tata! (Wpłacić czek tatusia.)
- A co tam będziemy robić?
- Maniu, huła (Pić zimną wodę.)
- A potem dokąd pojedziemy?
- A dombke tata ama. (Do domu ugotować obiad dla tatusia.)

komentarze (6) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


poniedziałek, 22 marca 2010

Licznik odwiedzin: 95706

Motylek

Motylek:
motylek73@gazeta.pl

W Polsce jest godzina: U Motylka jest godzina:

Kalendarz

« marzec »
pn wt śr cz pt sb nd
01020304050607
08091011121314
15161718192021
22232425262728
293031    

Statystyki

Odwiedziny: 95706
Bloog istnieje od: 1237 dni

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie: