Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 269 771 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

Motylek teraz czyta: Carlos Ruiz Zafon "Marina"

Zdjęcia w galeriach.


Biedronki

środa, 25 maja 2011 0:15

Przyniosłam z pracy pudło po papierze do kserokopiarki. Takie dość spore, mieszczące 10 ryz papieru.

Pudło pomalowałam od środka na biało, na zewnątrz na niebiesko. A potem zabrałam się za ozdabianie.

 

 


 

Nie wiem czy to się jeszcze kwalifikuje jako dekupaż czy już nie. Terminologia nieistotna.

Wieczko zdobi  biedronka wycięta z kalendarza zakupionego za całego dolara – każdy miesiąc zdobi malunek jakiegoś owada w takim właśnie stylu. Nie mogłam się oprzeć ich urokowi.

Obok dużej biedronki wędrują sobie małe biedroneczki wycięte biedronkowym dziurkaczem – to jedna z moich najnowszych zabawek.

A że biedroneczki są w kropeczki, to kilka kropeczek luzem rozsypało się po wieczku.

 

 

 


Biernonki oblazły też bok wieczka, ale cierpliwości już mi zabrakło żeby ozdobić samo pudło. W środku tak ozdobionego pudełka zamieszkały moje gazetki i wydruki robótkowe. Niestety kartonowe pudło jest zbyt nietrwałe, żeby przechowywać w nim zabawki Hultajstwa – tutaj konieczne są dużo mocniejsze materiały.

 

Smyk, jak zawsze, chce robić to co ja.

Kupiłam mu za dolara taki maleńki domek dla ptaków do samodzielnego ozdobienia. Obiecałam, że pomalujemy i ozdobimy, ale że akurat pochłonięta byłam przyklejaniem  biedronek, padło sakramentalne słowo „później.“

Hultajstwo cierpliwością nie grzeszy. Totalnie olał moje „później“, wziął sprawy w swoje ręce i kiedy ja zabiedronkowałam się w kuchni, On rozłożył się  na stoliku w pokoju dziennym, i  zabrał się za malowanie. Serwetka została również przemalowana na pomarańczowo, na szczęście farba jest łatwo dopieralna a do innych strat nie doszło, bo mnie coś tknęło i poszłam sprawdzić co tak cicho w domu.

 

 

 


Trochę musiałam popoprawiać, pokryć niedomalowania, ale w końcu cały domek zmienił kolor na paskudny pomarańczowy – nie znoszę tego koloru!

Kiedy już farba wyschła, Smyk ponaklejał błyszczące gwiazdki, a lakierowaliśmy razem.

Kiedy już domek wyschnął, został powieszony przy drzwiach wejściowych a dowcipny tata posadził na nim gipsowego trzmiela, który nie załapał się na fotkę.

Domek jest za mały, żeby zmieścił się do niego jakikolwiek prawdziwy ptak, z obserwacji natomiast wynika, że upodobały go sobie pająki.

 


Podziel się
oceń
1
1

komentarze (19) | dodaj komentarz

Kartki okolicznościowe

wtorek, 17 maja 2011 20:51

Dzisiaj obchodzi imieniny moja teściowa.

Z tej okazji dostała on nas kartkę wykonaną przeze mnie:

 

 

 

 

To moja pierwsza kartka. Może niezbyt piękna, ale starałam się jak mogłam.

Po tej pierwszej kartce doszłam do wniosku, że muszę udać się na małe zakupy ponieważ takie bawienie się papierem bardzo mi się podoba. Kiedy już miałam co trzeba, powstała druga kartka, z okazji Dnia Matki:

 

 

 

 

Ponieważ moja mama już nie żyje, kartkę tę dostanie teściowa.

Moja teściowa to miła kobieta i mamy bardzo poprawn relacje. Zapewne sprzyja temu spore oddalenie - wiadomo, że jak się mieszka na różnych kontynentach to trudno sobie nadepnąć na odcisk. Ale to nie jedyny powód - od początku dość dobrze się ze sobą dogadywałyśmy. Szkoda tylko, że teściowa nie chce do nas przylecieć, mimo, że namawiamy ją do tego od ponad  pięciu lat.

A wracając do kartki - detal:

 

 

 

 

Kartek powstanie pewnie więcej. Mam kilka pomysłów, mam materiały, jedyne czego nie mam to czas. Ale jeśli o to chodzi to nie jestem osamotniona, prawda?


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (17) | dodaj komentarz

Zakładka

wtorek, 10 maja 2011 19:58

Jeszcze jedna haftowa zakładka:

 

 

 

 

Haft w kolorze zielonym na kanwie rozm. 14, a co to za skrzydlaty stworek gra na flecie - nie mam pojęcia!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Skarpetki

środa, 04 maja 2011 18:33

Wprawdzie dopiero co minęły święta Wielkiej Nocy, ale ja wracam w tym wpisie do świąt Bożego Narodzenia, kiedy to zostałam obdarowana ślicznymi moteczkami włóczki na skarpetki.

Pierwsze skarpetki już pokazałam tutaj.

Dzisiaj pora na kolejną parę, z biało-cukierkowatego melanżu:

 

 

 

 

Włóczka Schoeller Esslinger Fortissima Cotton Colori o składzie 75% bawełna, 25% akryl dość dobrze sprawdza się w praniu - skarpetki zrobiłam już jakiś czas temu i miałam je na nogach kilka razy. Zaskoczona jestem jak ciepłe są mimo, że to bawełna a nie wełna.

Robiłam na drutach 2 mm i zużyłam jeden motek, czyli 50 gram - w motku jest 209 m.

Został mi jeszcze jeden motek dokładnie takiej samej włóczki oraz po dwa w kolorach zielonym i szafirowym, więc skarpetkowy ciąg dalszy nastąpi.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Motylki

poniedziałek, 25 kwietnia 2011 20:50

Zanim przekopię się przez te kilkaset zdjęć zrobionych w czasie świąt, pokażę Wam efekt kolejnych prób dekupażowych. Tym razem ćwiczyłam na pudełku po butach. Boczne ścianki ozdobiłam kwiatami:

 

 

 

 

A nad kwiatami, na wieczku, latają sobie motylki:

 

 

 

 

Trochę się z nimi namęczyłam i już tak miałam dość, że odpuściłam sobie kwiaty wokół.

W pudełku zamieszkały kartki okolicznościowe, które do tej pory po sierocemu plątały się po kątach i zakamarkach. 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Niebieskie supełki

poniedziałek, 18 kwietnia 2011 19:58

Przy robieniu tego swetra pobiłam rekord długości dziergania. W zasadzie nie ma się czym chwalić - ponad trzy miesiące zajęło mi zrobienie go. Tak długo, że zdążyłam zgubić wszystkie notatki. 

 

 

 

 

Kilka podstawowych faktów jednak pamiętam:

  • włóczka: Rovniza iz Troitska (Ровница из Троицка), 50% wełna/50% akryl, 200 m/100 g, niecałe 4 motki
  • druty: 4 mm
  • schemat: Angular Zigzag Overhead Knots z książki Viking Patterns for Knitting

 

 

 

 

Plecy zrobione są tak samo jak przód - w jednym kawałku oczywiście. Kolor - mój ulubiony a zdjęcia oddają go bardzo dobrze. Zwłaszcza pierwsze.

Bałam się, że zanim go skończę, zrobi się ciepło i sweter będzie musiał czekać do jesieni. Ale że wiosna w tym roku nie rozpieszcza nas ciepłem, sweterek jest jak znalazł, w sam raz na teraz. Najlepiej nosi mi się go z czymś białym pod spodem.

 


Podziel się
oceń
4
0

komentarze (20) | dodaj komentarz

Wiśnie w kwietniu

środa, 13 kwietnia 2011 0:31

Być młodszą siostrą to jednocześnie błogosławieństwo i  przekleństwo - tak mi się przynajmniej wydaje, bo mam tylko młodszego brata.

Zapewne fajnie jest mieć starszą siostrę, ale z pewnością często to starszeństwo kole w oczy. A jak ma się na dodatek urodziny 11 dni po urodzinach tej starszej siostry? Nawet jeśli różnica wieku wynosi 3 lata, to jest się skazanym na bardzo podobne prezenty. Przynajmniej od takiej jednej ciotki, której brak polotu i wyobraźni żeby po prezencie dla starszej siostry wymyślić coś oryginalnego dla tej młodszej.

Oj ciężkie jest życie młodszej siostry...

To teraz już wszystko jasne. Kasia dostała żabki zamknięte w formie saszetki, Julia też dostała kosmetyczkę/saszetkę, tyle, że w wisienki.

 

 

 

 

Kupiłam kiedyś dwa kawałki materiału w wiśnie. Nieznacznie różniły się wzorem, w obu zakochałam się od pierwszego wejrzenia i nie mogłam zdecydować, który podoba mi się bardziej, więc kupiłam po kawałku każdego. Potem dokupiłam czarną kanwę. Trochę naszukałam się odpowiedniego schematu wisienek.

W planach mam przynajmniej kilka projektów w wisienki, ale póki co realizacji doczekał się jeden:

 

 

 

 

Apetyczne wisienki poleciały w daleki świat - dobrze, że w postaci haftowanej kanwy to się nie zepsują w transporcie...

Bardzo natrudziłam się, żeby zrobić ładne zdjęcie - niestety, trudy moje poszły na marne. Zarówno czarny jak i czerwony mają zasłużoną reputację kolorów trudnych do sfotografowania. W rzeczywistości haft prezentuje się o niebo lepiej - pozostaje uwierzyć mi na słowo.

Z przodu wiśnie, z tyłu materiał pezentowyny na pierwszym zdjęciu, w środku czerwony, ten co pod haftem. Szycie woła o pomstę do nieba...

Mam tylko nadzieję, że prezent dotarł i przypadł do gustu Julii, której życzę wszystkiego najlepszego z okazji urodzin!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Żabki

poniedziałek, 04 kwietnia 2011 18:13

Najpierw były prace mojej siostrzenicy czyli INSPIRACJA:

 

 

 

 

 

Potem było męczenie szarych komórek czyli opracowywanie koncepcji prezentu urodzinowego dla siostrzenicy, która 2 kwietnia skończyła 15 lat.

Potem było szukanie odpowiedniego schematu - tutaj bardzo pomocne okazały się koleżanki z forum Haft Krzyżykowy. Zdecydowałam się na żabki autorstwa Marie Therese St. Aubin - tutaj link do jej blogu.

A na koniec zostało jedynie wykonanie.

 

 

 

 

Najpierw zaczęłam haft na kanwie Aida rozmiar 18, ale okazało się, że żabki wyszłyby monstrualne. Zdecydowanie za duże w stosunku do tego co chciałam uzyskać. Dobrze, że miałam kawałek lnu (rozmiar 32), który wprawdzie nie jest śnieżnobiały a żółtawy, ale nadał się rozmiarowo. Za projekt zabrałam się dość późno i nie miałam czasu na eksperymentowanie z bieleniem materiału.

Pierwszy raz haftowałam takimi maleńkimi krzyżykami. Przyznam, że było to wyszywanie po omacku - nie widziałam niteczek lnu, zlewały mi się one w całość, więc liczyłam je przesuwając końcówką igły po niteczkach. Kiedy tkanina jest mocno napięta, można wyczuć kiedy igła przeskakuje na splocie.

 

 

 

 

Haft został wykorzystany do uszycia kosmetyczki, bądź saszetki - nazewnictwo jak kto woli. Nici dobrałam pod kolor do materiału i nawet udało mi się znaleźć zamek w odpowiednim odcieniu. Jeśli chodzi o szycie - nie jestem zachwycona rezultatem, ale cóż, szycie to mój słaby punkt. Do wykończenia środka użyłam materiału w zielone kropeczki, który został mi po uszyciu tych ptaszków.

 

 

 

 

I właśnie z racji tej bieli trochę mi nie pasowało, że len nie był bielutki.

Pierwotnie planowałam wykorzystać ten materiał w kropki również na zewnątrz, ale niestety zestawienie bieli z pożółkłym odcieniem lnu nie wyglądało za dobrze.

A teraz najmilsza dla mnie część całego przedsięwzięcia: siostrzenicy prezent spodobał się, z czego BARDZO się cieszę. Z tego co mi doniesiono, ma służyć do przechowywania biżuterii.

Wszystkiego najlepszego Kasiu z okazji urodzin!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Niezbyt udane próby dekupażowe

wtorek, 29 marca 2011 17:43

Zamiast cierpliwie nabierać wprawy w dekupażu na powierzchniach płaskich, licho podkusiło mnie, żeby ozdobić krągłości butelki i łuki puszki. Efekty opłakane. Butelka:

 

 

 

 

Plan był taki, że miałam jej używać zgodnie z pierwotnym przeznaczeniem, ale olśniło mnie, że farba i lakier, których użyłam nie nadają się na naczynia z których się je czy pije. Potem butelka miała zostać wazonikiem, ale widząc te wszystkie niedociągnięcia po prostu postanowiłam ją wyrzucić.

Kolejne nieudane podejście: puszka po kawie.

 

 

 

 

Efekt nieco lepszy, więc puszka została w domu.

Przechowujemy w niej... kawę! Jakże oryginalnie!

 

Teraz już potulnie wrócę do płaskich deseczek.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (21) | dodaj komentarz

Na zielonej trawce

środa, 23 marca 2011 16:28

Ach, żeby już móc, jak ten skrzat na zakładce, poleżeć sobie na trawce wąchając kwiatki!

 

 

 

 

A może to nie skrzat a elf?

Łąka u mnie już soczyście zielona, ale podmokła - wylegiwanie na niej zalecane jedynie entuzjastom kąpieli błotnych.

 

Schemat wykorzystany na zakładce pochodzi z publikacji Rouge pań Agnes Delage-Calvet i Anne Sahier-Foulnel.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (13) | dodaj komentarz

Baby Sophisticate

wtorek, 15 marca 2011 19:35

Koleżanka, dla której synka zrobiłam te buciki, jest już w szpitalu, a mały Colin albo już przyszedł na świat, albo zaszczyci rodziców swoją obecnością lada chwila.

Buciki były częścią prezentu jaki Kirsten otrzymała ode mnie. Do kompletu powstała także czapeczka i sweterek Baby Sophisticate:

 

 

 

 

Opis wykonania można znaleść na Ravelry lub na blogu Trucaveczki, która poświęciła czas na tłumaczenie, więc nawet osoby nie znające języka angielskiego mogą taki sweterek wydziergać.

Całość powstała z włóczki Baby's First firmy Lion Brand (110m/100g) o składzie 55% akryl, 45% bawełna - szalenie miękkiej i milusiej, jak najbardziej nadającej się na rzeczy dla dzieci. Ponieważ włóczka jest dość gruba (robiłam na drutach 5 mm), więc na buciki i czapeczkę rodzieliłam nitkę -  oryginalnie włóczka składa się z dziecięciu niteczek, ja wyodrębniłam trzy, żeby uzyskać cieniutką przędzę - akurat taką na buciki i na druty 2 mm.

W amoku jakimś naszedł mnie ten pomysł, powtórki nie będzie - nie polecam nikomu, chyba, że w ramach pokuty za straszne przewinienia albo w celu samoumartwiania się.

Czapeczę zdobi pomponik - z tych gotowych, tylko do przyszycia. Okazało się, że akurat miałam taki wśród niezliczonych skarbów nagromadzonych w minionych latach.

Guziczki pierwotnie miały być białe, gładkie, okrągłe, ale kiedy zobaczyłym w sklepie te tygryski, z miejsca się w nich zakochałam i plany uległy zmianie.

Komplet spodobał się rodzicom - i nie tylko, bo mieliśmy w  pracy Baby Shower, więc wszyscy mogli sobie pooglądać do woli moje wypociny.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Niebieskie buciki dla maluszka

poniedziałek, 07 marca 2011 18:52

W prezencie dla koleżanki z pracy, przyszłej mamy, zrobiłam takie buciki:

 

 

 

 

Przy okazji zrobiłam kilka zdjęć kolejnych etapów powstawania bucików z myślą o dokładniejszy opisie ich wykonania. Buciki są zrobione z cienkiej włóczki - takiej na druty 2 mm. Moje wyszły w rozmiarze 3-6 miesięcy.

 

Opis wykonania bucików

 

Na druty 2mm nabrać 42 oczka białą nitką (ilości oczek uwzględnia oczka brzegowe). Zminić włóczkę na niebieską, przerobić 20 rzędów ściągaczem pojedynczym (oczko prawe, oczko lewe.)

Rz. 21: oczka prawe

Rz. 22: oczka lewe

Rz. 23: oczka prawe

Rz. 24: oczka lewe

Rz. 25: Przerobić 28 oczek prawch, odwrócić robótkę na drutach (pozostałe oczka zostawić na drucie)

Rz. 26: 15 oczek lewych, odwrócić robótkę. 

Na drucie powinno być: z boku 2 x 13 oczek, na środku 15 oczek.

Zdjęcie pooniżej prezentuje ten etap robótki:

 

 

 

 

Przerobić 22 rzędy dżersejem, uciąć nitkę.

Trzymając robótkę prawą stroną do siebie mamy na drucie 13 oczek (A), dobrać 11 oczek wzdłuż boku robótki (B), przerobić 15 oczek z czubka bucika (C), dobrać 11 oczek wzłuż boku bucika (D), przerobić 13 oczek z lewego druta (E)

Zdjęcie z odnośnikami:

 

 

 

 

Kolejne rzędy przerabiamy oczkami prawymi następująco:

Rz. 1: włóczka niebieska

Rz. 2-3: włóczka biała

Rz. 4-5: włóczka niebieska

Rz. 6-7: włóczka biała

Rz. 8-9: włóczka niebieska

Rz. 10-11: włóczka biała

Rz. 12-13: włóczka niebieska

 

Podeszwa:

Rz. 1: oczko brzegowe, 2 oczka razem na prawo, 25 oczek prawych, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 25 prawych, 2 razem na prawo, brzegowe.

Rz. 2: 26 oczek prawych, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 26 prawych

Rz. 3: oczko brzegowe, 2 oczka razem na prawo, 22 oczka prawe, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 22 prawe, 2 razem na prawo, brzegowe.

Rz. 4: 23 oczka prawe, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 23 prawe

Rz. 5: oczko brzegowe, 2 oczka razem na prawo, 19 oczek prawych, 2 razem na prawo, 3 prawe, 2 razem na prawo, 19 prawych, 2 razem na prawo, brzegowe.

Rz. 6: zamknąć wszystkie oczka.

Na tym etapie bucik wygląda tak:

 

 

 

 

 

Zszyć buciki.

 

Jak widać ja zrobiłam tylko dwa białe paski - pomyliłam się, a zauważyłam to dopiero przygotowując ten opis.

Jeżeli w opisie są jakieś nieścisłości - proszę mi dać znać.

 

PS

Zapomniałam dodać rzecz najbardziej oczywistą pod słońcem: to nie ja jestem autorką opisu - pochodzi on z książki Zoe Mellor "50 booties to knit".


Podziel się
oceń
3
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Wieszak ze Spidermanem

wtorek, 01 marca 2011 20:02

Decoupage podobał mi się od dawna, ale zawsze technika ta wydawała mi się szalenie trudna.

W końcu oddważyłam się spróbować dzięki Iwonie, autorce blogu Robótki przy kawie, która sporządziła dla mnie intrukcję ktok po kroku. Męża poprosiłam o przygotowanie wszystkiego z listy materiałów, co się uda znaleźć w garażu i komórce i okazał się, że mogłam zacząć naukę bez dodatkowych zakupów.

Pierwszych prób jednak nie pokażę tutaj.

Kiedy tak paćkałam się klejem przy kuchennym stole, moimi poczynaniami zainteresował się Smyk: malowanie, klejenie, bałagan wokół - przecież to raj na ziemi dla Hultajstwa!

I zaraz padło sakramentalne pytanie "Czy to dla mnie?"

Co było robić! Miałam zachomikowane serwetki po urodzinach Smyka - ze Spidermanem właśnie. Akurat nadały się do ozdobienia deseczki. Drugą warstwę lakieru kładł sam Bąbel:

 

 

 

 

Deseczkę postanowiliśmy przerobić na wieszak. Trochę potrwało zanim dotarliśmy do sklepu żeby kupić haczyk (niestety nie było czerwonych, choć szukaliśmy w dwóch sklepach), a potem pozostało jedynie zmobilizować męża do przytwierdzenia haczyka do deseczki i zawieszenia wieszaka.

Jak zwykle Hultajstwo wykazał się ogromną wytrwałością w wiercniu dziury w brzuchu tacie i zaledwie po tygodniu wieszak został powieszony w szafie:

 

 

 

 

Niestety wisi w takim miejscu, że trudno zrobić dobre zdjęcie całości, natomiast funkcję zasadniczą spełnia doskonale. Kurtki wiszą na wieszakach za wysoko dla Smyka i do tej pory nie był w stanie sam zawiesić swojej kurtki. Teraz nie ma z tym problemu:

 

 

 

 

Poza tym dumny jest z tego swojego wieszaka jak nie wiem! W końcu uczestniczył w jego powstaniu!

 

Przede mną jeszcze długa droga aż nabiorę wprawy w tej technice, ale z pewnością co jakiś czas coś powstanie, ponieważ podoba mi się.

 

Iwonko - dziękuję za pomoc!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (11) | dodaj komentarz

Czerwona czapka

poniedziałek, 21 lutego 2011 19:30

 

Hultajstwo nadal pała miłością wielką do koloru czerwonego. Kiedy byliśmy kiedyś na sankach ze znajomymi, z zazdrością spoglądał na czerwone czapki kolegów. Postanowiłam więc uszczęśliwić dziecko i zrobiłam dla niego czerwoną czapkę:

 

 

 

 

Czapka jest zrobiona na drutach 3 mm (ściągacz) i 4 mm (wzór półpatentowy) z włóczki Lion Brand Microspun (100% akryl, 70g/154m). No i ma pompon, który miał być ogromny, ale rozleciał mi się przy zawiązywaniu nitki. I nawet nie miałam na kogo zwalić winy bo nikt mi nie przeszkadzał, ja sama popełniłam błąd... 

W związku z tym kupiłam sobie przyrząd do robienia pomponów i za jego pomocą wykonałam ten, który dumnie prezentuje się na czubku głowy Hultajstwa.

Przyrząd do robienia pomponów wpadł w oko Smykowi - po rozłożeniu wygląda jak pojazd z "Clone Wars", więc mamy teraz z dzieckiem wspólną zabawkę - tylko nieco inaczej się nią bawimy...

Zdjęcie czapki w plenerze pojawi się jak przerzucę zdjęcia na komputer - ładnie prezentuje się na tle śniegu...


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Trzy serca

sobota, 19 lutego 2011 0:06

Miałam pokazać ją w poniedziałek, w Walentynki, ale nie byłam w nastroju.

Zakładka z serduszkami:

 

 

 

 

Kanwa rozmiar 14, nici - w kolorach powszechnie kojarzonych z tematem.

Schemat - znaleziony w odmętach sieci.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Skarpetki - puchatki

poniedziałek, 07 lutego 2011 17:23

Z okazji świąt Bożego Narodzenia zostałam hojnie obdarowana prze kilku „Mikołajów“ włóczką skarpetkową a jeśli dodam do tego jeszcze swoje zapasy, wychodzi na to, że rok 2011 będzie u mnie rokiem skarpetkowym.

Druty poszły w ruch jeszcze zanim skończył się stary rok – moteczki tak się do mnie wdzięczyły poukładane w śliczną piramidę na komódce!

Dzisiaj dwie pierwsze pary skarpet, dla mamy i dla Smyka:

 

 

 

 

Skarpety w paseczki z cudownie puchatej, przemiłej w dotyku włóczki Regia Softy Color firmy Schachenmayr Nomotta, którą sprezentowała mi Ula.Włóczkę tę można też kupić w sklepie Zamotane. Skład: 39% wełna, 61% poliamid. 

Zalecane druty to 3-4 mm, ale że nie miałam takich w domu, a poczekać aż dotrę do sklepu nie miałam zamiaru, więc parę dla siebie zrobiłam na addikach 2 mm. Parę dla Smyka robiłam na bambusowych drutach skarpetkowych 2.75 mm – jestem mile zakoczona tym, jak dobrze mi się na nich dziergało. Coś mi się wydaje, że pojawi się u mnie  więcej drutów bambusowych.

 

 

 

 

Na moje skarpetki zużyłam dwa motki 50 g (125 m), na smykowe – jeden (a dostałam trzy). Skarpetki robiłam od palców, rzędami skróconymi, metodą, którą swego czasu bardzo dokładnie opisała u siebie na blogu Justyna. KLIK.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (19) | dodaj komentarz

Splocikowe serduszka

wtorek, 01 lutego 2011 22:54

Mój dom zdobią śliczne serduszka otrzymane przy różnych okazjach od Splocika:

 

 

 

 

Białe dostałam już dość dawno temu, przewiązane jest do tej pory czerwoną wstążeczką i zdobi szkatułkę z biżuterią.

Czerwone, do wsunięcia do książki, oraz złote, do powieszenia na choinkę, dostałam w grudniu wraz z piękną kartką wyszywaną haftem matematycznym. Tutaj można obejrzeć część obrazeczków wyszytych przez Splocika, z których potem powstały kartki świąteczne.

Splocikowe serduszka od zawsze szalenie mi się podobały, ale nie śmiałam zawracać głowy ich Autorce prośbą o schemat - postanowiłam pokombinować sama, tym bardziej, że nieprzeparta ochota na zrobiebienie kilku serduszek naszła mnie nieoczekiwanie w Boże Narodzenie, i była tak silna, że musiałam złapać za szydełko natychmiast, nie mogłam poczekać ani minutki.

Najpierw przewertowałam swoje zbiory i popróbowałam według schematów, które miałam. I tak powstała wersja fioletowa:

 

 

 

 

Jakiś czas temu ocaliłam od wyrzuceniem do kosza resztki nici w kilku kolorach - koleżanka nie ma skłonności do chomikowania i stwierdziła, że po kilka metrów w kilku kolorach do niczego jej się nie przyda. Resztka foletowa wystarczyła na to co na zdjęciu powyżej. Czerwonych nici wystarczyło jedynie na jedno maleńkie serduszko.

Zdecydowanie nie było to to, co chciałam osiągnąć. Usiadłam więc ze złotym serduszkiem i jednym ze schematów i gapiłam się jak sroka w kość, aż zaczęłam dostrzegać pewne zależności. Rozrysowałam prowizoryczny schemat i zaczęłam eksperymentować. Z każdym kolejnym serduszkiem bardziej zbliżałam się do celu, czyli serduszka takiego, jakie podoba mi się najbardziej.

I  tak powstała seria niebieska:

 

 

 

 

Po wykonaniu dwóch tuzinów serduszek nieco mi przeszło. Skończyła się resztka niebieska, ale zostały jeszcze różowa i żółta, więc pewnie jeszcze serduszka w takich kolorach kiedyś powstaną.

 

Splociku - dziękuję za serduszka i inspirację!

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Piórka

wtorek, 25 stycznia 2011 20:46

Zakładka z piórkami:

 

 

 

 

Kanwa rozmiar 14, podwójna nitka. Podklejona flizeliną, podszyta filcem.

Schemat pierza pochodzi z BLANC EN CROIX.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Myjki

poniedziałek, 17 stycznia 2011 18:01

Będęc w sklepie, wcale nie robótkowym, przechodziłam obok półki z włóczkami.

W tym sklepie włóczek raczej nie kupuję, ale nie mogłam się oprzeć, żeby kilka motków nie wziąć do ręki. I w ten sposób jeden z nich, Lion Cotton, przylepił mi się do ręki - nie mogliśmy się rozstać! Miękkość tej bawełny od razu zasugerowała co z niej zrobię: myjki dla małej Natalki (tej samej, dla której zrobiłam sweterek Twisted Flair i ptaszki do karuzeli). W motku było 142 gramy (215 m), z czego  na drutach 4 mm wyszyły cztery myjki:

 

 

 

 

Niestety nie było zbyt dużego wyboru kolorów i w zasadzie żaden, poza białym, nie pasował do maleńkiej dziewczynki. Biały jest uniwersalny, do noworodka pasuje, tylko ciężko mu zrobić dobre zdjęcie.

Wzory myjek pochodzą z broszury Melissy Bergland Burnham Baby Washcloths to Knit.

Nie blokowałam ich ani nie prałam wiedząc, że koleżanka i tak wypierze je w proszku dla niemowląt. Jedynie przeprasowałam lekko, dlatego na zdjęciach mogą wyglądać na nieco krzywe:

 

 


 

 

 

 


Natalka szczęśliwie przyszła na świat w miniony czwartek, 13 stycznia.

Odwiedzliśmy ją dnia następnego - jest... maleńka i słodziuchna.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Ptaszki

poniedziałek, 10 stycznia 2011 18:19

 

Kiedy miał urodzić się Smyk, w pracy urządzono dla mnie Baby Shower - było to dla mnie całkowite zaskoczenie głównie dlatego, że pracowałam tam zaledwie  cztery miesiące, nawet nie znałam kilku osób, które mnie wówczas obdarowały.

Jednym z prezentów, jaki otrzymałam, była karuzela do łóżeczka z postaciami z bajki o Kubusi Puchatku, z serii Classic, czyli wzorowanej na ilustracjach do pierwszych wydań książki, nie na filmie Disneya.

Kiedy Smyk podrósł, karuzelę przekazałam koleżance, której urodziła się córeczka Zuzia. A później przyszła na świat Hania, siotra Zuzi, i odziedziczyła karuzelę.

 

A potem puchatkowe zawieszki gdzieś się zapodziały zaanektowane przez starsze dzieci, ale sama kostrukcja karuzeli przetrwała w nienaruszonym stanie. Kiedy się o tym dowiedziałam, postanowiłam dorobić brakujące elementy, czyli zawieszki, żeby karuzela mogła posłużyć i Natalii. 

Wprawdzie melodia pozytywki karuzeli jest puchatkowa, ale myślę, że nie będzie to zbytnio kolidowało z uszytymi przeze mnie zawieszkami:

 

 

 

 

Inspiracji poszukałam w internecie. Najpierw powstał ptaszek-prototyp, którym bawił się Smyk - ptaszek ten zawisł też na naszej choince.

Obawiam się że będzie to raczej jednorazowy projekt, bo przeciąganie ogonka po zszyciu to KOSZMAR. Ptaszki wypchane są watą syntetyczną i mają wyszyte oczka - nie chciałam naszywać guziczków ze względu na bezpieczeństwo malucha.

Na zdjęciu powyżej ptaszki są zawieszone na krzesełku. Mogą być tak zawieszone z boku łóżeczka kiedy już Natalia zacznie wstawać i mogłaby ściągnąć na siebie karuzelę. Pierwotne zastosowanie można obejrzeć tutaj - jakość filmiku może nie najlepsza, ale światło było kiepskie.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Baby Shower i Twisted Flair Baby Jacket

sobota, 08 stycznia 2011 0:17

Co kraj, to obyczaj – wiadomo.

Amerykanie mają swoje, część z nich ma nawet odpowiedniki w kulturze polskiej, bo przecież jak u kogoś znajomego urodzi się maleństwo, to przynosimy jakiś drobiazg w prezencie, prawda?

 

Przyznam się Wam, że amerykański zwyczaj obsypywania deszczem prezentów (Baby Shower) przyszłą mamę bardzo mi się podoba. Bardzo praktyczny aspekt to obdarowanie przed porodem – obdarowana mama wie co już ma a czego jej jeszcze brak, więc co należy dokupić, a wyprawka wszak uderza po kieszeni. Pod każdą szerokością i długością geograficzną.

 

Poza aspektem praktyczny, taka impreza jest szalenie miła pod względem towarzyskim – wszystko kręci się wokół przyszłej mamy, która, jakby nie było, na większości normalnych imprez nie może się bawić jak inni: ani piwka wypić, ani poszaleć na parkiecie do białego rana…

 

Za kilka dni (13 stycznia) nasze polskie grono powiększy się o małą Natalię.

Takiej okazji żeby się spotkać nie można było przepuścić, więc nasze małe kółko matek-polek zorganizowało Baby Shower. Niestety z powodu wielu zajęć szkolno-zawodowo-pozaszkolnych nie udało się sprawić Ani niespodzianki – termin trzeba było ustalić, a negocjacje trochę potrwały, ale w końcu udało się.

 

Uczestnicy: 1 babcia, 5 mam, 11 pociech (dwunaste w brzusszku u mamy) – trochę nas się zebrało.

Tatusiowe taktycznie dali dogę wykręcając się, jak jeden mąż, pracą.

 

Każda z nas przyniosła coś do jedzenia (wcześniej ustaliłyśmy która co), bo z pustymi żołądkami nie ma zabawy. Koleżanka przygotowała konkursy (w których brały udział i mamy i dzieci) i zaczęło się.

 

Bawiliśmy się świetnie, śmiechu było przy tym sporo, a na koniec usiedliśmy wokół przyszłej mamy, która odpakowywała prezent po prezencie, a ochom i achom nie było końca.

Nie byłabym sobą, gdybym czegoś nie zrobiła własnoręcznie dla małej Natalii. Koleżanka poprosiła o sweterek, więc takowy dostała: Twisted Flair Baby Jacket, już taki kiedyś zrobiłam (tutaj do obejrzenia), tym razem seledynowy:

 

 

 

 

Na sweterku się nie skończyło, ale o tym będzie następnym razem, z opisem kilku zabaw - o ile ktoś wyrazi zainteresowanie.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Szalik

czwartek, 30 grudnia 2010 17:52

Przeziębienie nie odpuszcza, i mimo, że jest u nas w miarę ciepło (+10 C na zewnątrz), ja i tak szczelnie opatulam szyję szalikiem.

Nowym szalikiem:

 

 

 

 

Po zrobieniu tego kompletu dla Smyka (październik 2007) zostało mi po 50 gramowym motku jasno i ciemno niebieskiej włóczki Only Stretch Schachenmayr Nomotta (40% merino, 30% poliakryl, 30% poliamid). A ponieważ lubimy mieć z Hultajstwem bardzo podobne rzeczy dziergane, więc zrobiłam sobie szalik w paski, tyle, że te paski są nieco inne niż na szaliku Smyka. Kolory zmieniają się co 10 rzędów, a wzór to kombinacja ryżu (nie wiem jak się poprawnie nazywa):

 

Rz. 1: [oczko prawe, oczko lewe] powtarzać

Rz. 2: oczka prawe przerabiać na prawo, oczka lewe przerabiać na lewo 

Rz. 3: [oczko lewe, oczko prawe] powtarzać

Rz. 4: oczka prawe przerabiać na prawo, oczka lewe przerabiać na lewo 

 

Szalik robiłam na drutach 5.5 mm. Jest szeroki na 15 cm i ma 150 cm długości. I jak na klasyczny szalik przystało, ma frędzle. Idealnie pasuje do sportowej kurtki, którą noszę na co dzień. W zasadzie to noszę ją też i od święta, bo w kurtce wygodniej biega się z Hultastwem po parku niż w eleganckim płaszczu.

 

Smykowy komplet ma już trzy lata i nadal jest używany. Hultajstwo bardzo go lubi, a włóczka świetnie sprawdza się w użytkowaniu – prawie wcale nie zmechaciła się mimo wielokrotnego prania.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Niebieskie skarpetki

wtorek, 21 grudnia 2010 22:22

 

Żeby nie marznąć w te grudniowe dni, zrobiłam sobie skarpetki, które grzeją mnie nie tylko wełenką, ale serdecznością osoby, od której dostałam włóczkę.

Dokładnie rok temu dostałam świąteczną przesyłkę od Uli, a z koperty, oprócz życzeń i listu, uśmiechały się do mnie dwa motki włóczki Sportivo (75% wełna, 25% nylon). Malinowy kłębuszek przerobiłam na skarpetki poprzedniej zimy. (Tutaj wpis.)

A na tę zimę mam nowe niebieskie skarpetki.

 

 

 

 

Ponieważ opanowałam już sztukę takiego robienia skarpetek, żeby kolory układały się tak samo na obu, to teraz eksperymentuję nieco z długością. Te akurat są takie króciótkie, tuż za kostkę. Nie mogę się zdecydować, które bardziej mi odpowiadają, czy te krótsze, czy te dłuższe. I jedne i drugie są cieplutkie i nie marzną mi w nich stopy.

Uleńko - jeszcze raz dziękuję za prezent!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Aniołek

środa, 15 grudnia 2010 20:58

 

W ramach wspólnej zabawy na świątecznym SAL, wyhaftowałam aniołka - zwieszkę na choinkę. 

Na wspólnym blogu pokazałam go zaraz jak tylko był skończony i mało brakło a zapomniałabym go zaprezentować tutaj.

 

Zdjęcie to samo co na blogu SALowym, ponieważ zapomniałam zrobić inne.

 

 

 

 

W trakcie haftowania okazało się, że komplet miał kilka niedociągnięć, ale wyżaliłam się już raz i mi ulżyło, więc nie będę pisać o tym.

Haft powstał na kanwie rozmiar 14. Miałam zamiar wyszyć jeszcze jednego takiego aniołka, albo nawet i dwa, ale na zamiarach się skończyło. Może w przyszłym roku. Może...

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

Gwiazdka z nieba czy śnieżynka?

środa, 08 grudnia 2010 22:27

 

Jeszcze w zeszłym roku zakochałam się w śnieżynkach, których kurs wykonania przedstawiła na swoim blogu Modern spotyka vintage praktycznie Olla.

Ich prostota ma w sobie tyle piękna!

 

 

 

 

Kiedy skończyła mi się biała nić, złapałam resztkę w kolorze kawy z mlekiem, z dodatkiem złotej nitki.

I śnieżynki zamieniły się w gwiazdeczki... Może spełnią czyjeś marzenie?

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (12) | dodaj komentarz

Serducho pod choinkę

środa, 01 grudnia 2010 20:51

 

W tym roku nie robiłam ani Mikołajków do zawieszenia na choinkę, ani bombek, choć zgromadziłam zapasik cyerwonzch. gotowych do przybrania w szydełkowe sukienki. W tym roku wzięło mnie na szycie.

 

Kupiłam po kawałku materiału w bożonarodzeniowe motywy, przetworzyłam to, czego naoglądałam się w necie i wyprodukowałam kilka zawieszek-serduszek:

 

 

 

 

Serduszka mają jakieś 12 cm i są dość lekkie, bo wypchane watą syntetyczną. Mogą zawisnąć na choince, ale u mnie ozdabiają inne sprzęty: łóżko, haki do zasłon, komódkę.

 

Część serduszek ozdobionych jest szeroką wstążką. Kilka lat temu kupiłam ją nie sprawdzając ile jej jest na szpulce. Okazało się, że było jej około jednego metra. Podobała mi się bardzo, ale nie było jej do czego wykorzystać. Wyciągnęłam usztywniające brzegi druciki i naszyłam na czerwony materiał. Zdjęcia tego nie oddają, ale brokat ładnie połyskuje.

 

 

 

 

W pierwszych sercach starałam się przyszyć tasiemkę zszywając oba kawałki materiału - efekt nie był spektakularny, więc wymyśliłam coś innego. Po zszyciu obu części, po wypchaniu watą, doszyłam małe plastikowe kółeczko i przez nie przeciągnęłam tasiemkę. Tak wygląda dużo lepiej.

 

 

 

 

W pierwsze serca wpychałam watę z boku - znowu nie najlepsze rozwiązanie, szew nie wychodził mi zbyt estetycznie. W kolejnych sercach otwór do wpychania waty jest z tyłu - efekt końcowy dużo lepszy. W związku z tym, że szew jest jednak widoczny, tył serduszek jest z gładkiego materiału (białego lub czerwonego), żeby od razu było wiadomo, która strona to przód, a która to tył. Mam wprawdzie pomysł jak zamaskować zszycie, ale w tym roku nie miałam odpowiednich materiałów, a nie chciałam już robić więcej zakupów.

 

 

 

 

Większość z tych serduszek ma już przypisanych nowych właścicieli.

Na dziś zostają u mnie trzy.

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Zielone śnieżynki

środa, 24 listopada 2010 21:18

 

Po wczorajszym śniegu niewiele już zostało - ku rozpaczy dzieci a radości większości kierowców.

Niech więc w Okruchach spadnie nieco wirtualnego, haftowanego, zielonego śniegu.

 

 

 

 

W ramach tegorocznego świątecznego SAL wyszyłam między innymi sześć kartek świątecznych. Na każdej z nich są śnieżynki, ale każda kartka jest inna. Ponieważ ramki miałam zielone, kanwę białą, haftowałam więc zieloną metaliczną nicią.

 

Od początku coś szło nie tak. Najpierw okazało się, że wyszywanie podwójną metalizowaną nitką to porażka. Po zmianie na nitkę pojedynczą było już lepiej, ale na każdej kartce pomyliłam się we wzorze, albo przynajmniej w rozmieszczeniu śnieżynek na kartce. Na koniec nie mogłam doprać niebieskiego ołówka. Co ciekawe, znaczę tym ołówkiem kanwę od jakiegoś czasu i nigdy wcześniej nie miałam kłopotów z dopraniem.

O tym, że zabrakło mi nici w trakcie nawet nie warto wspominać. A na koniec okazało się, że źle przycięłam kanwę i w niektórych kartkach wystawał brzeg z ramki. Koszmar! W tych kartkach doszyłam z boku białą tasiemkę...

 

Każdy hafcik podkleiłam flizeliną i wsunęłam w ramkę - kartkę świąteczną. Pierwotne zastosowanie tych kartek jest takie, że wkładamy w nie zdjęcie potomstwa lub całej rodziny na tle choinki i posyłamy krewnym i znajomym. Kupiłam je w zeszłym roku na przecenie poświątecznej.

 

Gdyby nie SAL, gdyby nie to, że publicznie zadeklarowałam wyszycie tych kartek, gdyby nie doping dziewczyn na SALowym blogu, pewnie rzuciłabym te hafty w kąt, zniechęcona byłam bowiem bardzo. Dziękuję Aploch za zorganizowanie tej zabawy i wszystkim, którzy poświęcili chwilkę na napisanie komentarza - wszystkie były przemiłe!

 

A ja jestem ciekawa która z kartek podoba się Wam najbardziej. Oto one, w kolejności dość przypadkowej:

 

Kartka Nr 1:

 

 

Kartka Nr 2:

 

 

Kartka Nr 3:

 

 

Kartka Nr 4:

 

 

Kartka Nr 5:

 

 

Kartka Nr 6:

 

 

Jeszcze chwilkę zatrzymam je wszystkie u siebie a potem polecą w świat. Dobrze, że śnieżynki haftowane to serdeczność ciepłych życzeń ich nie roztopi.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (15) | dodaj komentarz

Zielone kapcie ze stokrotką

wtorek, 16 listopada 2010 20:28

 

Zrobiłam sobie kapcie. Jak tytuł wpisu głosi, są one zielone (z jakiegoś niezidentyfikowanego akrylu znalezionego w domu), opis pochodzi z Garnstudio (tutaj), i ogólnie rzecz biorąc nie jestem nimi zachwycona.

 

 

 

 

Po pierwsze wyszły mi trochę za duże (za długie). Powinnam była przewidzieć, że jak zacznę w nich chodzić to się nieco rozczłapią. Nie zrobiłam tego, to teraz mam za swoje.

Po drugie, zszycie nie wyszło mi popisowo. Jak bym miała je robić jeszcze raz, to bym je zrobiła rzędami skróconymi.

 

Jeszcze zanim zaczęłam robić kapcie wiedziałam, że ozdobię je jakimś kwiatkiem, bo one aż się proszą, żeby im coś przyczepić. Stanęło na stokrotkach. Schemat pochodzi z książki 100 Flowrs to Knit & Crochet, a jak się one komuś podobają, to proszę oto schemat:

 

 

Jak widać to kombinacja oczek łańcuszka, półsłupków i oczek ścisłych.

 

Nawet nie starałam się równo przyszyć stokrotek bo widziałam, że kapcie i tak są do niczego.

 

Mogłam od razu zrobić sobbie balerinki według opisu, który swego czasu zamieściła u siebie na blogu Antonina, nawet go sobie wtedy wydrukowałam.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Eksperymentalne truskawki

czwartek, 11 listopada 2010 19:50

 

Jakiś czas temu Makneta zwróciła się z prośbą o przygotowanie fantów na loterię, która ma się odbyć podczas Balu Andrzejkowego, dochód z którego zostanie przekazany dla Stowarzyszenia na Rzecz Osób Z Autyzmem w Suwałkach, a konkretnie na wyposażenie sali do zajęć integracji sensorycznej).

 

Przygotowałam kilka zakładek, ale nie wszystkie wyszły tak, jakbym sobie tego życzyła.

 

Ta, którą prezentuję dzisiaj, należy właśnie do tych nieudanych, i została u mnie.

 

 

 

 

Po pierwsze, przy praniu okazało się, że czerwona mulina farbuje. 

Po drugie, pierwszy raz robiłam zakładkę z frędzelkami i jak widać ten eksperyment nie udał mi się za pierwszym podejściem (zdradzę, że potem było nieco lepiej).

 

Wędrując po blogach zanlazłam na którymś opis jak wykonać zakładkę właśnie z takimi frędzlami, jak zabezpieczyć przed pruciem tymi krateczkami, jak podszyć filcem od spodu - niestety będąc gapą, nie zachowałam linka do tej strony, czego niezmiernie żałuję, bo Autorka napracowała się bardzo i żal mi, że nie mogę odesłać do Niej czytelników.

Mam nadzieję, że może ktoś kojarzy ten blog i wpis (były to zakładki z postaciami z Kubusia Puchatka, z koronką z boku) i poda mi linka w celu uzupełnienia wpisu.

 

Jak już wspomniałam, zakładka od spodu podszyta jest białym filcem.

 

Sam motyw truskawek bardzo mi się podoba i chętnie bym go jeszcze gdzieś wykorzystała. Znalazłam go w tym albumie (w dniu dzisiejszym link działa). Jeśli ktoś śledzi moje haftowanie na świątecznym SAL to może zauważył, że śnieżynki, które wszywam, pochodzą z tego samego albumu.

 

 


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

"Renowacja" bujaka

piątek, 05 listopada 2010 19:46

 

Kiedyś kupiłam na yard sale bujak, kosztował aż 10 dolarów...

Konstrukcja zasadnicza trzymała się nawet jako tako, w każdym razie nie groziła, że siedzący znajdzie się nagle na podłodze. Natomiast tapicerka wyglądała fatalnie. Materiał był czysty, ale gęstością splotu przypominał siatkę płotu - przez oczka tej siatki spokojnie przedostałaby się biedronka. Na zdjęciu poniżej nawet widać przebijającą spod niego gąbkę.

Z zamiarem zajęcia się tym nosiłam się jakiś czas, aż nadeszła odpowiednia chwila.

W sklepie tekstylnym natrafiłam na przecenę, kupiłam bardzo tanio materiał, gwoździe tapicerskie, i pewnego deszczowego popołudnia poszalałam z młotkiem:

 

 

Na zdj.: Bujak przed i po "renowacji".

 

Jeśli chodzi o jakość mojej pracy to raczej nie mam się czym chwalić, podejrzewam, że najgorszy tapicer rwałby włosy z głowy, ale co tam. Zbliżeń fuszerki nie będzie.

 

Do kompletu uszyłam jeszcze poduszkę, która nie załapała się na zdjęcie, ponieważ była właśnie męczona przez Hultajstwo.

 

Materiału jeszcze trochę zostało i mam nawet wobec niego pewne plany, które pewnie kiedyś zostaną zrealizowane.

 


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Niespodzianka

piątek, 29 października 2010 22:41

Wczoraj, wciągając pocztę ze skrzynki, znalazłam kopertę ze znaczkiem z Polski.

To pismo to ja już znam - nawet nie musiałam sprawdzać kim jest nadawca.

Tylko zastanawiałam się z jakiej to okazji...





W środku - bardzo serdeczny list od Splocika i poczęstunek z uczty na pięciolecie blogowania. Poza śliczną zakładką z haftem matematycznym (która zaraz wpadła w oko Hultajstwu z racji połyskującego chwościka), przesyłka zawierała również robótkowe gazetki (oczywiście kilka propozycji wpadło mi już w oko i uplasowało się na liście rzeczy do robienia) i pyszna herbatka, której już nie ma - była mniamuśna!

Na zdjęciu pokazuję tylko zakładkę ponieważ miałam poważne problemy ze zrobieniem porządnego zdjęcia. Ciągle odbijało się światło lampy i czegoś nie było widać a bez lampy to już wogóle była tragedia. W końcu udało się uwiecznić zakładkę. W rzeczywistości jest dużo ładniejsza.

Już zamieszkała w pewnej książce...

Splociku - dziękuję!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Marynarski II vel Negatyw

poniedziałek, 25 października 2010 19:53

Najlepszą odskocznią od kłopotów i zmartwień to jakieś przyjemne hobby.

Pierwszy raz biorę udział w SAL (Stitch Along - czyli Wyszywamy Razem), padło na SAL świąteczny.

Z lewej strony śliczny banerek przenoszący na SALowy blog, a tutaj link:


Tamże będzie można obejrzeć postępy moich świątecznych wypocin, a tutaj zaprezentuję dopiero efekt końcowy (miejmy nadzieję, że jeszcze przed tegorocznymi świętami.)







A teraz gwóźdź programu, zapowiadany w tytule NEGATYW, czyli marynarski sweterek II - w wersji dla Hultajstwa:





Ta sama włóczka co w moim Marynarskim, czyli Cotton Ease, w odwróconych kolorach, druty o rozmiar mniejsze: ściągacz 3 mm, reszta 4 mm. Nie wiem, ile zużyłam włóczki bo nie sprawdziłam. Granatowej coś ponad 200 gram, i trochę białej.

Oba sweterki robione są w częściach, od dołu, zszywane, jedynie plisa wokół dekoltu przerabiana jest po nabraniu oczek z przodu, tyłu i obu rękawów.

Smykowy sweterek przeszedł chrzest bojowy. Po pierwsze Smyk wogóle go założył i przechodził w nim cały dzień. Bo ostatnio musiałam oddać kilka sweterków innym dzieciom, ponieważ Hultajstwo stwierdził, że  już ich nie lubi i nie będzie w nich chodził. 
I do tego popłakał się, więc stwierdziłam, że nie będę dziecka niepotrzebnie męczyć.

Po drugie sweterek przeżył pranie w pralce i nawet plamy po czekoladzie zeszły całkowicie, co rokuje dobrze na przyszłość. 





Oczywiście dnia, kiedy Smyk założył swój sweterek po raz pierwsza ja założyłam mój - bardzo podobamy się sobie "w takich samych" sweterkach. To dodatkowy powód do żartów, a więc śmiechu.





Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Marynarskie paski

poniedziałek, 18 października 2010 20:19

Styl marynarski podoba mi się od lat, a połączenie bieli i granatu uwielbiam, choć niektórym może niepotrzebnie kolarzy się ze szkolną akademią. 

Włóczkę Cotton Ease (50% bawełny, 50% akrylu) miałam przygotowaną na ten projekt już od marca. W końcu zabrałam się za dzierganie. Szło sprawnie, mimo, że wymyśliłam sobie, że tym razem będzie raglan, czyli coś, czego nie robiłam od siedmiu lat. W lipcu dzieło ukończyłam, ale okazało się, żemuszę przerobić dekolt. I tak oto sweterek przeleżał 3 miesiące czekając na tę, trwającą raptem godzinę, przeróbkę.

W końcu pogoda zmotywowała mnie do działania, jeden wieczór i sweterek gotowy:





Już w nim chodziłam, nawet załapał się  na pranie - w pralce, bo nie jestem fanką prania ręcznego.

Zużyłam ok. 330 gram białej i 70 gram granatowej włóczki (189m/100gr), druty 4mm i 5mm - takie jak zalecane, ale wydaje mi się, że lepiej byłoby użyć o rozmiar mniejsze, przynajmniej jak ktoś robi luźno na drutach, jak ja. Prucia nie będzie, bo już zaczęłam kolejną robótkę. W sumie taki luźniejszy sweterek przyda się na chłodniejsze letnie poranki/wieczory - właśnie kupiłam na przecenie świetne białe spodnie...

Smykowi, mój sweterek bardzo się spodobał, więc niedługo zaprezentuję wersję dla Hultajstwa.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (18) | dodaj komentarz

Nowa piżama dla Hultajstwa

poniedziałek, 11 października 2010 20:41

Kiedy wrześniowe noce zrobiły się nieco chłodniejsze, do łask wróciła piżama z polara, którą dostałam w ubiegłym roku pod choinkę.
Dopiero teraz wpadła w oko Smykowi.
Oburzył się straszliwie, że nie dostał takiej pod choinkę, głuchy pozostał na tłumaczenia, że przecież dostał tyle zabawek.
Ale On przecież chciał taką piżamę! (Polarkową, w misie, w niebieskiej tonacji.)

Obiecałam dziecku, że kupimy materiał i uszyję mu taką piżamę.

- Taką samą?
- Taką samą.

Niestety, kiedy zajechaliśmy do sklepu tekstylnego okazało się, że wśród 150 najróżniejszych beli z polarem takiego nie mają. Były inne misie, były inne materiały w niebieskiej tonacji, ale takiego sameg nie było.

Zaciągnęłam Smyka do kąta, w którym na półkach obezwładniały kolorami polary w promocji (50% taniej) i powiedziałam, żeby wybrał sobie który tylko chce. A miał z czego wybierać, 60 czy 70 różnych wzorów. Ale w najgorszych snach nie przyszłoby mi do głowy co też przyciągnie uwagę mojego dziecka. Wybrał sobie dwa materiały, tematycznie diametralnie odmienne, żaden z nich jednak nie należy do  kategorii materiału na piżamkę dla dziecka.

Cóż, obiecałam, trzeba było wywiązać się z obietnicy. Kupiliśmy co sobie Hultajstwo wybrało.

Następnego dnia, a właściwie następnej nocy, skroiłam piżamę korzystając z wykroju pożyczonego od koleżanki. Trochę się namęczyłam, żeby wzór ładnie się układał, ale udało się. Rano, a była to sobota, wstałam i w asyście Smyka uszyłam pierwszą w swojej karierze krawieckiej piżamę:





Piżama, wyglądająca jak dresik, sporo za duża, nie martwi to ani mnie ani Smyka.
Cudo świata to nie jest, ale ujdzie.
Hultajswto - zachwycone. 
Tylko martwił się, że ktoś inny kupi taki sam materiał i uszyje sobie taką samą piżamkę, a chciałby, żeby tylko On taką miał.
Jak przymierzył gotowy wyrób, to nie ściągnął do wieczora, a i wtedy jedynie na chwilę, na czas mycia. W niedzielę do południa paradował w piżamie i niemal siłą musiałam go z niej wyciągać.

Chciałam dziecku zasugerować, że to może  być świetny strój na Halloween, ale moje dziecko za nic nie wyjdzie z domu w piżamie, a to przecież jest piżama więc nie może  być przebraniem na Halloween i już.

Uszycie tej piżamy zaspokoiło moją potrzebę kontaktu z maszyną na dłuższy czas (tym bardziej, że na fali euforii wymieniłam jeszcze zamek w kurtce Smyka), więc na drugą piżamę przyjdzie poczekać zarówno Smykowi  jak i czytelnikom.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Animal Crackers

poniedziałek, 04 października 2010 22:54

Animal Crackers to sweterki zaprojektowane przez Jolene Treace, a znalazłam je w publikacji Interweave Presents "Knitted Gifts - Irresistible Projects to Make & Give." 




Jak zapowiadał tytuł książki, nie mogłam się oprzeć temu projektowi, a sweterki podarowałam w prezencie  moim siostrzeńcom, którzy właśnie dzisiaj kończą roczek (bliźniaki: chłopiec i dziewczynka). Przynajmniej mam nadzieję, że "podarowałam", bo wysłałam pocztą, ale pod ten adres, jak dotąd, wszystko docierało bez problemów.

Na zdjęciu powyżej sweterek dla chłopca wygląda na nieco mniejszy, wydaje mi się, że to przez niezbyt dokładne blokowanie, ponieważ robiłam go dokładnie tak samo, jak sweterek dla dziewczynki, dodatkowo powstał jako drugi, kiedy to nie musiałam co minutkę sprawdzać opisu i robiłam mniej ściśle. Mam nadzieję, że po praniu rozmiar obu sweterków będzie taki sam.
Łudzę się też, że nie wyszły za małe - celowałam w rozmiar 18 miesięcy, ale wydaje mi się, że wyszedł mi rozmiar na 12 miesięcy.





Sweterki zrobione są z bawełny Patons Grace (124 m/50gr) i w sumie na oba zużyłam około 315 gr zielonej i po 20 gr różowej i niebieskiej. Druty addi 2.5 i 3.25 mm, ale wydaje mi się, że mogłam użyć cieńszych. Pierwsze zdjęcie oddaje właściwie kolory. 





Bawełna zrobiła na mnie dobre wrażenie, ciekawa jestem jak będzie zachowywać się w użytkowaniu. Odpowiadają mi kolory w serii Grace, takie stonowane. Miałabym ochotę jeszcze coś zrobić z tej włóczki.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Serduszko w kropeczki

wtorek, 28 września 2010 18:21

Kilka dni temu minęło pięć lat blogowania Splocika
Oczywiście Autorka obeszła tę rocznicę jak należy, więcej można na ten temat poczytać tutaj i tutaj.

A ode mnie Splocik dostała taki oto drobny upominek:





Oby nam blogowała przynajmniej kolejne pięć lat!

Podkładka pod kubeczek z serduszkiem w optymistycznych kolorach, z pięcioma złotymi kropeczkami. 
Myślę, że więcej pisać nie trzeba bo wszystko widać na zdjęciu.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (8) | dodaj komentarz

Patchworkowe cudeńka

wtorek, 21 września 2010 17:47

"Patchworkowe cudeńka" - taką nazwę dostał Model 15 z Diany Robótki Nr 5/2008.
Gazetkę dostałam od Splocika, która zawsze pamięta, że mam nieco utrudniony dostęp do polskich publikacji robótkowych.

Chociaż najbardziej podobają mi się serwetki filetowe, tym razem nie mogłam oprzeć się tej serwetce, mimo, że jest robiona z elementów - coś, czego do tej pory jeszcze nie robiłam.





Na serwetkę wykorzystałam resztkę włóczki (20 gr), która została mi po zrobieniu tego sweterka (Kudelnitsa, 80% bawełny 20% lnu). Ponieważ włóczka nie jest typowo serwetkowa, musiałam sobie pozmieniać ilość oczek łańcuszka, słupków i półsłupków żeby osiągnąć pożądany efekt - myślę, że udało mi się to.

Elementów  jest tyle, na ile wystarczyło włóczki - zostało mi jakieś 5 cm, więc do połączenia w całość musiałam użyć innych nici. Na szczęście udało się dobrać w niemal identycznym kolorze.
Kółeczka w środku mają średnicę 2 cm -  plastikowe kółeczka kupione specjalnie do tego celu.


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Urodzinowy bukiet róż

czwartek, 16 września 2010 18:24


Z bukietem róż nie mogę przyjść,
By złożyć Ci życzenia.
Więc wyzywam los i proszę go,
By spełnił Twe życzenia. 




Moja babcia kończy dzisiaj 90 lat.
Tak jak mówią słowa wierszyka, nie mogłam osobiście wręczyć bukietu róż, choć dzięki telefonowi nawet różnica dziewięciu godzin nie przeszkodziła w złożeniu życzeń.
Bukiet róż powędrował więc pocztą. Doszedł na czas - listonosz doręczył przesyłkę wczoraj. A w środku był mały bukiecik ode mnie:





Z wiadomych przyczyn nie wysłałam w kopercie żywych kwiatów, zastąpiłam je haftowanym zamiennikiem. Może nie tak pięknym, ale za to trwalszym.

Obrazek haftowany podwójną nitką na kanwie czternastce. 
Mieści się w ramce 20 na 25 cm.
Ponieważ wyszywałam go kiedy moi chłopcy bylil w Polce na wakacjach, mogłam zanotować czas, jaki zajęło mi ukończenie obrazka: 34 godziny.

Zbliżenia róż:











Różę z prawej strony haftowałam podczas przemiłej, bardzo długiej rozmowy telefonicznej, do której doszło po pokonaniu kilku technicznych przeszkód. Ilekroć patrzę na zdjęcie obrazka, róża ta przypomina mi tamtą rozmowę. Pewnie wzruszenie sprawiło, że kiedy robiłam zdjęcia, ta właśnie róży wyszła nieostro, i nie mam dobrego zdjęcia do opublilkowania. Niech więc zostanie, jak tamta rozmowa, między nami.

Schemat obrazka pochodzi z gazetki, którą pożyczyłam kilka tygodni temu koleżance i jeszcze mi nie oddała. Szczegóły uzupełnię, kiedy już gazetka wróci w moje ręce, bo nie pamiętam ani tytułu, ani numeru.



Podziel się
oceń
2
1

komentarze (12) | dodaj komentarz

Szatański pomysł urodzinowy

piątek, 10 września 2010 20:40

Wiecie, że blogowi Splocika stuknie niebawem 5 lat?
No to już wiecie.

A wiecie, że Splocik wpadła na szatański pomysł w związku z obchodami założenia bloga?
No to już wiecie.

A znacie szczegóły?
A nie znacie!

To szybciutko zajrzyjcie do Splociaka


i poczytajcie sobie.
I pooblizujcie się ze smakiem czytając o tej słodkiej uczcie.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Koszyk na piloty

środa, 08 września 2010 17:55

Z pewnością dla większości czytających następująca sytuacja jest dobrze znana: dziecko prosi:

- Mamo puść mi bajkę.

A my zaczynamy szukać pilota do telewizora, pilota do DVD albo odtwarzacza wideo. 
Nie dość, że tyle ich, to zawsze okazuje się, że kiedy potrzebne, chowają się w najmniej prawdopodobnych miejscach.

A pilotów u nas sporo: do telewizora, odtwarzacza DVD, odtwarzacza wideo, digital box, sprzętu stereo - to tylko te, które są "pod ręką" bo resztę schowałam na dno szuflady. Postanowiłam więc zrobić koszyk na te wszystkie lotniki, żeby je mieć w jednym miejscu. Koszyk z resztek bawełny wyszedł tak:





Robiłam go od początku do końca z głowy, totalna improwizacja, więc jestem zadowolona, że wogóle ma jakiś kształt. Piloty mieszczą się jak należy. Jeżeli ktoś myśli, że od czasu powstania koszyka poszukiwanie pilotów zostało wyeliminowane to jest w błędzie. Ale przynajmniej wiadomo gdzie teoretycznie powinny się one znajdować. Raz na jakiś czas ktoś je włoży do koszyka, więc jest szansa, że z czasem domownicy wypracują sobie pożądany odruch.




Podziel się
oceń
2
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Myjka

czwartek, 02 września 2010 19:29

Co zrobić z resztką mydła, tą ociupinką, którą już trudno namydlić myjkę czy ciało, która mimo wszystko zbyt duża jest, żeby ją tak po prostu wyrzucić. A może to tylko dla mnie wyrzucenie resztki mydła stanowi problem? I nie o względy finansowe mi przy tym chodzi tylko o nieporzebne śmieci, których nasza cywilizacja i tak strasznie dużo produkuje. Wyrzucenie resztki mydła do toalety też wydaje mi się niestosowne - niepotrzebne dokładanie zanieczyszczeń. Ale ten Motylek ma nierówno pod grzywką...

W jakiejś książce robótkowej natknęłam się na myjkę-saszetkę, do której wkłada się takie resztki mydła, żeby je wykorzystać do końca a nie wyrzucać. Ponieważ idea takiej myjki jest prosta jak konstrukcja cepa, nie zrobiłam kopii, w związku z tym nie mogę podać źródła. Ale na Ravelry widziałam kilka podobnych rozwiązań.





Moja wersja wykonana jest na okrągło z resztek bawełny. Zwłaszcza tej melażowej, w takich cudownych kolorch nie mogłam wyrzucić, choć było jej za mało na zrobienie czegokolwiek. Dołożyłam więc podobną objętościowo resztkę w kolorze naturalnym (coś pomiędzy kremowym a beżowym) i przerabiałam ryżem zmieniając kolory co okrążenie.





Do pozowania zaprosiłam mydło, które dopiero co wyskoczyło z pudełka, bo te moje resztki zbyt anorektyczne mi się wydawały.

Tym sposobem udało mi się zutylizować odrobinkę z moich zapasów włóczkowych. 
Krok w dobrym kierunku, będzie ich więcej - przede mną daleka droga zanim pozbędę się nagromadzonych zapasów.


Podziel się
oceń
2
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

Urodzinowe małpki

środa, 25 sierpnia 2010 17:54

Krótka przerwa w opisach wojaży, ponieważ dzisiaj są urodziny mojego brata, i chciałam zaprezentować wykonany przeze mnie prezent urodzinowy. Prezent, mam nadzieję, został dostarczony przez pocztę, a miał daleką drogę do pokonania - musiał dolecieć aż na południowe wybrzeże Anglii.

Ponieważ Właścicielka Serca mojego brata obchodzi swoje urodziny niecałe dwa tygodnie później, oboje dostali po takim drobiazgu:





Haftowane podkładki pod kubeczki z motywem małpki tryskającej radością życia, tak jak solenizanci.
Schemat małpki pochodzi z Cross-Stitch & Needlework (Marzec 2010), stanowi fragment metryczki, ale takowa jeszcze moim gołąbkom nie jest potrzebna. 

Małpka na podkładce z prawej strony stanowi lustrzane odbicie tej z lewej, choć jest nieco szczuplejsza, ponieważ pomyliłam się haftując tę pierwszą. Ma też kwiatuszki zamiast listeczków - i teraz powinno być  jasne, która jest dla Niej, a która dla Niego.

Ponieważ plastik podkładki sparwia, że haft nie jest zbyt wyraźnie widoczny, na zdjęciu poniżej zdjęcie haftów tuż po upraniu i wyprasowaniu:





Niestety trafiłam na jakieś wybrakowane podkładki, w których klej na korkowym spodzie był wyschnięty i korek ciągle odlepiał się a kanwa z haftem wypadała. Musiałam podkleić innym klejem, a nie mam w tym wprawy i niestety efekt nie jest oszałamiający, ale mam nadzieję, że to niedociągnięcie zostanie mi wybaczone.

I na koniec dane techniczne: kanwa rozmiar 18, pojedyncza nitka, kolory - wybrane ze zbioru muliny bez etykiet.



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (10) | dodaj komentarz

Fiołkowe saszetki na lawendę

środa, 11 sierpnia 2010 20:11

Ponieważ został mi skrawek materiału po uszyciu tej sukienki, którego oczywiście szkoda mi było wyrzucić, postanowiłam połączyć go z resztką kanwy (też nie  mogłam się przemóc, żeby tak po prostu wyrzucić do kosza) i tak powstały kolejne saszetki na lawendę:





Schematy haftów można znaleźć na tym blogu.

Ponieważ kanwa to osiemnastka, więc użyłam pojedynczej nitki - cieniowanej fioletowej ze zbioru nieopisanych nitek zakupionych swego czasu na yard sale.





Pierwotnie, saszetki miały zostać ofiarowane w prezencie. Z uwagi na pewne niedociągnięcia, postanowiłam zatrzymać je u siebie.
Haftując serduszko z kokardką (poniżej) ukłułam się i kropelka krwi poplamiła kanwę. 
Nie zaprałam odrazu i niestety plamka została, choć może nie widać tego na zdjęciu.





Same saszetki wyszły nieco za wąskie, i dlatego wiązanie wstążeczek jest takie kombinowane.
Ale przynajmniej udało mi się równo przyszyć kanwę do materiału, a jeśli chodzi o mnie to dość spore osiągnięcie.

Zostało mi jeszcze troszkę tego fiołkowego materiału, a i kanwy posiadam nieco resztek i reszteczek, więc pewnie nie będą to ostatnie drobiazgi tego typu. 
Szaf, szafek, pawlaczy i komódek mamy wbród - pochłoną jeszcze sporą ilość saszetek.




Podziel się
oceń
2
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Torebka

wtorek, 03 sierpnia 2010 19:43

Z bawełny kupionej kiedyś na yard sale zaczęłam robić torebkę na początku września ubiegłego roku. Część szydełkowa poszła szybko i bardzo mi się podobała.
Problemy zaczęły się, kiedy zasiadłam do maszyny chcąc wykończyć torebkę (podszewka, zamek). W efekcie torebka poszła wkąt, gdzie przeleżała niemal 11 miesięcy.
W końcu przeprosiłam się z nią, wykończyłam ręcznie i zaczęłam nawet używać.





Aż tak bardzo nie podoba mi się, ale jest jasna i pasuje do letnich rzeczy. Poza tym ma krótki pasek i łatwo mi ją przycisnąć do ciała niosąc siatki z jedzeniem, robótką i zabawkami na plac zabaw. Mogłaby być odrobinkę większa - notes, w którym mam zapisane Bardzo Ważne Rzeczy mieści się tak akurat.





Torebka jest zrobiona z resztek bawełny kremowej, melanżowej i pomarańczowej. Szydełko 5 mm.
Nieprędko porwę się na kolejną.
Zdecydowanie jeden z mniej udanych projektów.




Podziel się
oceń
2
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

Pokonkursowa niespodzianka od Splocika

poniedziałek, 26 lipca 2010 22:15

Kilka dni temu znalazłam w skrzynce na listy przesyłkę od Splocika. 
A w środku były bardzo miła niespodzianka pokonkursowa (konkurs: Zając w porcelanie, o którym więcej tutaj):





Bardzo starannie, ślicznie wykonane drobiazgi od Splocika już znalazły zastosowanie: lawendowy susz wypełnił saszetkę, motylek przysiadł chwilowo na ramce ze zdjęciem Smyka, zakładka już w książce. Przydasie zapewne niedługo się przydadzą, kawkę mam nadzieję wypić podczas  miłej pogawędki telefonicznej, a gazetki zostały już kilkakrotnie przewertowane - usiłuję zdecydować się, którą z serwetek wykonać jako pierwszą, ale wybór jest trudny, bo podoba mi się kilka.

Tutaj, na blogu Splecione nitki i słowa, Splocik podaje szczegóły odnośnie niespodzianek, można też zobaczyć zdjęcia wszystkich śliczności razem.

Splociku - niespodzianka prześliczna i przemiła! Dziękuję!


Moje zdjęcie nie oddaje dobrze kolorów, ale robiłam je w cieniu w upale lipcowym, a przy temperaturach powyżej 30 stopni nie jestem w stanie zdobyć się na większe kombinowanie. Skwar powala mnie na łopatki. Nawet w naszym baseniku w ogródku woda nagrzewa się do +27 st C!


Podziel się
oceń
1
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Kobaltowy ażurek na lato

czwartek, 22 lipca 2010 20:16

Czy uwierzycie, że od września nie zrobiłam dla siebie żadnego sweterka? 
Ten był ostatni, a potem zajmowałam się różnymi różnościami, aż przyszła ochota na wydzierganie czegoś większego, i to dla siebie.
Padło na letni ażurek.
Szło topornie, bo pogoda nie motywowała. W końcu, po dwóch miesiącach, sweterek został ukończony:





W związku z kolorem nawałam go Kobalcikiem. Ładny, prawda?

Włóczka to Azalia z Taiga Yarns, sklepu internetowego zlikwidowanego jakiś czas temu (teraz funkcjonują jako hurtownia), 320m/100 gr, 30% bawełna/70% wiskoza. Zużyłam ok. 230 gr, ale ażurki raczej nie pochłaniają zbyt wiele włóczki. 
Druty addi 3.25 mm. 
Włóczka ma delikatny oplot z połyskującej nitki co dodaje sweterkowi elegancji - świetnie wygląda z biżuterią, więc zaczęłam nosić różne wisiorki. Ten na zdjęciu dostała lata temu moja mama od taty. Oczko się zgubiło, złoto zmatowiało i nawet nie wiedziałam, że to złoto. Wyglądało bardziej na miedź. Dopiero jubiler wyprowadził mnie z błędu. Wypolerował, wstawił cyrkonię - i przywrócił świetność dawno zapomnianej ozdobie.





Nie pamiętam gdzie znalazłam schemat tego ażurku. Zachowała się jedynie kserokopia z jakiejś książki, ale której?
Mam zawsze problem z wybraniem ażurowego wzoru - zawsze kończy się na jakiejś wariacji liści, listeczków, a że nie chciałabym mieć wszystkich sweterków niemal identycznych, więc trochę potrwało zanim znalazłam wzór, który by mi się podobał a nie był zbyt podobny do tego.
Guziki może nie są idealne, ale żadnych bardziej pasujących nie udało mi się kupić.





Chwilowo jest to mój ulubiony sweterek...



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (7) | dodaj komentarz

Makowa poduszka i saszetki

wtorek, 13 lipca 2010 21:00

Pewnego dnia natrafiłam w sklepie tekstylnym na przepiękny materiał: len w maki. 
Nie mogłam oczu i rąk od niego oderwać. Musiałam, po prostu musiałam go kupić, i stałam rozmyślając co bym mogła z tego zrobić. Zajęło mi to dość długą chwilę, bo materiał straszliwie mnący się, więc ubranie odpadło - nie odpowiada mi styl "jak krowie z gardła". Zasłonki też wyeliminowałam - za cienkie to to. Firaneczki też odpadły - materiał był dość drogi. W końcu wymyśliłam poszewkę na poduszkę:





Kupiłam jard (+/- 90 cm) wiedząc, że to za dużo na poszewkę na kwadratową poduszkę, ale postanowiłam resztę wykorzystać na coś innego. Dzięki temu powstało kilka saszetek na lawendę bądź inny pachnący susz. Dzisiaj tylko dwie, pozostałe różnią się bardzo nieznacznie.





Woreczki zostały ozdobione monogramem.
Część woreczków jest do zawieszenia na wieszaku:





Pozostałe są do włożenia do szuflady. Różnią się wobec tego sposobem wiązania:





Przyznam, że nie za dobrze się haftowało na tym materiale - bardzo luźny splot i musiałam bardzo się starać, żeby haft ładnie wyszedł. Tradycyjnie nie obyło się bez prucia, ale ostatecznie efekt jest zadawalający.

Saszetki mają wewnętrzny woreczek z bardzo cieniutkiego białego materiału - sam materiał w maki jest tak cieniutki, że zawartość prześwitywałaby i nie wyglądałoby to za ładnie. Wiem, bo pierwszy uszyłam bez białego środka.

Nie wiem jak Wy, ale ja lubię mieć takie ładne drobiazgi. Koleżanka natomaist skomentowała: 

Tyle się narobić, żeby to potem schować do szafy?

Ale za to jak ładnie po otwarciu tej szafy!



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (9) | dodaj komentarz

Kamizelka dla Smyka

czwartek, 08 lipca 2010 18:45

Smyk wyrósł już z kamizelki, którą zrobiłam mu w grudniu 2008 roku, a że jest to dość przydatna część garderoby, zrobiłam mu nową.
W zasadzie jest ona tak samo szeroka jak poprzednia, tyle że dłuższa.





Pomysł na kamizelkę pochodzi z książki Debbie Bliss Essential Baby, gdzie figuruje pod prostą nazwą "Vest" (kamizelka). Zmieniłam jednak dekolt - taki lepiej pasuje do koszul.

W sklepie urzekła mnie włóczka Lion Brand Wool Ease w kolorze Wheat. Na zdjęciu tego nie widać, ale jest to delikatny melanż, układający się w plamki. Włóczka jest lekko opleciona włoskiem w ciemniejszym kolorze i ślicznie to wygląda, niestety nie potrafię zrobić zdjęcia, które by zadawalająco przedstawiło to o czym piszę. Link do włóczki na Ravelry podaje skład 80% akryl, 20% wełna, ale na etykiecie skład jest inny: 85% akryl, 10 % wełna, 4% rayon (cokolwiek to jest). Zużyłam 115 gram (4 uncje) - w motku jest 85 gram (3 oz). Druty addi 4 mm (ściągacz) i 5 mm.

Podziel się
oceń
1
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Smykowa zakładka

środa, 30 czerwca 2010 19:07

Zakładkę dla Smyka wyhaftowałam dość dawno temu, bo jeszcze w grudniu, ale jakoś tak nie było okazji, żeby ją zaprezentować. A to były problemy z oświetleniem i nie dało się zrobić satysfakcjonujących zdjęć, a to to pojawiły się inne atrakcje odciągające uwagę, a potem po prostu zapomniałam o niej. Przypominało mi się przy wieczornym czytaniu, ale wtedy komputer jest za daleko.

No to dzisiaj nadrabiam zaległości rezentując zakładkę zrobioną dla mojego Słoneczka:




Schemat pochodzi z Cross-Stitch & Needlwork, numer lipcowy: July 2009, choć tam zastosowany był jako aplikacja kuchennego fartuszka. No i nie byłabym sobą jakbym czegoś nie dodała: słoneczka w oryginale nie było.

Kanwa to gotowa zakładka, czternastka, haft podwójną nitką. Nici dobrane z zapasów bez opisów - starałam się, żeby były podobne do proponowanych.

W chwilach, kiedy zakładka nie spełnia swojej założonej funkcji, czyli podczas czytania bajki, jest straszliwie maltretowana przez Hultajstwo: miętoli ją, zwija, gniecie. 
O dziwo, mimo tych ciężkich doświadczeń, nadal całkiem nieźle wygląda, choć może niedługo będę musiała ją wyprać.



Podziel się
oceń
2
0

komentarze (6) | dodaj komentarz

Serwetka z różą

czwartek, 24 czerwca 2010 19:50

Jakiś czas temu natknęłam się gdzieś w necie  na piękny szydełkowy schemat z różą. Najprawdopodobniej gdzieś tutaj, ale głowy nie dałabym sobie uciąć.
Opis był w języku mi nie znanym, choć wyglądającym chyba na włoski. Wydaje mi się, że przeznaczeniem schematu była poduszka, ja go jednak wykorzystałam na serwetkę na szafkę nocną.





Serwetka jest zrobiona z nici J&P Coats Royale Fine Crochet Thread (Size 20)

Wykończenie wymyślone przeze mnie, bo niestety nie doczytałam się ;-) w opisie. 





Teraz mam już 3 różne serwetki na dwie szafki nocne - nie lubię robić dwóch takich samych. 


Potrzebuję jeszcze jedną, żeby móc je wymieniać w tym samym czasie.



Podziel się
oceń
1
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


środa, 18 października 2017

Licznik odwiedzin:  484 963  

Motylek

Motylek:
motylek73@gazeta.pl

Kalendarz

« październik »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 484963
Bloog istnieje od: 4005 dni

Więcej w serwisach WP

Wiadomości

Bloog.pl